Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Bartosz Krzysiek: Jesteśmy na dobrej drodze

Bartosz Krzysiek: Jesteśmy na dobrej drodze

fot. archiwum

Akademicy z Olsztyna przegrywali 0:2 i mimo że doprowadzili do tie-breaka, zatrzymali w Olsztynie tylko jeden punkt. „Byliśmy na fali, ale z niej spadliśmy", mówił po spotkaniu atakujący Indykpolu AZS, Bartosz Krzysiek.

Gdybyście wygrali to spotkanie, podejrzewam, że rozmawiałabym teraz z MVP, ale cała drużyna zasługuje po tym meczu na pochwałę.

Bartosz Krzysiek:Tak naprawdę nie wiadomo kto dostałby statuetkę. Każdy z naszej drużyny się mocno napracował. Myślę, że dobrze zrobiła mi przez moment zmiana, na którą wszedł Patryk Skup. Trener ma nosa, bo Patryk świetnie się zaprezentował. Zszedłem z boiska, popatrzyłem na to wszystko z boku i zacząłem grać lepiej. Zabrakło tutaj dwóch, może trzech kluczowych momentów z naszej strony. Dało o sobie znać doświadczenie i ten światowy poziom, jaki mają zawodnicy tych topowych zespołów, a czego brakuje nam. My byliśmy na fali, ale z niej spadliśmy i nie wypłynęliśmy na powierzchnię, a oni dokręcili śrubkę w tie-breaku.

Zmiana, o której wspomniałeś, zaskoczyła waszych rywali, bo rzeczywiście Patryk zagrał dobre zawody.



Patryk ma z jednej strony trochę łatwiejsze, z drugiej trochę trudniejsze zadanie. Też zaczynałem w zeszłym sezonie i pamiętam, że jak się wychodzi na te pierwsze mecze, to często, gdy gra się śmiało i odważnie, wszystko się udaje. Te zespoły jeszcze nie wiedzą czego się spodziewać. Dopiero z czasem zaczyna być trochę trudniej, gdy rywale zaczynają się na ciebie ustawiać. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze, widać progres, mamy więcej wiary w siebie i zaczynamy grać jak zespół, kolektyw.

Przegraliście pierwszego seta w końcówce. Gdyby jednak udało wam się go wygrać, to losy spotkania mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej.

Zagrywaliśmy lepiej od nich, to nie podlega wątpliwości. Może oni w kluczowych momentach zaserwowali lepiej. Ten przegrany pierwszy set za dużo chyba nie zmienił, bo potrafiliśmy podnieść się po dwóch przegranych partiach i wywalczyć punkt. Gdybyśmy nawet wygrali pierwszą partię, to równie dobrze mogłoby być 3:1 dla Resovii, a my zostalibyśmy z niczym. Jakby nie patrzeć, jesteśmy w miarę zadowoleni.

Jak odbijać się do dna tabeli, to chyba w takich meczach jak ten?

Uważam, że okres, w którym mieliśmy więcej grania niż trenowania, mimo dużego obciążenia fizycznego dobrze nam zrobił. Graliśmy w Gdańsku, potem w środę w Bydgoszczy i teraz z Resovią, więc trzeba odpowiednio zagospodarować siłownią. Na treningach nie ma czasu na ćwiczenie ustawień, bo to jakby wychodzi na meczach, a ćwiczy się takie podstawowe elementy. Każdy chyba woli grać, niż trenować. Zespoły, które jeszcze dodatkowo grają w pucharach, siłą rzeczy mają tych spotkań więcej i są w stanie budować progres, lepiej się zgrywać, nabywać pewności siebie i doświadczenia.

Dużo daje obecność na boisku Piotra Gruszki?

– Na pewno czujemy się dużo lepiej, gdy Piotrek jest z nami. Nie chodzi mi absolutnie o postawę Łukasza Szarka, a o takie wsparcie w samej osobie Piotrka, który zaczyna grać coraz lepiej. Na pewno nie jest łatwo po takim okresie, gdzie nie jest się w jakimkolwiek zespole wejść i od razu ciągnąć grę. Piotrek bardzo nam pomaga mentalnie i również coraz bardziej, jeśli chodzi o zdobycze punktowe.

Obstawialiście, że w pierwszej szóstce wyjdzie Zbigniew Bartman czy Jochen Schöps?

Obstawialiśmy Bartmana. Schöps miał grać w pucharach, a Zibi miał grać więcej w lidze. Wyszło tak, że Bartman zmienił Schöpsa w tie-breaku i odmienił losy tego spotkania.

Byliście przygotowani na Zbigniewa Bartmana, a jednak w tie-breaku nie potrafiliście go zatrzymać?

Powinniśmy trochę mądrzej taktycznie zagrać w tej końcówce. Osobiście wiedziałem, że piłka będzie szła do Bartmana, ale nie udało się tej wiedzy wykorzystać. Jednak to łatwo mówi się teraz, po meczu. Bartman wszedł bez skrupułów i skończył wszystko, co było do skończenia. To pierwszy atakujący reprezentacji Polski i tego się od niego wymaga. Zastanawiam się również, czy przez całe spotkanie prezentowałby taki poziom, bo wyszedł świeżutki na boisko i nas pozamiatał, to trzeba sobie przyznać szczerze.

Następne spotkanie gracie z  AZS-em Częstochowa, któremu udało się pokonać po tie-breaku mistrzów Polski.

Częstochowianie są mniej więcej w takiej samej sytuacji jak my. To młoda drużyna, robią postęp, z każdym meczem nabierają doświadczenia, grają lepiej. Nie chciałbym zadzierać nosa, ale to jest zespół jak najbardziej w naszym zasięgu. Na hali z pewnością będzie sporo kibiców, tam zawsze gra się ciężko, ale my wymagamy od siebie zwycięstwa za trzy punkty.

I wy, i kibice zgotowaliście niezłe widowisko, ale chwilami było czuć, że część kibiców w waszej hali nie kibicuje akademickiej drużynie…

Atmosfera była super i chyba więcej osób było teraz za nami niż w zeszłym sezonie w meczu ze Skrą Bełchatów (śmiech). Są w tych drużynach zawodnicy, którzy przez swoją grę wypracowali sobie wśród kibiców taką sympatię i tego nikt im nie odbierze. Cieszymy się, że ludzie przychodzą, bo inaczej byłoby smutno. Nam się naprawdę fajnie gra, gdy kibice pokazują nam, że są z nami. Przez te jednostki, które były momentami bardzo krzykliwe, odnosiliśmy wrażenie, że duża część kibiców jest za Resovią. Jednak gdy przychodziły końcówki trzeciego i czwartego seta, gdzie prowadziliśmy, a zagrywali rzeszowianie, czuliśmy, że kibice są całym sercem za nami.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved