Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Młoda Liga > Jarosław Kubiak: Staramy się wprowadzać tutaj trochę normalności

Jarosław Kubiak: Staramy się wprowadzać tutaj trochę normalności

fot. archiwum

- W szkoleniu najważniejsza jest cierpliwość. Żeby wyszkolić siatkarza, potrzeba czterech lat. Dopiero po takim okresie czasu można będzie miarodajnie ocenić, który z tych chłopaków zrobi karierę - przyznał Jarosław Kubiak.

Marcin Fejkiel: Po siedmiu latach pracy w Pile stwierdził pan, że pańska misja dobiegła końca i czas poszukać nowych wyzwań. Co miało na to największy wpływ?

Jarosław Kubiak: Z Jokerem Piła walczyliśmy w zeszłym sezonie o utrzymanie w I lidze. Byłem tam odpowiedzialny jednocześnie za zespół seniorów, juniorów oraz kadetów. Zaciekawił mnie jednak bardzo pomysł przedstawiony mi przez prezesa Zdzisława Grodeckiego dotyczący Akademii Talentów. Coś podobnego w przeszłości tworzyliśmy z trenerem Zdzisławem Gogolem w Maratonie Świnoujście, gdzie rozbudowaliśmy mini siatkówkę oraz siatkówkę dziecięcą, w których osiągaliśmy sukcesy na wielu turniejach w Europie. Potem jednak nasze siatkarskie drogi się rozeszły – trener Gogol trafił do Spały, a z niej do kadry młodzieżowej, a ja przeniosłem się do Piły. Zatem od zawsze chciałem coś takiego, co teraz powstało w Jastrzębiu, realizować. Praca z dziećmi i młodzieżą dawała mi i wciąż daje ogromną satysfakcję. I czy zespół z Piły utrzymałby się na zapleczu PlusLigi, czy nie, nasze drogi z pilskim klubem i tak by się rozeszły. O tym, że został on ostatecznie wycofany z rozgrywek, zdecydowała zaś ekonomia. Ta, jak wiadomo, bywa nieubłagana nawet dla o wiele bardziej znanych klubów na świecie.

Jak pan ocenia z perspektywy tych kilku miesięcy pracy na Śląsku projekt jastrzębskiej Akademii?



Najważniejsze jest to, że w końcu udało się w Jastrzębiu postawić i ugruntować filary dla rozwoju siatkówki młodzieżowej. Wiadomo, że od strony szkoleniowej trzeba to wszystko jeszcze poukładać. Wyzwanie jest ogromne – trzeba tutaj poświęcić serce i czas. Staramy się pracować w taki sposób, by na każdym treningu było co najmniej dwóch trenerów. A najlepiej jak jest nas trzech-czterech. Im więcej uwag z różnych stron, tym lepiej dla naszych podopiecznych. Poza tym, my nie tylko uczymy w Akademii gry w siatkówkę, ale dbamy o ich wszechstronny rozwój. Chłopcy mają na przykład zajęcia z fitnessu czy tańca klasycznego. Początkowo patrzyli na nie z rezerwą, ale obecnie już pytają, kiedy odbędą się następne tego typu zajęcia. Staramy się wprowadzać tutaj trochę normalności, bo jednak fakt, że ci młodzi ludzie są odizolowani i przebywają z dala od swoich domów rodzinnych, normą nie jest.

Czy rzeczywiście w Jastrzębiu są przesłanki do tego, by w przyszłości doczekać się siatkarskiej Barcelony, a więc klubu, który będzie oparty na swoich wychowankach?

– Cała Europa ma problem demograficzny. Nie przez przypadek przygraniczne czeskie kluby hokejowe biorą do swoich drużyn polską młodzież. Idzie niż, młodzieży jest coraz mniej. Jeśli chodzi o siatkówkę, to generalnie ta dyscyplina się rozwija, ale jeśli wziąć pod uwagę liczbę nowych adeptów, to mamy do czynienia z regresem. W dzisiejszych czasach w Polsce mogą z siatkówki utrzymać się tylko ci, którzy grają w PlusLidze, a kiedyś przecież nawet z grania na zapleczu ekstraklasy można było żyć. Młodzież i rodzice wiedzą o tym, że ze względu na trudność tej dyscypliny na szczyt trafiają najlepsi i najwytrwalsi. A drogi są dwie – albo prowadzi się swoje dzieciaki samemu od najmłodszych lat, przekazując niejako siatkówkę w genach, albo stawia się na ogólnodostępność, gdzie młodzież w bardzo młodym wieku obejmowana jest profesjonalnym szkoleniem.

Największe problemy, z jakimi styka się pan w pracy z młodzieżą?

– Największe problemy, z jakim trzeba się zmierzyć, to dopasowanie do siebie grupy, ukierunkowanie jej na podobny sposób myślenia. Trafiają do nas różni chłopcy i tak do końca nie wiemy, jak zareagują oni na rozłąkę z rodziną, jak odnajdą się w nowych realiach. I trochę tej niewiedzy się boimy. Pozostałe kwestie nie stanowią dla nas żadnych problemów. Mamy na tyle duże doświadczenie, że inne przeciwności potrafimy łatwo pokonywać.

A co daje panu największą satysfakcję w tej pracy?

– To, że po treningu przychodzą do mnie dzieciaki i dzielą się ze mną swoimi kłopotami, traktując mnie ja kogoś, kogo można się poradzić. Nie mówię, że jestem łatwy w codziennej pracy, bo wymagam, ale to wszystko jest w granicach zdrowego rozsądku i pod kontrolą. Dlatego cieszy mnie to, że chłopcy mają do mnie zaufanie.

Jak się pan odnajduje na Śląsku?

– Za wiele poza naszą bazą w Szerokiej to ja tu nie widzę (śmiech). I tak naprawdę to do końca nawet nie rozróżniam, czy jadę do Rybnika, Radlina czy Raciborza. Dla mnie jest to jedno i to samo. Jestem tak pochłonięty swoimi obowiązkami, że nie mam czasu na odnajdywanie się w nowym miejscu.

Czy klan Kubiaków w Jastrzębiu się poszerzy? Pana syn Michał żartował w jednym z wywiadów, że nie wyklucza tego, iż kiedyś na dłużej zawita tutaj także jego mama, a pańska małżonka.

– Żona była w odwiedzinach u mnie przez trzy tygodnie. Ale póki co mamy dom w Ostrowcu koło Wałcza. Starych drzew się nie przesadza, chociaż kto wie, czy nie zapuścimy korzeni na dłużej w Jastrzębiu? Chyba jednak za wcześnie, by o tym mówić.

Często bywa pan na meczach seniorów. Występy syna przeżywa pan bardziej aniżeli występy swoich podopiecznych?

– Michał jest dorosłym facetem, wspieram go podczas meczów, ale tylko jako pracownik i kibic Jastrzębskiego Węgla. Oczywiście mam swoje uwagi co do jego gry i nawet z nim na ten temat rozmawiam. Michał zawsze słuchał moich rad. I myślę, że to dobrze, że one się pojawiają. Natomiast czy wyciągał z nich wnioski, tego nie wiem. Co do samego pytania, to każdy mecz, czy swój, czy Michała, przeżywam jednakowo.

Czy kiedy postanowił pan ukierunkować Michała siatkarsko, wierzył pan, że jego talent aż tak bardzo rozbłyśnie?

– Bezsprzecznie. Michał jednak cały czas jeszcze się kształci pod względem siatkarskim. Doświadczeniem nie może równać się z Antigą czy Gierczyńskim. Zaczął bardzo wcześnie – jeszcze nie umiał chodzić, a już potrafił odbijać piłkę. Sam talent to jednak nie wszystko. Do tego trzeba dodać ciężką pracę i charakter. Rodzina Kubiaków jest znana ze swojego uporu. Jest chyba tylko jedno zwierzę bardziej uparte od nas, ale pominę jego nazwę (śmiech). Zawsze staramy się postawić na swoim i nigdy nie stajemy bokiem do wiatru, tylko zawsze przodem. Dla mnie najważniejszy był rozwój moich synów. Bo oprócz Michała, drugi z moich synów – Błażej, również jest siatkarzem. Obecnie mieszka i gra w Norwegii.

Jak pan odbiera historię, która stała się udziałem 16-letniego libero z Akademii – Jakuba Popiwczaka, który wskutek kontuzji Damiana Wojtaszka ma już za sobą debiut w seniorskich rozgrywkach?

– Pokazuje ona tylko to, że droga młodego zawodnika do PlusLigi nie jest czymś nieosiągalnym. Jasne, że muszą się na to złożyć określone okoliczności oraz potrzebne jest też szczęście. Ale ten jego przeskok jest zbyt duży. On tę siatkarską edukację przechodzi za szybko. Będzie musiał wrócić do szkolenia młodzieżowego, tak w sensie zajęć indywidualnych, jak i w grupie, żeby nie było luki w szkoleniu, bo prędzej czy później ona „wyjdzie”. Powiem obrazowo: nie można uzyskać promocji do czwartej klasy, nie będąc w drugiej. I Kuba ma tego świadomość, on o tym doskonale wie.

Prawie we wszystkich kategoriach wiekowych drużyny z Akademii Talentów osiągają bardzo dobre wyniki. Jedynie zespołowi Młodej Ligi się nie wiedzie. Jak to wytłumaczyć?

– Bardzo prosto – Jastrzębski Węgiel gra w Młodej Lidze wyłącznie juniorami, a większość zespołów – chłopakami, którzy dawno skończyli wiek juniora. Do zespołu ze Spały nie będziemy się porównywać, bo tam są najlepsi z najlepszych w kraju. W ostatnim naszym meczu w drużynie z Częstochowy wystąpiło przeciwko nam pięciu graczy z PlusLigi. My też moglibyśmy posiłkować się Mateuszem Malinowskim, żeby nam nabijał punkty, ale wolimy grać „dzieciakami”, bo takie jest założenie naszej Akademii. Robimy to z pełną wiedzą i premedytacją. Pewnie, że lepiej jest wygrywać, ale wynik nie będzie ograniczeniem dla naszego szkolenia. W szkoleniu najważniejsza jest cierpliwość. Żeby wyszkolić siatkarza, potrzeba czterech lat. Dopiero po takim okresie czasu można będzie miarodajnie ocenić, który z tych chłopaków zrobi karierę.

źródło: jastrzebskiwegiel.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Młoda Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-12-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved