Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Polskie siatkarki okupują mało znaną ligę norweską

Polskie siatkarki okupują mało znaną ligę norweską

fot. archiwum

Norwegia wydaje się bardzo egzotycznym siatkarsko krajem. Jak się okazuje, dzieje się tam wiele, a udział w tym biorą i nasze siatkarki. W ekipie Stod Volley grają aż cztery, m.in. Aleksandra Szymańska, która Strefie Siatkówki przybliża norweskie rozgrywki.

Jak to się stało, że trafiłaś do ligi norweskiej?

Aleksandra Szymańska:Miałam parę propozycji z Polski, ale po niezbyt udanym sezonie w Trzebnicy stwierdziłam, że fajnie by było spróbować czegoś innego i pojawiła się propozycja ze Stod Volley. Tak więc po rozmowie z rodziną stwierdziłam – czemu nie?

Mało kto wie, ale w zespole tworzycie swoisty polski obóz. W Stod Volley grają aż cztery Polki. Skąd taka sytuacja?



Wraz z Pauliną mamy jednego menadżera, który chciał, abyśmy grały razem, dla nas to też był dobry pomysł. Był to powrót do starych czasów, jak jeszcze grałyśmy w Gedanii – razem odbijałyśmy, mieszkałyśmy w jednym pokoju na wyjazdach. Wiedziałam, że jedzie z nami jeszcze jedna Polka, Kasia Gorczyca z Biłgoraju, ale poznałyśmy się właściwie dopiero w dniu wylotu do Norwegii. Z kolei Monika [Szulc – przyp. red.] po grze i studiach w Stanach Zjednoczonych przeprowadziła się do swojego męża, który od paru lat pracował już w Norwegii i postanowiła tutaj zostać na stałe. Szukała klubu do grania i Stod było najbliższym klubem w obszarze 100 km od miejsca zamieszkania, więc już drugi sezon w nim gra. Nasz szkoleniowiec od wielu lat mieszka w Norwegii i pracuje jako trener.

Możesz przybliżyć czytelnikom Strefy Siatkówki ligę norweską? Jak to wygląda porównując ją z ligą polską?

Najwyższa liga w Norwegii nazywa się Norwegian League „Elite”. Myślę, że poziom tych rozgrywek można porównać z polską drugą ligą. Jeżeli chodzi o system rozgrywek, lekko różni się od tych w Polsce. W „Elite” jest osiem zespołów, każdy gra ze sobą trzy mecze, a nie tak jak w Polsce – dwa. My jako zeszłoroczny mistrz mamy przywilej zagrania dwóch starć na własnym boisku, a jedno gramy na wyjeździe.

W przedsezonowych grach wzięłyście udział w turnieju w Polsce. Czy to, co pokazałyście w nim, stanowi mniej więcej o poziomie ligi norweskiej? Czy to był po prostu początek sezonu i zespół nie był jeszcze do niego przygotowany?

Myślę, że na turnieju w Polsce pokazałyśmy to, co pokazać mogłyśmy na ten czas. Skład zespołu na ten sezon został, można powiedzieć, całkowicie zmieniony. Z zeszłorocznych rozgrywek pozostały jedynie Monika Szulc,środkowa i Eline Bye, libero. Trenowałyśmy ze sobą zaledwie trzy tygodnie, a w pełnym składzie byłyśmy dopiero w Polsce. Jeżeli chodzi o to, czy to było odzwierciedlenie norweskiej ligi, to nie za bardzo mogę się zgodzić, ponieważ zarówno my, jak i zespół z Oslo, w którym gra Edyta Węcławek, odstajemy poziomem od pozostałych zespołów w naszej lidze. Można to stwierdzić patrząc na wyniki poszczególnych meczów.

Nie bałaś się wyjechać aż tak daleko, do tak nieznanej ligi? Nie obawiałaś się o jej poziom?

Jak powiedziałam wcześniej, chciałam spróbować czegoś nowego. Ale nie powiem, że nie było ciężko wyjechać tak daleko od rodziny i przyjaciół. Na szczęście jest internet, więc jestem ze wszystkimi w stałym kontakcie. Wyjeżdżając tutaj, jedyne, co wiedziałam o tutejszej lidze, to było to, że poziom nie jest zbyt wysoki, a jednym z powodów, dla którego wybrałam Stod była możliwość grania w Nordic League oraz Challenge Cup.

A jak wygląda wasze życie poza klubem, treningami i meczami?

Nasze życie, jak i całego klubu oraz miasteczka kręci się wokół siatkówki, tak więc wraz z zarządem staramy się jak najbardziej wypromować siatkówkę w Norwegii. Niestety, nie jest ona tutaj tak popularna jak w Polsce, tak więc prowadzimy pojedyncze treningi z dziećmi. Reklamujemy także naszą drużynę w Steinkjer, jest to większe miasto położone 15 km od Stod. Większość wolnego czasu spędzamy też na wypoczynku i regeneracji, ponieważ gra w czterech ligach jednocześnie wymaga dużego wysiłku. Dochodzą do tego jeszcze wyczerpujące podróże samolotami.

Jak radzicie sobie w lidze? Chyba dopiero niedawno wystartowała, prawda?

Inauguracja sezonu odbyła się w naszej hali 6 października, od tamtej pory rozegrałyśmy w lidze norweskiej trzy mecze – wszystkie wygrane po 3:0. Z kolei w turnieju ligi skandynawskiej, w której także gramy, a który odbył się w Angleholm w Szwecji, również zagrałyśmy trzy spotkania, które wygrałyśmy 3:0. Natomiast pokonując trzy zespoły z pierwszej dywizji, awansowałyśmy do półfinału Norwegian Cup. Ostatnio wygrałyśmy pierwszy mecz w Challenge Cup przeciwko Vasas Obuda, który zakończył się w tie-breaku. Tak więc mimo że gramy dopiero od półtora miesiąca, mamy za sobą rozegranych wiele spotkań.

O co w tym sezonie gra wasz zespół?

– Założenia klubu były przejrzyste dla wszystkich od samego początku i na ich podstawie konstruowany był zespół. Gramy o zwycięstwo w Norwegian League – odpowiednik Polskiej ORLEN Ligi, Norwegian Cup – odpowiednik Pucharu Polski oraz w Nordic League – liga skandynawska. Dodatkowym celem jest jak najlepsza gra w Challenge Cup.

Możesz pokrótce opisać jak rozkładają się w nim siły, czy Polki są głównymi punktami zespołu?

W zespole mamy pięć Norweżek, jedną Kanadyjkę, Albankę oraz Kubankę. Poza tym, jak wcześniej wspomniałam, są cztery Polki. Mózgiem naszego zespołu jest Paulina Szpak, od której najwięcej zależy, gdyż ma doświadczenie z gry w PlusLidze Kobiet. To bardzo pomaga nam w grze. W przyjęciu króluje Ariola Prenga, która dzięki swojemu doświadczeniu z parkietów ligi francuskiej i hiszpańskiej zapewnia stabilność na przyjęciu. Kubańska zawodniczka Yudit Pumariega de Leon dominuje natomiast w ataku. Na środku, w równym wymiarze, gramy ja i Monika Szulc. Trzeba też podkreślić, że trener daje szansę na grę wszystkim zawodniczkom i z coraz lepszej strony pokazuje się Buvarp Lavik grająca na pozycji środkowej. W razie kłopotu możemy również liczyć na chłodną głowę naszej kapitan Sanny Fjeldvær – atakującej oraz Teagan Hunter, która daje dobre zmiany w przyjęciu. Podczas pierwszego meczu w Challenge Cup z dobrej strony pokazała się również młoda rozgrywająca Elisabeth Stokkenes, na której ciążyła niemała presja grania bez zmienniczki, ponieważ Paulina nie mogła z nami pojechać na Węgry z powodów zdrowotnych. Coraz częściej na parkiecie pojawia się również perspektywiczna wysoka Eirin Dieseth.

W Challenge Cup ostatnio pokonałyście zespół węgierski 3:2 i jesteście o krok od awansu do 1/16 finału. Co chcecie osiągnąć w tych rozgrywkach?

Jak już mówiłam wcześniej, jesteśmy nowym zespołem i zajście jak najdalej w tych rozgrywkach jest jednym z naszych celów. Bardzo cieszymy się, że udało nam się wygrać, mimo tego, iż nasza gra pozostawiała wiele do życzenia. Z myślami na temat Challenge Cup nie wybiegamy zbyt daleko, jak na razie skupiamy się na środowym meczu.

Planujesz powrót do polskiej ligi w najbliższej przyszłości?

Jak na razie jestem tutaj i poświęcam się temu zespołowi. Myślę, że jest trochę za szybko na jakiekolwiek decyzje. Klub ma wielkie plany na najbliższe lata, możliwe, że mnie w nich uwzględniają, ale w życiu wyznaję zasadę „nigdy nie mów nigdy”, więc nic nie wiadomo.

Rozmawiała: Danuta Rękawica (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved