Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Po początkowej burzy faworyci wracają do czołówki

PlusLiga: Po początkowej burzy faworyci wracają do czołówki

fot. archiwum

Zespoły wymienianie w gronie faworytów do walki o mistrzostwo Polski pną się w górę tabeli. Za plecami ZAKSY jest już Skra. Po porażce w Pucharze CEV z kolan podnieśli się jastrzębianie. Z kolei zadyszkę złapała AZS Politechnika Warszawska.

Siatkarze Lotosu Trefla Gdańsk nie podtrzymali zwycięskiej passy. Po ubiegłotygodniowym trumfie 3:2 nad AZS-em Politechniką Warszawską, tym razem podopieczni Dariusz Luksa, w takim samym stosunku, ulegli akademikom z Olsztyna na własnym parkiecie. Drugi set piątkowego starcia może być jedną z najdłuższych partii w sezonie 2012/2013 w PlusLidze. Siatkarze obu ekip nieustępliwie walczyli na przewagi, a z tej „wojny nerwów" zwycięsko wyszli gdańszczanie, wygrywając 38:36. Mecz miał również szczególne znaczenie dla Piotra Gruszki, który po siedmiu latach ponownie wystąpił w barwach AZS-u Olsztyn. Były atakujący polskiej reprezentacji pojawił się na boisku, na pozycji przyjmującego, w trzeciej odsłonie meczu i pozostał na parkiecie do końca spotkania, zdobywając 1 punkt w ataku (17% skuteczność) i notując 67% poziom przyjęcia pozytywnego. Autorami sukcesu przyjezdnych w Trójmieście byli Wojciech Ferens (MVP spotkania) i Bartosz Krzysiek, którzy zdobyli odpowiednio 31 i 27 punktów. Z kolei gospodarzom nie pomogło bardzo dobre wejście z kwadratu dla rezerwowych Mateusza Miki, który od drugiego seta dołożył do dorobku punktowego drużyny 20 „oczek". Grzegorz Łomacz główną przyczynę porażki upatrywał w postaci zbyt wielu „prezentów" dla przeciwników. – Popełnialiśmy zbyt proste błędy, między innymi wynikające z braku komunikacji i zostaliśmy ukarani, ale będziemy walczyć dalej – zapewniał kapitan LOTOS-u. Siatkarze Indykpolu dzięki wyjazdowemu zwycięstwu 3:2 mają na swoim koncie 5 „oczek" i tracą już tylko punkt do ósmego miejsca, gwarantującego udział w fazie play-off, które zajmuje… zespół Trefla.

Mistrzowie Polski wracają na właściwe tory. Po pewnym zwycięstwie na własnym terenie z Effectorem Kielce i pozytywnej postawie w pojedynku rewanżowym z Cuneo w Lidze Mistrzów, zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów nie mieli problemów z pokonaniem AZS-u Politechniki Warszawskiej. Okrzyknięci rewelacją rozgrywek podopieczni Jakuba Bednaruka zanotowali najsłabszy mecz w sezonie, o czym dobitnie świadczą statystyki czy zdobycz punktowa w każdym z setów. W hali na Podpromiu stołeczny zespół ugrał zaledwie 52 małe punkty, nie przekraczając dwudziestu oczek w żadnej z trzech partii. Gospodarzy do zwycięstwa poprowadził Nikola Kovacević. Serbski przyjmujący zdobył 15 punktów, w tym 12 atakiem, notując 71% skuteczność. Jego dobra postawa nie uszła uwadze komisarzowi zawodów, który przyznał siatkarzowi z Bałkanów nagrodę dla najlepszego gracza meczu. Nieudane spotkanie w Cuneo powetował sobie Zbigniew Bartman. Atakujący Asseco Resovii tym razem zanotował 50% skuteczność w ataku, zdobywając w tym elemencie 16 punktów. W drużynie przyjezdnych trudno wyróżnić któregokolwiek z zawodników, a jako ciekawostkę można podać fakt, iż mecz rozpoczął w pierwszym składzie Paweł Siezieniewski, który dotychczas częściej pojawiał się na parkiecie z kwadratu dla rezerwowych. Z kolei w sobotnie popołudnie z racji urazów nie wystąpili, po stronie Asseco Resovii, Olieg Achrem, Piotr Nowakowski i Grzegorz Kosok. Jednakże wyżej wymienieni siatkarze w kolejnych pojedynkach mają już być gotowi do gry. W spotkaniu w wyjściowej szóstce wystąpił natomiast Paul Lotman, który wierzy, że ostatnie zwycięstwa na krajowych parkietach zwiastują długą, zwycięską serię swojej drużyny. – Mam nadzieję, że będziemy to kontynuować, że będziemy poprawiać naszą grę i oczywiście, że będziemy odnosić kolejne zwycięstwa – zapowiadał przyjmujący rzeszowian.

Większość obserwatorów, jak i kibiców, najwięcej emocji w ósmej kolejce spodziewało się w Jastrzębiu Zdroju. W hali przy ul. Jana Pawła II podopieczni Lorenzo Bernardiego podejmowali Delectę Bydgoszcz. Gospodarze przystępowali do spotkania z chęcią zmazania plamy po sensacyjnej porażce w Pucharze CEV z tureckim zespołem Maliye Milli Piyango Ankara. Z kolei bydgoszczanie pokonując złotych i brązowych medalistów sezonu 2011/2012 PlusLigi, chcieli również pokonać czwartą drużynę poprzednich rozgrywek. Spotkanie nie zawiodło pokładanych w nim oczekiwań, a trzy pierwsze sety mogły zadowolić nawet najbardziej wybrednych siatkarskich kibiców. Ostatecznie z triumfu 3:2 mogli cieszyć się jastrzębianie, którzy w tym sezonie pozostali niepokonaną drużyną w rodzimych rozgrywkach na własnym parkiecie. Statuetką MVP został uhonorowany Patryk Czarnowski, który w ataku zdobył aż 12 punktów i w pokonanym polu zostawił swoich vis a vis, Wojciecha Jurkiewicza i Andrzeja Wronę, którzy zdobyli łącznie w tym elemencie tylko o „oczko" więcej. Tym razem aż tak widoczny w ataku nie był Michał Łasko, a to za sprawą Matteo Martino i Michała Kubiaka, którzy dzielnie wspierali włoskiego atakującego. Często mówi się, iż po dotkliwiej porażce najlepszym lekarstwem dla zespołu jest kolejny mecz. Dlatego też triumf z Delectą był potrzebny miejscowym niczym tlen do życia, co podkreślał Lorenzo Bernardi. – Dla nas na pewno było to bardzo ważne zwycięstwo. Atmosfera po porażce w meczu Pucharu CEV była dość ciężka. Dlatego tak ważne było pokazanie determinacji i motywacji – zaznaczył sternik zespołu z Jastrzębia Zdroju.



Czy w szeregi ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wracają demony z poprzedniego sezonu? To pytanie coraz częściej mogą zadawać sobie sympatycy klubu z województwa opolskiego. Do kontuzjowanych Piotra Gacka, Łukasza Wiśniewskiego i Felipe Fontelesa dołączył „mózg" zespołu Paweł Zagumny. Rozgrywający ZAKSY i reprezentacji Polski doznał kontuzji palca prawej dłoni w rewanżowym spotkaniu z Trentino Volley i jego przerwa w grze może potrwać nawet kilkanaście dni. Tym samym w sobotni wieczór, piłki po stronie kędzierzynian rozdzielał Grzegorz Pilarz. Mimo wielu problemów trapiących podopiecznych Daniela Castellaniego wydawało się, iż w hali Azoty gospodarze pewnie uporają się Wkręt-metem AZS Częstochowa, jednakże podopieczni Marka Kardosa pokazali, że ich zwycięstwo z mistrzem Polski i postawienie wysoko poprzeczki PGE Skrze Bełchatów nie były dziełem przypadku. Częstochowianie, wykorzystując problemy przeciwników, zdobyli w Kędzierzynie-Koźlu jeden punkt, ulegając rywalom dopiero po tie-breaku. W nim miejscowi „najedli" się jednak dużego strachu, gdyż przy stanie 14:9 przyjmujących ZAKSY nękał serwisem Grzegorz Bociek. Przy jego zagrywce drużyna gości zdobyła cztery punkty z rzędu, ale ostatecznie to jednak kędzierzynianie cieszyli się ze zwycięstwa. MVP spotkania został wybrany Dominik Witczak, który od trzeciej partii z powodzeniem zastąpił słabo spisującego się w ataku Antonina Rouziera. To drugi mecz z rzędu francuskiego atakującego, kiedy nie błyszczy skutecznością na prawym skrzydle. Szkoleniowiec przyjezdnych wierzy, iż punkt zdobyty na trudnym terenie pomoże jego zespołowi w kolejnych meczach. – Może nam to dodać wiatru w żagle i pomóc grać coraz lepiej – zaznaczył Marek Kardos.

W ostatnich dniach wiele mówiło się i pisało w mediach o PGE Skrze Bełchatów. Było to spowodowane nie tylko dobrą dyspozycją wicemistrzów Polski na arenie europejskiej (dwa zwycięstwa 3:1 z Dynamem Moskwa w Lidze Mistrzów), ale przede wszystkim zawirowaniami wokół kadry meczowej. Z bełchatowianami pożegnał się już Yosleyder Cala, a dzisiaj z zespołu odszedł również Dejan Vincić, którego zastąpił brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie z reprezentacją Włoch, Dante Boninfante. Jednakże te wydarzenia nie wpłynęły na postawę podopiecznych Jacka Nawrockiego na parkiecie. Drużyna PGE Skry w hali ‘Energia’ pokonała w czterech setach Effector Kielce. Triumf i komplet punktów jest tym cenniejszy, iż szkoleniowiec bełchatowian dał odpocząć kilku swoim podstawowym zawodnikom. W wyjściowej szóstce nie pojawił się Aleksandar Atanasijević, którego zastąpił… Wytze Kooistra. Nominalny środkowy zagrał trzy niepełne sety na pozycji atakującego i zapisał na swoim koncie 5 punktów, przy 36% skuteczności. Szansę odpoczynku otrzymał również Michał Winiarski, którego zastąpił jego imiennik, Michał Bąkiewicz. Co ciekawe, zarówno Atanasijević, jak i Winiarski pojawili się na boisku w trzecim secie i pozostali na nim do końca meczu, gdy „wiatr w żagle" łapali przeciwnicy. Komisarz zawodów statuetką MVP nagrodził Daniela Plińskiego. Środkowy PGE Skry pokazuje, iż po jego chorobie (grypa) nie ma już śladów i znów stanowi silny punkt drużyny, zarówno w bloku, zagrywce, jak i ataku. Z kolei wśród kielczan wyróżniającymi się postaciami byli Armando Danger i Nikołaj Penczew, ale ich 22 „oczka" nie pomogły przyjezdnym w wywiezieniu choćby punktu z Bełchatowa. Szkoleniowiec Effectora był jednak zadowolony z tego, jak zaprezentowali się w niedzielę na boisku jego podopieczni. – Myślę, że możemy być zadowoleni z naszej postawy, nie spuściliśmy głów, podjęliśmy walkę i staraliśmy się ze wszystkich sił stawić czoła zespołowi z Bełchatowa – podkreślił na konferencji prasowej Dariusz Daszkiewicz.

Zobacz również:
Wyniki 8. kolejki spotkań oraz tabela PlusLigi

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved