Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Wojciech Winnik: Wracamy na właściwe tory

Wojciech Winnik: Wracamy na właściwe tory

fot. archiwum

- Zdobycz trzypunktowa bardzo by nas ucieszyła, ale uważam, że dla naszego zespołu bardziej wartościowe jest zwycięstwo w trudnych warunkach - powiedział po wygranej ze Stalą Nysa atakujący Ślepska Suwałki, Wojciech Winnik.

Strefa Siatkówki: Za wami wygrany mecz ze Stalą AZS PWSZ Nysa, ale czy nie odczuwacie po nim pewnego niedosytu? Po dwóch łatwo wygranych przez was setach, wydawało się, że zdobędziecie 3 punkty, a tymczasem o końcowy sukces musieliście walczyć w tie-breaku…

Wojciech Winnik: – No tak, ale nie odczuwamy niedosytu, tylko ogromną radość, bo ostatnie trzy spotkania ligowe przegraliśmy w końcówkach setów. Oczywiście, zdobycz trzypunktowa bardzo by nas ucieszyła, ale uważam, że dla naszego zespołu bardziej wartościowe jest zwycięstwo w trudnych warunkach. Pierwsze dwa sety układały się po naszej myśli, później przeciwnik mocniej nam się postawił, zaczął prezentować jeszcze lepszą i bardziej konsekwentną siatkówkę, przez co utrudnił nam grę. Jednak mimo straty jednego punktu, to zwycięstwo jest cenne, bo będzie dla nas mocnym impulsem do dalszego działania. Jest czynnikiem, który pozwoli uwierzyć nam, że potrafimy wygrywać mecze, że w trudnych momentach nie wymiękamy, potrafimy zewrzeć szyki i grać do końca. To zwycięstwo potwierdza też, że trzy wcześniejsze porażki były wynikiem kontuzji i tego, że nie byliśmy w komplecie, bo były treningi, w których brało udział po sześciu, siedmiu zawodników, a nie efektem tego, że jesteśmy słabi psychicznie.

Wspomniał pan o kontuzjach. Zatem jaki wpływ, pana zdaniem, na waszą postawę we wcześniejszych meczach miała nieobecność chociażby Adriana Buchowskiego czy Łukasza Rudzewicza?

Łukasza i Adriana nie ma już z nami od dłuższego czasu, bo Łukasz wyłączony jest z treningów już piąty tydzień, a Adrian – trzeci. Ale zdecydowanie większy wpływ na naszą postawę miały drobniejsze urazy, o których nie mówiliśmy na zewnątrz – ktoś skręcił sobie palec, ktoś naciągnął więzadło, ktoś naciągnął mięsień. Plaga tych kontuzji nastąpiła po meczu z AZS-em UAM Poznań. Od początku sezonu pokazywaliśmy się z dobrej strony, później wszystko się zachwiało, nasza dobra passa została przerwana. Jak już wspomniałem, były treningi, na których trenowało po sześciu, siedmiu zawodników. Oczywiście na mecz jechało jedenastu siatkarzy, ale część z nich nie była na sto procent przygotowana do meczu. Byli, bo trzeba było wziąć tabletkę przeciwbólową i pomóc drużynie. Na szczęście od półtora tygodnia trenujemy w jedenastu. Cieszę się, że wracamy na właściwe tory, A powrót Adriana i Łukasza na pewno dodatkowo nas jeszcze wzmocni, bo są to bardzo wartościowi zawodnicy dla naszego zespołu. Na pewno ich powrót do dobrej dyspozycji spowoduje, że nasz skład jeszcze się rozszerzy, a to stworzy trenerowi większe pole manewru w trakcie kolejnych meczów.

Wasze ostatnie słabsze wyniki spowodowały, że spadliście w tabeli, nawet przez moment poza ósemkę. Obecnie do czwartej drużyny tracicie zaledwie trzy oczka, więc możecie pokusić się jeszcze o walkę o czołowe pozycje…

Celem zespołu jest pewne zakwalifikowanie się do fazy play-off. Wszyscy bardzo ciężko i ambitnie przygotowywaliśmy się do tego sezonu. Bardzo dużo pracy i poświęcenia włożyliśmy w przygotowania, dlatego wierzymy, że stać nas na więcej, a nie tylko na grę o szóste czy siódme miejsce. Jeśli zdrowie nam dopisze oraz jeśli będziemy mogli w spokoju pracować, to powinno być dobrze. Ja cały czas apeluję do wszystkich, aby nie oceniali tego, że po jednym czy dwóch meczach spadliśmy na ósme miejsce, tylko żeby na wnioski poczekali chociaż do zakończenia pierwszej rundy, a może i jeszcze dłużej, bo w tabeli jest bardzo ciasno, każdy zespół zanotował już jakąś porażkę, a jeszcze wiele ciekawych spotkań przed nami. A nasza spokojna, konsekwentna praca i zdrowie zawodników mogą doprowadzić do dobrego rezultatu na koniec sezonu.



A na co pana zdaniem stać Ślepsk w kolejnym spotkaniu ligowym z Cuprum? Lubinianie to też dość nieobliczalny zespół, tak więc trudno jednoznacznie wskazać faworyta meczu.

W pierwszej lidze ogólnie ciężko jest wskazać faworyta. Może jedynie zespół z Bielska-Białej prezentuje najrówniejszą dyspozycję. Poziom pozostałych drużyn jest bardzo wyrównany i drobne elementy czy dyspozycja dnia decydują o końcowym rezultacie spotkania. Ze swojej strony mogę dodać, że do Lubina jedziemy po zwycięstwo. Chcemy tam wygrać i udowodnić, że potrafimy grać na wyjazdach, bo niektórzy zaczynają nam sugerować, że nie umiemy grać na boiskach rywali. Chcemy pokazać, że potrafimy wygrywać z mocnymi przeciwnikami zarówno u siebie, jak i na wyjeździe.

Jako doświadczony zawodnik, który ma za sobą plusligową przeszłość, czuje się pan liderem zespołu?

Mam nadzieję, że nie tylko przeszłość plusligowa za mną, ale także przyszłość przede mną (śmiech). Czy jestem liderem? Myślę, że o to trzeba byłoby zapytać innych zawodników. Trener nakreślił mi zakres działań i wymagań odnośnie mojej osoby. Wiem, co należy do zakresu moich obowiązków i staram się je realizować jak najlepiej, z pożytkiem dla całego zespołu.

Kilka lat temu miał pan już okazję grać w I lidze. Potem występował pan na parkietach PlusLigi, a teraz ponownie trafił na jej zaplecze. Jak pan oceni postęp, który dokonał się w I lidze przez te kilka lat?

I liga cały czas idzie do przodu. Jest to chyba połączone ze wzrostem wartości PlusLigi, co obrazują wyniki polskich zespołów w europejskich pucharach. Wskazują na to również wyniki samej PlusLigi. Zespoły skazywane wcześniej na grę w dolnych rejonach tabeli, takie jak chociażby AZS Politechnika Warszawska, potrafią sprawić niespodziankę i wygrać z kimś z wielkiej czwórki. Tak samo jest w I lidze. Poziom jej rośnie choćby przez to, że duża część zawodników, którzy grali przez kilka sezonów w PlusLidze, przenieśli się do I ligi. Jedynym problemem tego szczebla rozgrywkowego jest brak środków finansowych. Wiadomo, że profesjonalny sport wiąże się z finansami. W I lidze trzeba też jeszcze dużo popracować nad zapleczem, czyli organizacją klubów, żeby zdjąć z zawodników odpowiedzialność za myślenie o wszystkim. Bo zdarza się, że nieraz zawodnicy sami muszą organizować odnowę biologiczną czy fizjoterapeutę. Niby są to drobne rzeczy, ale niestety mają one duży wpływ na efekt końcowy. Wszyscy doskonale widzimy po wynikach, że drużyny są coraz bardziej wyrównane i tak naprawdę o zwycięstwach decydują niuanse, które wynikają z mniejszych środków finansowych. Jeśli klubom I ligi uda się pozyskać dodatkowe środki, aby poprawić zaplecze organizacyjne, to za rok, za dwa, a może nawet jeszcze w tym sezonie któryś z klubów z I ligi pokusi się o jakąś niespodziankę np. w Pucharze Polski, grając z zespołem z PlusLigi.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved