Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Siergiej Tietiuchin: Brazylijczycy już świętowali

Siergiej Tietiuchin: Brazylijczycy już świętowali

fot. archiwum

Rosyjski przyjmujący był jednym z głównych architektów złota wywalczonego na igrzyskach w Londynie. - Trzecia partia zupełnie wytrąciła Brazylijczyków z równowagi - przyznał Tietiuchin, który zdecydował się zakończyć reprezentacyjną karierę.

Jak czułeś się dzień przed pojedynkiem o złoty medal? W nocy udało ci się zasnąć?

Siergiej Tietiuchin:Trudno jest mi to teraz opisać. Gdybym wcześniej wiedział, że padnie takie pytanie, prawdopodobnie bym to wszystko wtedy zapisał (śmiech). Oczywiście bardzo chcieliśmy wygrać. Muszę przyznać, że dużo myśleliśmy o wyniku tego spotkania, ale też specjalnie się tym nie martwiliśmy. Ze snem osobiście nie miałem problemów. To przychodzi z wiekiem i jest kwestią nabranego doświadczenia. W młodości faktycznie zdarzało mi się nie przespać nocy, jednak teraz nie mam już z tym problemów

Przejdźmy do samego spotkania. Po dwóch pierwszych setach przegrywaliście, a Brazylijczycy narzucili bardzo szybkie tempo gry. Dlaczego nie byliście w stanie od początku meczu im się przeciwstawić?

– Na pewno nie można powiedzieć, że przyczyna tego leżała po drugiej stronie siatki. Brazylijczycy oczywiście grali swoją siatkówkę, jednak w pojedynku przeciwko nam nie zaprezentowali niczego nadzwyczajnego. Inną sprawą jest to, że my zaczęliśmy grać siatkówkę opartą na warunkach fizycznych oraz mocnym ataku. Chcieliśmy ich pokonać jednym uderzeniem, poczynając już od pierwszego seta. Przez to byliśmy na boisku trochę sparaliżowani.

Przytłoczyły was emocje?

– Tak, w tamtym momencie towarzyszyło nam mnóstwo nerwów. Czuliśmy ogromną chęć powstrzymania naszych rywali, przez co nasza gra przez dwa pierwsze sety była bardzo niechlujna. Dopiero później zaczęliśmy myśleć o wyniku i grać znacznie rozważniej.

Po zakończeniu finału ogromnie chwalony był Władimir Alekno. Chyba nikt inny nie zdecydowałby się na tak ryzykowane zmiany. Jaka była jego rola w tym sukcesie?

– Trener Alekno oczywiście jest postacią symboliczną dla naszego zespołu, a zwłaszcza dla samego pojedynku finałowego. W trudnym momencie zdecydował się na zmiany, które pomogły nam na nowo wejść w ten mecz, zwłaszcza pod względem psychologicznym.

Co myślałeś, kiedy stanąłeś w polu serwisowym przy wyniku 20:22 w trzeciej partii?

Prawdę mówiąc, nie obawiałem się popełnienia błędu. W takich chwilach człowiek ma świadomość, że trzeba podjąć ryzyko, a później wszystko potoczy się w taki lub inny sposób. Podczas tej trzeciej partii przyszło już pełne zaufanie co do swoich umiejętności. W pierwszych dwóch setach byliśmy sparaliżowani i w nasze poczynania wkradło się sporo paniki. Później przyszedł już spokój i wiedzieliśmy, jak musimy grać przeciwko Brazylijczykom. Początkowo pozwoliliśmy im jeszcze odskoczyć na parę punktów, jednak na szczęście w porę wyrównaliśmy wynik. Wtedy już wiedzieliśmy, że udało nam się wrzucić odpowiedni bieg. Byliśmy świadomi, że jesteśmy w stanie zwyciężyć.

„Canarinhos” od czwartego seta przestali grać swoją siatkówkę?

– Tak, trzecia partia zupełnie wytrąciła ich z równowagi. Oni już po godzinie gry byli przekonani o ostatecznym triumfie i powoli zaczynali świętować. Brazylijczycy, jak i inne południowoamerykańskie narody, mają pewną charakterystyczną cechę. Jeśli pozwoli im się grać, to są nie do powstrzymania, jednak wystarczy tylko wywrzeć na nich presję, aby wszystko się u nich posypało.

Tie-breaka rozegraliście już w najlepszy możliwy sposób, jednak przy piłce meczowej dał o sobie znać główny arbiter spotkania. Czy to już czas, aby wprowadzić w siatkówce wideoweryfikację?

– Generalnie rzecz biorąc, sędzia podjął wtedy słuszną decyzję. W tamtym momencie mogliśmy mieć do niego pretensje, jednak Dmitrij Muserskij faktycznie przekroczył linię środkową. Oczywiście przy bardziej wyrównanym wyniku mogłoby to mieć duży wpływ na losy pojedynku. My już cieszyliśmy się ze zwycięstwa, a po chwili znów musieliśmy wrócić na parkiet. Na szczęście, niczego to już nie zmieniło. Jeśli chodzi o powtórki wideo, to są one koniecznością. Teraz prędkość piłki jest już na tyle duża, że sędzia zwyczajnie może za nią nie nadążyć. Ludzkie oko nie jest nieomylne i błędy zawsze będą się zdarzać.

Co pamiętasz z pierwszych minut po zakończeniu spotkania?

– Moja żona Natalia była obecna na trybunach. Po ostatnim gwizdku sędziego oczywiście szybko do niej podbiegłem. Powiedziała mi wtedy, że wreszcie tego dokonałem. Dotarło do mnie wówczas, że faktycznie udało mi się w końcu zakończyć moją podróż po olimpijskie złoto. Cieszę się, że stało się to przy piątej próbie, bo następnej na pewno bym już nie wytrzymał.

Więc jak czuje się osoba z czterema olimpijskimi medalami na swoim koncie?

– Ten fakt uświadomiłem sobie dopiero znacznie później. Nigdy specjalnie nie interesowałem się statystykami i moim celem nie było zdobywanie kolejnych krążków. Chciałem po prostu sięgnąć po to złoto. Czuję się więc normalnie. Tak samo, jak każdy inny mistrz olimpijski (śmiech).

Zakończyłeś już karierę w reprezentacji narodowej. Co zamierzasz robić dalej?


– Chciałbym grać w klubie, na pewno nie skończę jeszcze z siatkówką. Aktualnie jednak dopiero wracam do treningów po szeregu kontuzji, które spotkały mnie po igrzyskach. Mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi to w reprezentowaniu barw mojego zespołu jeszcze przez kilka sezonów.

A co po zakończeniu kariery zawodniczej?

– Mój trener klubowy, Giennadij Szypulin, wielokrotnie wspominał, ze widziałby mnie na ławce trenerskiej. Sam jednak jeszcze nie jestem na to gotowy. Wszystko okaże się dopiero z czasem.

 

źródło: eurosport.ru, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie, siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved