Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Jacek Grabowski: Zawsze za każdą porażkę jest oceniany trener

Jacek Grabowski: Zawsze za każdą porażkę jest oceniany trener

fot. archiwum

- Będziemy bacznie analizować sytuację i jeśli dojdziemy do wniosku, że naszym problemem jest trener, to wówczas będziemy reagować. Na ten moment głównym kłopotem jest jednak rozegranie - fatalny początek sezonu analizuje Jacek Grabowski.

To było kolejne fatalne spotkanie w wykonaniu siatkarek Impelu Wrocław. Kazimierz Górski o niektórych trenerach zwykł mawiać, że „to bardzo fajny facet, tylko wyników mu brakuje”. Ten cytat pasuje do obecnej sytuacji Rafała Błaszczyka. Czy na poważnie rozważacie zmianę na stanowisku trenera?

Jacek Grabowski (prezes Impelu Wrocław): – Co do tego fatalnego meczu, to bym się nie zgodził. Spotkanie w dwóch setach było bardzo wyrównane. Przeciwnik miał największą przewagę w jednym elemencie, a mianowicie w rozegraniu. Niestety nasze rozgrywające nie są w stanie sprostać rywalizacji przeciwko takiej zawodniczce jak Magda Śliwa, która zagrała znakomity mecz. To jest obecnie największa słabość naszej drużyny, tutaj szukamy przyczyn problemów. Oczywiście zawsze pierwszy za każdą porażkę jest oceniany trener i od tej odpowiedzialności nikt nie może uciec. Będziemy bacznie analizować sytuację i jeśli dojdziemy do wniosku, że naszym problemem jest trener, to wówczas będziemy reagować. Na ten moment głównym kłopotem jest jednak rozegranie.

Czyli na chwilę obecną może pan powiedzieć, że na 100% w następnym spotkaniu zespół poprowadzi trener Błaszczyk?



– Nie mogę składać żadnych deklaracji. Odpowiadam za ten zespół, za spółkę i jestem tu po to, żeby reagować na zaistniałe sytuacje. Jeśli będzie taka potrzeba, zrobimy wszystko, by obecny stan naprawić. Chociaż powtórzę raz jeszcze – problemem jest rozegranie i z tym musimy natychmiast coś zrobić.

Kim Stealens zawodzi, podobnie jak większość z pozostałych przedsezonowych nabytków…

– Jasne, ale użył pan wcześniej porównania świętej pamięci wspaniałego trenera Górskiego. Inne mówi: „Dlaczego nie strzelaliście? Ze 101 powodów… Po pierwsze nie mieliśmy armat”. I używając przenośni, my po prostu nie mamy tych armat, nie mamy z czego strzelać. I to jest problem. Taka prosta gra, jaką w tej chwili prezentujemy, po prostu nie wystarcza. Klasę pokazała nam dzisiaj Magda Śliwa, która regularnie gubiła nas w bloku. Tak powinna rozgrywać zawodniczka w najwyższej klasie rozgrywkowej. Na ten moment absolutnie nie jesteśmy w stanie się temu przeciwstawić.

Jakie zatem są przyczyny tych problemów z rozegraniem? Diagnoza została postawiona, ale co dalej?

Przyczyn musimy szukać głębiej. Nie do końca czuję się tutaj odpowiedzialny, żeby w tej chwili wypowiedzieć się na ten temat. Pierwszy w kolejności musi ich szukać przede wszystkim trener, a w sytuacji, kiedy nie potrafi on ich znaleźć, ja mogę wtedy reagować. Dzisiaj Marta po raz pierwszy zagrała tak naprawdę całe spotkanie. Wcześniej była jednak kontuzjowana i nie mogła wejść w ten sezon w normalnym trybie. Kim od początku sezonu absolutnie nie dawała sobie rady. Dzisiaj ten mecz wyglądał tak jak wyglądał – to była wystawa. Marta podawała te piłki do ataku, ale na pewno to nie jest jeszcze rozegranie. Na początku sezonu nie mieliśmy nawet wystawy i byliśmy bez szans na nawiązanie rywalizacji. Dlaczego tak się stało? Trudno odpowiedzieć. Dlaczego Kim nie jest na dzisiaj tą zawodniczką, którą kontraktowaliśmy, czyli jedną z najlepszych rozgrywających w Europie? To jest głębszy problem. Obecnie istotne jest jedno – ona na pewno nie rozgrywa.

Mimo wszystko nie spodziewał się pan tak słabego początku sezonu. Cztery punkty w siedmiu kolejkach, po tych wszystkich wzmocnieniach dla tej drużyny, to katastrofa.

– Absolutnie się nie spodziewałem i chyba nie tylko ja. Raczej oczekiwałbym po siedmiu meczach siedmiu zwycięstw. Wtedy byłbym na pewno mniej zaskoczony niż dzisiaj. Nie mieliśmy chyba nigdy tak słabego początku sezonu i nie możemy obarczać wszystkiego tym, że liga jest silna. Z pewnością tak jest, ale z drugiej strony my nie jesteśmy słabi. Ten zespół jest w stanie rywalizować z każdym. Dzisiaj też trochę nie dopisało nam szczęście, ale szczęście sprzyja lepszym i Dąbrowa na to zasłużyła. Moim zdaniem jest to kandydat nawet do złotego medalu.

W zeszłym tygodniu w Muszynie Impel przegrał dwa sety do 14, dzisiaj trzecią partię do 12. Zbyt często się zdarza, że drużyna w ogóle nie podejmuje walki z przeciwnikiem. Gdzieś brakuje woli walki, siatkarki spuszczają głowy…

– To prawda. Zespół w Muszynie zaczął dobrze, z animuszem, z dużą wiarą. Na początku prowadziliśmy, a potem wszystko się odmieniło. Drużyna nie czuje się na tyle mocna, żeby w trudnych sytuacjach, kiedy przeciwnik mocniej przyciśnie, móc mu się przeciwstawić. Muszyna rozbiła nas zagrywką. Obecnie w naszym zespole nie ma takiej siły wewnętrznej, nie ma chemii, która pozwalałaby się pozbierać…

Ten „zespół” w ogóle nie przypomina zespołu…

– Niestety. Dzisiaj podjęliśmy walkę w pierwszym secie, w drugim też było nieźle, ale przyszedł moment słabości i strata kilku punktów pod rząd. Brakuje wewnętrznej siły temu zespołowi, ale to jest powiązane z tym, że po prostu on nie gra dobrze. A jak nie gra dobrze, to nie ma przekonania i odpowiedniego nastawienia. Chociaż mecz z Dąbrową nie wyglądał źle, przynajmniej w dwóch pierwszych partiach, ale brakuje nam tej przysłowiowej kropki nad „i”, żeby zwyciężać w poszczególnych setach. Ja jednak cały czas wierzę w to, że ten zespół się podniesie, że wciąż może wygrywać i rywalizować z każdym. Czasu niestety jest coraz mniej, te mecze uciekają. Ale mimo wszystko wierzę w to, że ta drużyna w play-off będzie mogła powalczyć o swoje cele. Kwestia teraz, żeby do tej decydującej fazy się zakwalifikować na jak najlepszym miejscu. Każda pozycja, może z wyjątkiem ósmej, bo wtedy musielibyśmy walczyć z najlepszą drużyną rundy zasadniczej, daje nam szansę awansu do czwórki.

To będzie gorący tydzień w Impelu Wrocław?

To jest kolejny bardzo gorący tydzień, gdzie nie ma nawet godziny spokoju, bo cała doba jest poświęcona pracy nad tym, co zrobić, by było lepiej. Wydaje mi się, że mimo wszystko dzisiaj coś drgnęło. Trener postawił w tym spotkaniu na Martę i to była niewątpliwie właściwa decyzja. Dwa pierwsze sety były naprawdę niezłe w naszym wykonaniu. Cały czas czegoś nam jednak brakuje. Wydawało się, że w Białymstoku, kiedy Kasia Mroczkowska i Kasia Konieczna przebywały w jednym czasie na boisku, znaleźliśmy właściwe ustawienie. Potem cały tydzień był poświęcony temu, by trenować taką opcję gry, a w dniu meczu z Sopotem wypadła nam właśnie Mroczkowska i znów trzeba było wszystko nagle zmieniać. Wierzę, że w końcu szczęście też do nas przyjdzie i zaczniemy wygrywać. Nam w tej chwili, jak tlen do życia, jest potrzebne zwycięstwo. Wtedy mniej rzeczy będzie przeszkadzało, a stworzy się większe zaufanie do wszystkich i do wszystkiego.

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved