Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Krystyna Strasz: Mam dosyć oglądania meczów w telewizji

Krystyna Strasz: Mam dosyć oglądania meczów w telewizji

fot. archiwum

Krystyna Strasz, która z trybun oglądała zwycięstwo swoich koleżanek  nad Azerrail Baku, do końca wierzyła w sukces. - Pierwszy set nam uciekł, w drugim pomimo porażki było już trochę lepiej. Trzeci natomiast i kolejne będą nasze - mówiła w trakcie meczu.

Pani powrót na halę wzbudza aplauz wiernych kibiców.

Krystyna Strasz:Proszę bez przesady z tym aplauzem. Muszę jednak przyznać, że mamy naprawdę świetnych i wiernych kibiców. Zawsze możemy na nich liczyć. Wspierają nasz zespół kiedy zwyciężamy, wspierają nas również kiedy schodzimy z boiska pokonane, są z nami na dobre i na złe. Za to im bardzo dziękuję.

Sympatycy czekali na pani powrót.

– Już wznowiłam treningi. Od początku tego tygodnia zaczęłam normalnie trenować razem z dziewczynami. Teraz moim głównym celem jest dojście do takiej formy, która pozwoli mi wystąpić w meczu.



Mam rozumieć, że z choroba jest już przeszłością? Jak pani zdrowie na dzień dzisiejszy?

– Teraz jest już wszystko w porządku, wróciłam do zdrowia i jak powiedziałam, mogę już normalnie trenować. Pozostaje tylko odbudować formę i mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.

Dla dobra zespołu formę budować trzeba będzie szybko.

– Mam taką nadzieję, że uda mi się szybko wrócić do formy sprzed choroby. Powiem szczerze, że już naprawdę mam dość oglądania meczów w telewizji. Jestem na hali, ale zapewniam, że nie ma dla mnie gorszej rzeczy niż przebywanie poza parkietem. Mocno denerwuję się, kiedy patrzę na spotkanie i nie mogę wejść do gry i pomóc dziewczynom.

Prawdą jest, że odkąd zabrakło pani w zespole, gra w obronie jest znacznie słabsza.

– Trudno mi się zgodzić z tym, co teraz pan powiedział. To nie jest tak. Przyjęcie czasem jest lepsze, czasem gorsze. Ten czynnik gry bardziej zależny jest od tego, jakie warunki dyktuje przeciwnik. W dużej mierze zależy to od zagrywki po jednej i drugiej stronie. Od zagrywki się zaczyna. Przed moją absencją, kiedy grałam, też czasami różnie było z przyjęciem. Czasem jest to również zmęczenie związane z dużą ilością rozgrywanych spotkań, czasem z dalekimi podróżami w Lidze Mistrzyń. Przyjęcie wymaga dużego skupienia. Trzeba mieć dużo sił, by odpowiednio ustawić się, by dojść pod piłkę, by dobrze i pewnie stać na nogach. Mogę powiedzieć, że lukę po mnie bardzo dobrze wypełniała Charlotte Leys i co widać w dzisiejszym spotkaniu z Azerkami, Milena Stacchiotti.

Skromna Krystyna Strasz.

– Obiektywna. Były przecież takie mecze, które przyszło mi oglądać w telewizji. Przyjęcie mojego zespołu całkiem dobrze funkcjonowało, ale nie kończyłyśmy piłek. Czasem to przeciwniczki broniły jak w transie i piłkę nam „wcisnęły”. Nie wiem czy przyczyną słabszej gry naszego zespołu było tylko przyjęcie. Myślę, że ostatnio tak ogólnie gorzej nam szło.

Na początku sezonu media upatrywały w MKS-ie pretendenta do najwyższego stopnia podium. Czy ten fakt w przypadku słabszego występu nie ma aspektu psychologicznego? Po jednej porażce przychodzi następna.

– Myślę, że nie. Wszyscy mogli mieć powody, by tak mówić. W sezonie przygotowawczym wygrywałyśmy wszystko. Wygrywałyśmy turnieje, wygrywałyśmy mecze kontrolne. Początek sezonu miałyśmy również niezły, potem przyszły wpadki, ale nie można załamywać rąk i zapewniam, że tak nie jest. Jesteśmy w rundzie zasadniczej, najważniejsze będą play-offy. Pewnie, że w zasadniczej trzeba wypracować sobie jak najlepszą pozycję do startu w rundzie finałowej. Prawdziwa walka zacznie się dopiero w play-off i my tę formę na tę rundę rozgrywek na pewno zbudujemy. Jestem pewna, że mój zespół jeszcze wypali tak jak powinien.

W lidze zajmujecie drugie miejsce, ze stratą dwóch punktów do Bielska. Góra tabeli to niezły ścisk.

– No tak, na razie jest równo. Podejrzewam, że w dalszej części rundy zasadniczej na pewno to się podzieli. Bielsko na razie spisuje się super i zasłużenie w tej chwili zajmuje fotel lidera. Obiecuję, że szybko dobijemy do dziewczyn z Aluprofu i zajmiemy fotel lidera na dłużej.

Wróćmy do oglądanego przez nas spotkania z Azerrail Baku. Po dwóch partiach zdecydowanie lepsze były dziewczyny z Azerbejdżanu, które grały bez Azerek w pierwszym składzie.

– Niestety jak do tej pory, dziewczyny, dobrze znanego nam wszystkim trenera (Alessandro Chiappini – przyp. red), grają zdecydowanie lepiej. Mają dobry dzień. Powiedzmy sobie szczerze, że jest to klasowy zespół i bardzo trudny przeciwnik. Za chwilę jednak pan zobaczy, że w trzeciej i następnych partiach to my odpalimy. Pierwszy set nam uciekł, w drugim pomimo porażki było już trochę lepiej. Trzeci natomiast i kolejne będą nasze. (Wywiad przeprowadzany był w trakcie spotkania MKS-u Dąbrowa Górnicza z Azerrail Baku, które polski zespół wygrał 3:2 – przyp. red.).

Z Azerkami wygrałyście dość gładko w Memoriale Agaty Mróz.

– W katowickim Spodku podczas memoriałowego turnieju zespół z Baku był całkiem innym zespołem. Siatkarki Chiappiniego były wtedy po pierwszych treningach. Ten zespół był wtedy na etapie tworzenia się i zgrywania. W katowickim turnieju na parkiecie występowały Azerki, teraz, na co pan zwrócił uwagę, nie ma w pierwszej szóstce ani jednej. Ogólnie powiedzmy, jest to całkiem inny zespół niż ten, z którym wygrałyśmy w Katowicach. Pokonałyśmy Azerrail Baku, kiedy był w fazie tworzenia, pokonamy i dzisiaj tę zdecydowanie silniejszą ekipę.

Prorocze słowa, powiem szczerze, że trudno mi w nie uwierzyć.

– Trzeci set właśnie się zaczyna, oglądajmy więc. Już powiedziałam, że ta partia będzie nasza i kolejne również.

 

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved