Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Długie i zacięte mecze w 9. kolejce I ligi siatkarzy

Długie i zacięte mecze w 9. kolejce I ligi siatkarzy

fot. archiwum

Miniona kolejka I ligi mężczyzn upłynęła pod znakiem tie-breaków, którymi kończyły się aż 4 z 6 spotkań. W meczu na szczycie Pekpol pokonał lidera z Bielska-Białej, z kolei w pojedynku outsiderów górą okazali się akademicy z Poznania, którzy pokonali Energetyka.

W pierwszym spotkaniu MKS Będzin nie miał najmniejszych problemów, by pokonać gości z Siedlec. Podopieczni Rafała Legienia, po zdecydowanym wygraniu dwóch pierwszych partii, spuścili nieco z tonu w trzeciej, w której to przyjezdni prowadzili nawet 8:5. Wtedy to o czas poprosił trener gospodarzy i choć nie przyniosło to natychmiastowego skutku, to kilka chwil później będzinianie prowadzili już 17:14, a następnie już 23:17. Wtedy jeszcze raz do ataku zerwali się goście, którzy zdołali odrobić kilka „oczek”, jednak set i cały mecz i tak padł łupem gospodarzy. Wśród podopiecznych trenera Legienia na wyróżnienie zasłużyła cała drużyna, ze środkowym Mateuszem Przybyłą na czele. Goście nie mieli tym razem kogoś, kto „pociągnąłby” ich grę.

MKS Banimex Będzin – KPS Jadar Siedlce 3:0
(25:17, 25:17, 25:21)


 



Niesamowicie zacięte spotkanie oglądali kibice w Kętach. Faworyzowani Czarni Radom tym razem musieli obejść się smakiem, bo gospodarze zwyciężyli po twardym boju 3:2. Po pierwszym, łatwo wygranym przez gości, secie wydawało się, że radomianie pokażą swoją dominację także w kolejnych odsłonach. Nic bardziej mylnego, bo w drugiej partii obie ekipy grały już punkt za punkt, a ostatecznie na przewagi wygrał Kęczanin, choć przy wydatnym udziale Czarnych, którzy popełniali sporo błędów. Podobnie wyglądała sytuacja w trzeciej części. Radomianie mogą „pluć sobie w brodę”, bo prowadzili w końcówce 23:22, po czym stracili 3 „oczka” z rzędu i przegrali całego seta. Z kolei zwycięstwa nie dali już sobie odebrać w kolejnej odsłonie, w której zwyciężyli do 21. O wszystkim miał zdecydować tie-break, w którym żadna ze stron nie odpuszczała nawet na chwilę. Piąty set zakończył się dopiero przy stanie 20:18 dla gospodarzy, kiedy to zatrzymali rywali blokiem.

Kęczanin Kęty – Czarni Radom 3:2
(17:25, 27:25, 25:23, 21:25, 20:18)


 

Szczęścia do tie-breaków nie mają także siatkarze z Nysy. Przed tygodniem przegrali w ten sposób w Suwałkach, a tym razem musieli uznać wyższość Campera Wyszków, któremu ulegli na własnym parkiecie. W pierwszym secie to jednak podopieczni Jarosława Stancelewskiego kontrolowali boiskowe wydarzenia i nie przeszkodziła im nawet chwilowa niemoc w jego drugiej połowie, kiedy to wyszkowianie odskoczyli na 17:13. To tylko zmobilizowało gospodarzy, którzy odrobili straty z nawiązką, zwyciężając do 22. W drugiej partii zawodnicy z Nysy także mieli szanse na wygranie całego seta, notując pierwszą piłkę na jego wygranie przy stanie 24:23. Gościom, szczęśliwie, udało się wyjść z opresji, po czym sami przystąpili do ataku i wygrali do 26. Wygrana w tej partii dodała im dodatkowego animuszu w kolejnej, w której niepodzielnie dominowali i wygrali łatwo do 19. Czwarty set to znowu wyraźna przewaga podopiecznych trenera Stancelewskiego, którzy prowadzili już 21:15 i gdy wydawało się, że łatwo wygrają tę odsłonę, do pościgu zebrali się goście, zmniejszając straty do dwóch „oczek” (21:23). Dopiero wtedy gospodarze opanowali nerwy i zdobyli dwa kolejne punkty. Tak dobrze nie poszło im już w piątej partii, w której to znowu ton grze nadawali goście, zwyciężając do 12. Rozczarowania po spotkaniu nie krył Piotr Łuka, przyjmujący nysan. – Tak na dobrą sprawę, do tego tie-breaka, jak kilku pozostałych, które poprzegrywaliśmy, nie powinno w ogóle dojść. Prowadząc spokojnie w drugim secie i mając przewagę, roztrwoniliśmy ją, i to niestety nie pierwszy raz w tym sezonie. Wyszków złapał skrzydła, zaczął grać dobrą siatkówkę. My za to graliśmy troszeczkę pod presją, doszło do tie-breaka. Znowu nam nie wyszło. Robi się to już trochę chore w tym sezonie, ale niestety tak jest – przyznał.

Stal AZS PWSZ Nysa – Camper Wyszków 2:3
(25:22, 26:28, 19:25, 25:21, 12:15)


 

Do kolejnego w tej kolejce tie-breaka doszło w Lubinie, gdzie miejscowe Cuprum Mundo pokonało Ślepsk Suwałki. Spotkanie rozpoczęło jednak źle dla miejscowych, którzy przegrali inauguracyjną odsłonę do 21. Podobny scenariusz układał się w kolejnej odsłonie, w której suwalczanie prowadzili już 13:7. Wtedy jednak w ich szeregi wkradło się rozluźnienie, bo gospodarze dosyć szybko odrobili straty i wyrównali (21:21). Także w końcówce podopieczni Tomasza Wasilkowskiego nie potrafili już wrócić do swojej dobrej gry z początku seta i przegrali na przewagi do 24. W następnej partii to jednak znowu oni dominowali na parkiecie, którą rozpoczęli od prowadzenia 5:1. Mniej więcej w połowie seta gospodarze znowu odrobili większość strat, ale tym razem goście zachowali koncentrację i odbudowali swoją przewagę, co wystarczyło im do wygranej w całej odsłonie. To zmusiło zawodników z Lubina do podjęcia pełnego ryzyka w czwartym secie. Ryzyka przez długie fragmenty tej partii niezwykle opłacalnego, bo gospodarze wysunęli się na zdecydowane prowadzenie (9:3, 14:5, 18:11). Gdy wydawało się, że stan meczu zostanie wyrównany na 2:2, do roboty wzięli się goście, którzy w ekspresowym tempie zniwelowali przewagę lubinian. Na szczęście gospodarze zachowali jeszcze resztki sił w samej końcówce i wygrali o włos, do 23. Piąta partia była już tylko ich popisem, bo nie popełnili błędu z poprzedniego seta i wygrali pewnie do 9.

Cuprum Lubin – Ślepsk Suwałki 3:2
(21:25, 26:24, 20:25, 25:23, 15:9)


 

Hitem kolejki miało być spotkanie w Ostrołęce i zgodnie z zapowiedziami było nim. Zacięta walka rozgorzała już od inauguracyjnej partii, a minimalną przewagę wypracowali gospodarze, którzy wysforowali się na prowadzenie 23:21. Nie pozwoliło im to jednak na wygranie całego seta, bo goście odrobili straty i wygrali do 26. To podłamało ostrołęczan, którzy w następnej odsłonie w niczym nie przypominali ekipy, która dzielnie stawiała opór liderowi tabeli. Goście szybko wykorzystali niemoc gospodarzy i zwyciężyli do 19. W tym momencie zawodnicy Pekpolu mogli się pocieszać tylko tym, że „kto nie wygrywa 3:0, przegrywa 2:3″. To wyświechtane powiedzenie po raz kolejny znalazło jednak odzwierciedlenie w rzeczywistości, bo gospodarze wzięli się w garść i wygrali trzy kolejne partie, kolejno do 19, 22 i 11. Ich wybawcą okazał się przede wszystkim atakujący Jan Król, który nie po raz pierwszy, ale i pewnie nie po raz ostatni, został bohaterem meczu.

Energa Pekpol Ostrołęka – BBTS Bielsko-Biała 3:2
(26:28, 19:25, 25:19, 25:22, 15:11)


 

Dziewięć długich kolejek musieli czekać kibice AZS-u UAM Poznań na zwycięstwo swojej drużyny. Dzięki victorii nad jaworzniańskim Energetykiem podopieczni Damiana Lisieckiego nie zajmują już także ostatniego miejsca w ligowej tabeli. – To niezwykle ważna wygrana, bo nie tylko dzięki niej przestaliśmy być czerwoną latarnią I ligi, ale mamy już bliższy kontakt z innymi drużynami. Gdybyśmy w następnej kolejce wygrali z Kęczaninem w Kętach, to zbliżylibyśmy się do niego na dwa „oczka” – nie kryła radości kierownik poznańskiej drużyny, Małgorzata Purol. Drużyna miała świadomość, że to ostatni dzwonek. Trzeba było wygrać, żeby odbić się od dna. Co z tego, że na wyjazdach sprawialiśmy dobre wrażenie i wszyscy nas chwalili. Od tego przecież punktów nie przybywa – zakończyła. W zespole gospodarzy najrówniej prezentował się atakujący Damian Schulz, któremu nie brakowało „zimnej krwi” w najważniejszych momentach meczu.

AZS UAM Poznań – Energetyk Jaworzno 3:1
(25:23, 25:18, 23:25, 25:16)

Zobacz również:
Wyniki 9. kolejki oraz tabela I ligi mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved