Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Aleksiej Ostapienko: Dziką kartę przyznałbym Zenitowi

Aleksiej Ostapienko: Dziką kartę przyznałbym Zenitowi

fot. archiwum

- Nasi rywale grali nerwowo. W pierwszym secie była zacięta walka, graliśmy do 29. punktu - Aleksiej Ostapienko opowiedział o półfinale Pucharu Rosji, przejściu do Guberni z moskiewskiego Dynama i życiu w Nowym Nowogrodzie.

Zgadza się pan ze stwierdzeniem, że wyjście Guberni z tak silnej grupy półfinałowej to sensacja?

Aleksiej Ostapienko: – Raczej tak. Mało kto na nas stawiał. Nasza drużyna jest nowa, grupowi rywale silni. Przed wyjazdem do Orenburga jeden z moich klubowych kolegów, Nikołaj Pawłow, zapytany o to, czy półfinał to dla nas okazja do zgrania się, czy mimo wszystko mamy za cel udział w Final Six, odpowiedział, że jedziemy tam, żeby grać i wygrywać. Faktem jest, że początek sezonu nie należał do udanych, ale za to w Pucharze pokazaliśmy się z dobrej strony. Abstrahując nawet od porażki z Zenitem, w niedzielę mieliśmy jeden cel – wygrać jednego seta i udało nam się tego dokonać.

I to przy pierwszym podejściu.



– Tak, nawet przed meczem żartowaliśmy, że Zenit to trudny przeciwnik, ale mamy trzy próby. Dobrze, że od razu udało się tego dokonać, bo grać w kolejnych setach z psychicznym obciążeniem nie byłoby łatwo. Można było zaobserwować, że nasi rywale grali nerwowo. W pierwszym secie była zacięta walka, graliśmy do 29. punktu. Sądzę, że kluczem do wygrania seta było nastawienie zawodników i świetna praca naszych statystyków.

Czy Zenit to dla pana główny rywal? W końcu drużynę z Kazania prowadzi były trener moskiewskiego Dynama i reprezentacji Rosji Władimir Alekno.

– Nie dzielę rywali na mniej i bardziej ważnych. Przed każdym meczem stawiam sobie za cel, żeby dać z siebie wszystko. Tym bardziej, że nie należy spodziewać się za wcześnie zwycięstwa nad drużyną numer jeden w Rosji i zwycięzcą Ligi Mistrzów. W Kazaniu gra wielu mistrzów olimpijskich. Ciekawie jest grać z tak silnym zespołem.

Na razie wiadomo, że Biełgorod, Gubernia, Lokomotiw oraz krasnodarskie i moskiewskie Dynama zagrają w Final Six. Ostatnie miejsce zajmie drużyna, która otrzyma dziką kartę. Gdyby wybór należał do pana, to komu by pan ją przyznał?

– Zenitowi. Zajął co prawda drugie miejsce w półfinałowej grupie, ale jest jednym z najlepszych zespołów nie tylko w Rosji, ale i w Europie. Jeśli Zenit otrzyma dziką kartę, to będzie jednym z faworytów do wygrania Pucharu.

Dlaczego zdecydował się pan na zmianę klubu po sześciu latach spędzonych w Dynamie Moskwa i jak się pan odnalazł w nowym zespole?

– Na początku ciężko było mi się zaadaptować w nowym otoczeniu. Istnieje duży kontrast w porównaniu z Moskwą. Wszyscy moi przyjaciele zostali w stolicy, więc samemu było ciężko, ale stopniowo zacząłem się przystosowywać do nowej dla mnie sytuacji. Niżnyj Nowogród to normalne miasto, mamy dobrą drużynę. Zdążyłem się bliżej zapoznać z kolegami z zespołu i swobodnie rozmawiamy na różne, nie tylko siatkarskie tematy. Na pewno pomogła mi obecność Pawłowa w zespole, z którym się od dawna przyjaźnię, mieszkamy razem w jednym pokoju na wyjazdach i bywamy u siebie w domu. Znamy się, od kiedy graliśmy razem w moskiewskim Łuczu w sezonie 2005/2006, a w kolejnych latach razem występowaliśmy w Dynamie Moskwa.

Jakie jest pańskie zdanie w kwestii trenerskich zdolności Plamena Konstantinova?

– Plamen jest Europejczykiem. Jego myśl szkolenia różni się od rosyjskiej. Plamen ma inne podejście do zawodników, traktuje ich lojalnie, nie prowadzi ich twardą ręką. Dzięki temu siatkarze nie są tak spięci, wiedzą co mają robić. Każdy z nas jest inny, dlatego potrzeba czasu, żeby pogodzić nasze charaktery. Trener rozumie, że to kiedyś zaprocentuje. Myślę, że wywiązujemy się z postawionego nam zadania. A półfinał Pucharu Rosji przyniósł pierwsze rezultaty.

Kiedy Gubernia będzie w swojej szczytowej formie? Na co stać ten zespół w tym sezonie?

– Sezon rozpoczęliśmy nieudanie – od porażek. Naszym zadaniem jest grać swoją siatkówkę. Każdy zawodnik musi wiedzieć, co ma robić na boisku i odpowiedzialnie podchodzić do powierzonych mu zadań. Trener nas wspiera, jeśli tego wymaga sytuacja, w końcu zdenerwowanie i błędy są na porządku dziennym, zwłaszcza u mnie. Widać, że każdy się stara i jest gotowy, żeby podejść do meczu z chłodną głową, aby osiągnąć dobry rezultat. Półfinał Pucharu to duży plus i krok w stronę formowania kolektywu. Staliśmy się sobie bliscy i zaczęliśmy sobie ufać. A jeśli chodzi o cele w Final Six, to jeszcze nam żadnych nie postawiono. Na razie cieszymy się dobrym wynikiem uzyskanym w Orenburgu.

Po igrzyskach w 2008 roku został pan wykluczony z gry na około dwa lata z powodu kontuzji nogi, której nabawił się pan w Pekinie. Można powiedzieć, że wszystkie problemy z nogą już za panem?

– Zdarza się, że podczas napiętego grafiku (jak na przykład półfinał Pucharu – trzy mecze dzień po dniu) noga boli. Kontuzja była bardzo poważna i jakieś ślady, nawet w psychice, zostały.

Pana były klubowy kolega Aleksander Wołkow zdobył złoty medal na igrzyskach w Londynie, lecz przypłacił to zdrowiem. Czy jego sytuacja nie przypomina pana sprzed czterech lat?

– Po pierwsze, życzę Saszy szybkiego powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że jego stan zdrowia się poprawi i niebawem wróci do Zenitu i reprezentacji. Jeśli chodzi o mnie, to zdawałem sobie sprawę, że problem istnieje, ale nie znałem wszystkich szczegółów, na ile kontuzja jest poważna. Miałem wtedy 22 lata i myślałem tylko o igrzyskach, o niczym więcej. Moje poświęcenie dało się we znaki, ale to moja historia i to był mój wybór. Wołkow zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale i tak poświęcił swoje zdrowie, żeby osiągnąć sukces w Londynie. To była męska decyzja z jego strony.

Jakie wrażenie wywarł na panu finał igrzysk w Londynie?

– Finał to był po prostu kocioł emocji! Myślę, że większość kibiców nie wierzyła w zwycięstwo, gdy Brazylijczycy wygrali drugiego seta. Takie wygrane zdarzają się bardzo rzadko, ale to właśnie sprawia, że są one niezapomniane. Po finale chwyciłem telefon i zadzwoniłem do nowych mistrzów olimpijskich i moich kolegów – Grankina, Bierieżko, Wołkowa i Butko. Cieszę się ich szczęściem i życzę im samych sukcesów.

Wierzy pan, że uda się wrócić panu do reprezentacji? Może w Rio de Janeiro uda się zagrać? Ma pan w końcu dopiero 26 lat.

– Chciałbym zagrać, nie jestem jeszcze stary. Wszystko będzie zależeć ode mnie i od tego, czy zdrowie pozwoli.

źródło: championat.com, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved