Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Wojciech Ferens: Szukamy jakiegoś bodźca

Wojciech Ferens: Szukamy jakiegoś bodźca

fot. archiwum

Indykpol AZS Olsztyn nie sprawił niespodzianki. W meczu przeciwko doskonale spisującemu się AZS-owi Politechnice Warszawskiej przegrał 0:3. - Nie sprzedaliśmy swoich możliwości - mówił po spotkaniu przyjmujący akademików z Olsztyna, Wojciech Ferens.

Strefa Siatkówki: To kolejny bardzo słaby mecz w waszym wykonaniu. Jak nastawienie do tego wszystkiego, co się tu wydarzyło?

Wojciech Ferens:Nastawienie po takim spotkaniu może być tylko fatalne. To jest bardzo kiepski moment na to, żeby wyciągnąć jakąkolwiek pozytywną myśl z tej gry i z tego wyniku. Przegrywamy 0:3 grając w zasadzie tylko i wyłącznie w pierwszym secie jakąkolwiek siatkówkę, która mogłaby przypominać to, co mamy najlepszego. Nie sprzedaliśmy swoich możliwości, swojego „powera”, który powinien być przy każdym ataku i przy każdej zagrywce. Wydaje mi się, że to było kluczowe. Zespół z Warszawy dobrze zagrywał, co często odrzucało nas od siatki i ciężko było później te ataki wyprowadzać. Jeżeli już je wyprowadzaliśmy, to niestety były to ataki kończone w trzeciej bądź w czwartej próbie, co też mogło nam w jakiś sposób podcinać skrzydła. Nie możemy się jednak załamywać. Warszawa jest zespołem, który jest ostatnio na fali i gra z najlepszymi jak równy z równym. My również mieliśmy z nimi walczyć, bo w Kędzierzynie pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem, który to potrafi. Trudno, ten mecz przegrywamy, ale pracujemy dalej.

Graliście bardzo czytelną siatkówkę. Większość piłek dostawał Bartosz Krzysiek, który sam nie był w stanie pociągnąć zespołu, a do którego środkowi Politechniki skakali praktycznie „w ciemno”.

Taka jest rola atakującego. Nie oszukujmy się, tak samo my wiemy, że piłki wybronione w kontratakach będą szły do Szymańskiego. Bartek jest u nas jednym z najmocniejszych punktów w ataku, więc nic dziwnego, że załóżmy dostaje te 60% piłek, a pozostały procent rozkładany jest na resztę chłopaków. Jest naprawdę trudno, jeżeli coś się zacina. W pewnym momencie można też powiedzieć, że i Bartek delikatnie „usiadł”. Cóż, szukamy jakiegoś bodźca, który poderwie nas do walki, tak aby szczególnie te przestoje z naszej gry wyeliminować. Czasem się niestety nie udaje i przegrywamy w takim stylu.

Być może trochę świeżości na rozegraniu wprowadziłby nieobecny Jonas Kvalen. Co się z nim dzieje?



Jonas złapał wirus, coś jest w powietrzu. Niestety był bardzo zmęczony fizycznie, a w przeciągu tygodnia w ogóle nie trenował. Ciężko więc wymagać od niego jakiejkolwiek dyspozycji meczowej. Miejmy nadzieję, że szybko wróci do treningu i będziemy mogli z jego umiejętności w następnych spotkaniach korzystać.

Popełnialiście dużo błędów własnych. W pewnych momentach wyglądaliście na boisku na zagubionych.

Bardzo możliwe. Z jednej strony duża ilość błędów własnych, ale z drugiej strony każdy chciał zaryzykować, szczególnie na zagrywce. W tym meczu z tego ryzyka wyszły w zasadzie tylko błędy. Miejmy nadzieję, że w następnych spotkaniach będziemy ryzykować troszeczkę pewniej, a ta piłka będzie kierowana w boisko przeciwnika, a nie tak często w siatkę. O ile czasem w atakach nie było naszych błędów, to niestety później w jakichś kontrach, ważnych momentach, gdzie mieliśmy łatwe piłki, pojawiały się jakieś niuanse, które podcinały nam skrzydła. Zwłaszcza mam na myśli tych młodych zawodników, których podrywa dobra obrona, udany atak i zagrywka, a w tym spotkaniu tego nie było…

Mówisz o młodych zawodnikach, ale „starych” zawodników w waszej ekipie nie ma…

Nie ma takich zawodników i wydaje mi się, że dlatego tak ciężko znieść każdą porażkę. Każdy facet, który już na siatkówce zjadł zęby, wie jak do tego wszystkiego podejść, a nas każda porażka boli. Zbieramy doświadczenie, a najgorsze, że w taki bolesny sposób. Ciężko będzie zbudować pewność siebie, dlatego musimy cieszyć się z każdego punktu, z każdych ugranych setów i będziemy o to walczyć.

Kibice też nie byli zbyt skorzy do dopingu. Wy, zawodnicy, sami próbowaliście ich jakoś pobudzić do działania.

Nie oszukujmy się. Nie możemy wymagać od kibiców cudów, jeżeli sami nie dajemy im powodów do tego, by te cuda tutaj tworzyć. Jesteśmy im wdzięczni za to, co robią. Zwłaszcza ci kibice z klubu kibica, siedzący w drugim sektorze. Oni są z nami zawsze, nieważne czy przegrywamy 2:3, czy 0:3 w bardzo kiepskim stylu. To nam w pewien sposób daje powód do radości. Gdzieś tam każdy podświadomie będzie grał zawsze dla nich, bo oni w nas wierzą. Miejmy nadzieję, że tej wiary im nie zabraknie, a my w jakiś sposób otrząśniemy się w kolejnych meczach, nawet z tymi zespołami z czołówki. Nie możemy zwieszać głów, chować broni. Musimy pokazać, co gramy najlepszego, dać kibicom powody do radości, a sami zacząć zdobywać punkty.

 

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-11-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved