Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Matthew Anderson: Superliga jest najmocniejsza

Matthew Anderson: Superliga jest najmocniejsza

fot. archiwum

Zenit Kazań wygrał w Lidze Mistrzów 4 mecze pod rząd i zapewnił sobie miejsce w play-offach. Dużą rolę w zwycięstwach odegrał przyjmujący Matthew Anderson. Amerykanin, który zastąpił na tej pozycji Williama Priddy'ego, świetnie wywiązuje się ze swoich zadań.

Matt, kiedy i dlaczego zacząłeś grać w siatkówkę?

Matt Anderson:Zacząłem grać w szkole w wieku 14 lat. Cztery lata grałem w lokalnej drużynie, potem trzy lata występowałem w uniwersyteckiej drużynie w Pensylwanii, z którą jeździliśmy na mecze po całej Ameryce. Wszystko było tak jak w profesjonalnym klubie, z tym że sami płaciliśmy, żeby móc grać.

Ciężko sobie coś takiego wyobrazić w Rosji.

To były wspaniałe lata. Państwowy uniwersytet w Pensylwanii należy do jednego z najlepszych w Stanach. Uczy się tam 45 tysięcy studentów i sport stoi na wysokim poziomie. Stadion lokalnej drużyny futbolu amerykańskiego może pomieścić 110 tysięcy widzów. Latem, kiedy miałem wolne od nauki, jeździłem na zgrupowania młodzieżowej reprezentacji USA. Potem przyszedł czas na występy w Korei Południowej i we Włoszech.

W jednym z wywiadów Lloy Ball, legenda amerykańskiej i kazańskiej siatkówki, powiedział, że amerykańscy siatkarze nie mają łatwo – mieszkają daleko od rodziny, ponieważ siatkówka klubowa w Stanach nie istnieje.

Faktycznie, jest to dla nas problem. W domu bywam najwyżej parę tygodni w roku – tydzień przed rozpoczęciem sezonu i tydzień po jego zakończeniu. Nie dostajemy dłuższych urlopów. Siedem miesięcy gramy w lidze, potem odbywają się zgrupowania reprezentacji, i tak cały rok. Ośrodek przygotowań reprezentacji znajduje się w Kalifornii, dlatego mieszkam tam po zakończeniu sezonu. Nawet będąc w Stanach nie mogę spędzać czasu z rodziną. To nie jest takie proste. Przy każdej nadarzającej się okazji moi bliscy mnie odwiedzają, a ja staram się z nimi zobaczyć w Buffalo, ale to nie zawsze jest możliwe. Muszą pracować, tym bardziej że sytuacja ekonomiczna w Stanach nie jest w tej chwili najlepsza i dlatego to praca często jest na pierwszym planie.



Dlaczego postanowiłeś postawić na siatkówkę, która nie należy do najpopularniejszych sportów w Stanach?

W szkole grałem w piłkę nożną na pozycji bramkarza. Szczerze mówiąc, trochę nudził mnie ten sport. Przyjaciele poradzili mi, żebym spróbował swoich sił w siatkówce i już grając pierwszy raz stwierdziłem, że to coś dla mnie. Poza tym moi rodzice długo grali w siatkówkę, siostra zajmowała się siatkówką w college’u. Obecnie grają dla przyjemności w różnych turniejach i ligach, ale profesjonalnie tylko ja się tym zajmuję. Oni mieszkają w Ameryce, a mi przyszło wyjechać.

Zanim przyjąłeś ofertę z Kazania, na pewno zasięgnąłeś opinii kolegów – Lloya Ball’a i Claytona Stanley’a, którzy zostawili po sobie ślad w tatarskiej siatkówce. Co ci mówili o Kazaniu i Zenicie?

Bardzo dobrze znamy się z Clayem, gdyż gramy razem w reprezentacji, a Lloya nie udało mi się poznać. W reprezentacji pojawiłem się po odejściu Lloya, ale rozmawiałem z nim przez internet, ale nie tylko w sprawie oferty z Kazania, lecz również przed podpisaniem kontraktu z Modeną.

Podjęcie decyzji o przejściu do Kazania było łatwe?

Nie, ponieważ we Włoszech wszystko mi odpowiadało, ale zaczęły pojawiać się problemy, m.in. finansowe. Po przyjeździe do Kazania przekonałem się, że to krok naprzód w mojej karierze. Superliga jest obecnie najmocniejszą ligą, myślę, że nawet we Włoszech zgodzą się z takim stwierdzeniem. We Włoszech istnieje problem z płatnościami, dlatego dobrzy zawodnicy nie jadą tam, tylko stamtąd wyjeżdżają.

W Rosji frekwencja na meczach jest mniejsza niż we Włoszech.

Na mecze nie zawsze przychodzi dużo kibiców, ale jeśli już przychodzą, to tak głośno kibicują i nas wspierają jakby było ich milion na trybunach. Dlatego chciałoby się widzieć więcej plakatów informujących o naszych meczach, ale trzeba zrozumieć, że nie każdy może urwać się z pracy, żeby przyjść na mecz. Hala w Kazaniu jest fantastyczna. Jeśli chodzi o Włochy, to tam tradycja jest co prawda bogatsza, kluby mają historie idące w dziesiątki lat i są kibice z 40, 50- letnim stażem. W Rosji plusem jest to, że liga jest wyrównana i żaden mecz nie należy do łatwych.

Dlaczego w takim razie Zenit po raz kolejny przegrał w Katarze z włoskim Trentino, który stał się już odwiecznym rywalem?

Po pierwsze Trentino było lepiej przygotowane do turnieju, grali lepiej. My mieliśmy problemy z komunikacją w zespole. Mniej niż miesiąc trenowaliśmy w tym składzie, a ja dołączyłem do drużyny jeszcze później. Po powrocie z Kataru omówiliśmy nasze błędy i wyciągnęliśmy wnioski. Po drugie, chłopcy nie zdążyli odpocząć po olimpijskim sezonie, wielu z nich doznało kontuzji. Młody środkowy Diemakow został posłany w trudny bój. Przyczyn porażki jest sporo.

Jak oceniasz początek sezonu?

Ciężko powiedzieć. Z jednej strony zdobyliśmy Superpuchar i dobrze graliśmy w lidze, a z drugiej przydarzyły nam się porażki w Katarze i Pucharze Rosji. Mogliśmy zacząć lepiej. Moim zdaniem to my przegraliśmy, a nie rywale wygrali. Problem jest w nas, ale siatkówka to nasza praca. Abstrahując od wszystkiego, powinniśmy trenować i jeszcze raz trenować.

Bywają momenty, kiedy chcesz wszystko rzucić i pojechać do rodziny w Buffalo?

Oczywiście, takie momenty są częścią naszej pracy. Jednak każdy profesjonalista powinien sobie z nimi radzić. Mamy wciąż początek sezonu, musimy popracować nad psychologią i polepszyć nasze wzajemne relacje w drużynie.

W każdej wielkiej drużynie jest lider. W Zenicie w swoim czasie byli nimi Dmitrij Fomin, Lloy Ball i Siergiej Tietiuchin. Kto obecnie przejął tę rolę w Zenicie?

Valerio Vermiglio pobudza drużynę w czasie meczu. Rozgrywający jest z reguły liderem, ponieważ to on decyduje jak będzie wyglądać akcja. Rola Valerio w zespole jest bardzo ważna. Maksim Michajłow jest co prawda małomówny, ale świeci przykładem jak powinno się pracować na treningach i w meczu. Maksim i Valerio to zdecydowani liderzy w Zenicie. Apalikow ma duże doświadczenie, a trener Alekna jest jednym z najlepszych na świecie. Nastawienie, rozpisanie słabości przeciwnika – to trener robi wspaniale.

Powiedziałeś, że nie wszyscy doszli do pełni sił po igrzyskach, ale ty też grałeś w Londynie.

Tak, niektórzy są bardziej zmęczeni, dlatego trzeba ostrożnie podchodzić do zdrowia, aby uniknąć ryzyka doznania kontuzji na początku sezonu. Jeśli chodzi o mnie, to mój organizm jest dość młody i igrzyska nie odcisnęły na nim takiego piętna. Miałem wystarczająco dużo czasu, aby odpocząć i wrócić do pełni sił.

Dobrze zaprezentowałeś się w Londynie. Jednak chyba od waszej drużyny – zwycięzców pekińskich igrzysk – oczekiwano więcej.

My – zawodnicy, trenerzy i kibice oczekiwaliśmy medalu. Grupa była mocna – Brazylia, Rosja, Serbia, Niemcy i my – medaliści z Pekinu. Naszym celem było wyjście do fazy play-off, ale nikt się nie spodziewał, że wyjdziemy z pierwszego miejsca w grupie. W ćwierćfinale z Włochami byliśmy faworytem, ale właśnie ta myśl nie wpłynęła na nas za dobrze. Włosi wyszli na boisko rozluźnieni. Czasem takie porażki się zdarzają. Po igrzyskach wróciłem do domu i starałem się zapomnieć o porażce. Muszę jednak powiedzieć, że robiliśmy wszystko co w naszej mocy i graliśmy najlepiej jak potrafiliśmy. Cieszę się, że jestem młody i będę miał szansę pojechać na następne igrzyska. Chociaż nie wiemy jeszcze kto zostanie trenerem i kto będzie w ogóle grał w reprezentacji. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni w ciągu kilku miesięcy. Teraz muszę skupić się na grze w Zenicie.

Mówiliśmy o tym, że siatkówka nie jest najpopularniejszym sportem w Stanach. Jak to jest być w wiosce olimpijskiej z takimi gwiazdami jak Michael Phelps czy Ryan Lochte? Kogo Amerykanie jeszcze tak uwielbiają?

Amerykańska drużyna narodowa zawsze odnosiła sukcesy na igrzyskach i jest jedną z najbardziej utytułowanych reprezentacji siatkówki na igrzyskach (mistrz olimpijski z 1984, 1988 i 2008 roku – przyp. red.). Szczerze mówiąc, Phelps i Lochte uchodzą za bogów dla wielu amerykańskich kibiców. Żeńska reprezentacja USA w futbolu też jest na topie, zresztą tak samo jak obie koszykarskie drużyny. Lekkoatleci, a zwłaszcza sprinterzy, są uwielbiani. Amerykanie zawsze byli dumni ze swoich sportowców, zwłaszcza mistrzów olimpijskich. Państwo wspiera sportowców, a oni odpłacają się medalami i zwycięstwami.

Kogo byś zaliczył do trójki najlepszych przyjmujących na świecie?

Siergiej Tietiuchin to przykład siatkarza z ogromnym doświadczeniem, ile lat gra na wysokim poziomie w klubie i reprezentacji! Zawsze rozważa różne warianty, myśli i prawie zawsze podejmuje właściwe decyzje. Jestem również zachwycony grą Murilo. Zarówno on, jak i Giba byli najlepszymi przyjmującymi na świecie, ale teraz wiek robi swoje. Myślę, że ta trójka jest najlepsza.

Jednak wygraliście z Brazylią w Pekinie w 2008 roku, która w swoim składzie miała Murilo i Gibę.

Tak, to jest właśnie przykład na to, jak zgrany kolektyw zdobył złoty medal. To była wspaniała drużyna, niezwykle zgrana. Wszyscy się lubili i tacy zawodnicy jak na przykład Ball i Stanley, którzy mają zupełnie inne charaktery i podejście do życia, stawali się na boisku jednością. Przychodząc na trening zapominali o problemach osobistych i skupiali się na grze.

Jakie są twoje mocne strony?

Moje atuty to zagrywka i atak. Staram się także wnieść do drużyny trochę „życia”. Pracuję nad stroną psychologiczną, jak sobie poradzić w sytuacjach, gdy gra się nie klei. Wcale nie jest to łatwa sprawa.

Jakimi innymi dyscyplinami się interesujesz?

Nie interesuję się innymi dyscyplinami. W Kalifornii, gdzie mieszkam, cały rok panuje wspaniały klimat, dlatego chodzę na plażę i basen. W Rosji jest z tym trudniej, bo jest zimno. Chociaż jestem przyzwyczajony do zimy. W moim rodzinnym mieście Buffalo spadnie czasem dużo śniegu i jest zimno, ale nie -30 jak tutaj. Tu w Rosji mam pracę, ale zamknę się w pokoju i jakoś przeżyję (śmiech).

Masz kontakt ze swoimi rodakami, którzy grają w Kazaniu? Na przykład siatkarkami Dynama czy koszykarzami Uniksu?

Nie znam koszykarzy, ale często rozmawiam z siatkarkami Dynama – Jordan Larson i Heather Bown. Chodzimy też razem do restauracji.

Kontrakt z Zenitem podpisałeś na trzy lata. Czego oczekujesz od tych trzech lat spędzonych w Kazaniu i czy masz już jakieś plany na przyszłość?

Trzy lata to bardzo długi okres w sporcie. Muszę zrozumieć, w jakiej drużynie gram. A to, że kontrakt jest długi to była moja wola. Chciałbym zostać na jednym miejscu. Kazań będzie dla mnie drugim domem przez te trzy lata. Co dalej? Nie wiem. Może wrócę do Włoch.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved