Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Wiktor Sidelnikow: Nie boimy się Włochów na Euro

Wiktor Sidelnikow: Nie boimy się Włochów na Euro

fot. archiwum

Wiktor Sidelnikow, trener męskiej reprezentacji Białorusi i soligorskiego Szachciora, w wywiadzie dla serwisu volley.ru opowiada o drodze białoruskiej drużyny narodowej do uzyskania kwalifikacji na mistrzostwa Europy siatkarzy w 2013 roku.

Gratulacje, Białoruś zagra na mistrzostwach Europy. Na jakich zasadach odbywał się turniej kwalifikacyjny?

Wiktor Sidelnikow: – Kiedy zaczynaliśmy cykl kwalifikacyjny, to szczerze mówiąc, nie za bardzo wierzyliśmy w sukces, w końcu nie jesteśmy w czołówce rankingowej. Jednak zaryzykowaliśmy i udało się. W reprezentacji Białorusi nastąpiła zmiana pokoleń i nie wszystko szło jak z płatka. Wielu trzeba było przekonać, że obecność młodych zawodników w kadrze jest konieczna. Obecnie trzon reprezentacji stanowią zawodnicy urodzeni w latach 1989-1992. Naszym celem było zakwalifikować się na mistrzostwa Europy i aby go osiągnąć, dużo pracowaliśmy. Ważne jest to, że w ciągu dwóch lat staliśmy się kolektywem. W turnieju kwalifikacyjnym graliśmy przeciwko Turcji, Portugalii i Anglii. Przed meczami kwalifikacyjnymi powiedziałem chłopakom, że możemy zagrać na mistrzostwach tylko pod warunkiem, że zajmiemy pierwsze miejsce w grupie. Bardzo pomogła nam białoruska federacja siatkówki, która wyszła nam naprzeciw i opłaciła udział reprezentacji w Eurolidze. Odegrało to dużą rolę, gdyż zdobyliśmy nowe doświadczenia i chłopaki zaczęli bardziej wierzyć we własne siły. Nie mamy gwiazd w reprezentacji, staraliśmy się nadrobić brak liderów minimalną ilością błędów w grze. Spotkaliśmy się z nieprzewidzianymi trudnościami – Antonowicz doznał kontuzji biodra, a drugi nasz przyjmujący – Oleg Mikanowicz – na początku meczu z Portugalią podkręcił niefortunnie kolano. W ten sposób zostaliśmy bez przyjmujących. Mimo wszystko kontynuowaliśmy mecz i mogliśmy nawet wygrać. Prowadziliśmy 14:12 w tie-breaku, ale ostatecznie przegraliśmy. W meczu przeciwko Turcji potrzebny był nam jeden wygrany set, co udało się osiągnąć. Natomiast mecz z Anglią nie układał się pomyślnie. Anglicy nie byli pod presją, grali jak chcieli, śmiali się. Nam potrzebny był rezultat i moi zawodnicy byli zdenerwowani. W czwartym secie otrząsnęliśmy się i wygraliśmy to spotkanie. Nasz los zależał od meczu Turcja – Portugalia. Pojechaliśmy do hotelu i umówiliśmy się, że nie będziemy oglądać tego meczu, ale gdy wyszedłem na korytarz, to zauważyłem, że chłopaki i tak śledzą wynik w internecie. Turcja wygrała, my zajęliśmy pierwsze miejsce i po raz pierwszy w historii białoruskiej siatkówki zagramy na mistrzostwach Europy. Bardzo się ucieszyliśmy.

Jak was przyjęto na Białorusi?



– Bardzo dobrze. W zeszły poniedziałek odbyła się rada trenerów, gdzie oficjalnie zostałem ogłoszony głównym trenerem reprezentacji. Następnie było przyjęcie w białoruskiej federacji siatkówki, odebraliśmy gratulacje od ministra sportu i zastępcy prezydenta Białorusi. W czwartek na prezydium federacji jeszcze raz zostałem ogłoszony trenerem reprezentacji.

Rozlosowano grupy na mistrzostwa Europy. Jest pan zadowolony z układu grup?

– Tak, losowanie było dość dobre dla nas. Nie wiem, dlaczego każdy mnie pyta o Włochów. Uważam, że gdyby przyszło nam grać z Belgami, to byłoby trudniej. Włosi, tak samo jak nasz możliwy przeciwnik – Grecja, to południowa drużyna,  jeśli mogę się tak wyrazić – temperamentna, ale jednocześnie wiele u nich zależy od nastroju. Belgowie nie należą do czołówki jak Włosi, ale są za to bardziej pragmatyczni, spokojni i zrównoważeni.

Jakiego rezultatu oczekuje pan od reprezentacji Białorusi?

– Myślę, że stać nas na wyjście z grupy, jeśli zajmiemy drugie lub trzecie miejsce. Chłopakom trudno będzie grać na mistrzostwach pod względem psychologicznym, ponieważ będą grać po raz pierwszy na takim turnieju. Sam pamiętam, jak pojechałem na mistrzostwa Europy, potem świata. Było strasznie, duża odpowiedzialność, aż strach piłkę dotknąć. W związku z tym znowu poprosiłem federację, żeby w następnym sezonie reprezentacja zagrała w Eurolidze i w turnieju kwalifikacyjnym do mistrzostw świata. Jest to konieczne, ponieważ potrzebujemy zdobywać nowe doświadczenia na międzynarodowych arenach. Nie można pracować w reprezentacji tylko dwa miesiące w roku – zebraliśmy się, potrenowaliśmy i pojechaliśmy na turniej. Wszystkie czołowe reprezentacje świata pracują okrągły rok.

Jeśli chodzi o Szachcior, to jak przedstawia się skład drużyny na ten sezon?

– Udało nam się zostawić młodych graczy w drużynie, chociaż przeznaczyliśmy na to sporo wydatków. Wielu z nich dostało już oferty od europejskich i rosyjskich klubów. Poprosiłem ich jednak, żeby zostali, żebyśmy mogli dalej pracować. W tym roku nie udało skupić w Szachciorze zawodników reprezentacji. Reprezentanci grają w Mińsku i Grodnie. Nie zaprosiliśmy gwiazd z zagranicy z powodów finansowych oraz dlatego, że nie uważam, aby było to konieczne. Główny cel obcokrajowców w naszym zespole to pomoc białoruskim zawodnikom.

Jak ocenia pan start Szachciora w Superlidze?

– Nie jest zbyt udany. Dopiero 18 września zaczęliśmy trenować, ponieważ wcześniej nie było czasu i brakuje nam jeszcze zgrania. Mieliśmy cztery wyjazdy pod rząd i nie byliśmy w stanie normalnie trenować. Mecz przeciwko Groznemu mogliśmy wygrać, ale przegraliśmy w tie-breaku. Walczyliśmy z Krasnodarem, ale brakowało dobrej współpracy pomiędzy zawodnikami, a to kwestia czasu. Będzie nam teraz ciężko, ponieważ do końca roku w przewadze mamy same wyjazdowe mecze, co nie pomaga w przygotowaniach. Do tego trzeba dodać, że ustalanie składu zaczęło się dość późno i od zera. Nieoczekiwanie dostałem ofertę z Soligorska i w lipcu rozpoczęliśmy komplementowanie składu. W następnym sezonie w maju to zaczniemy. Myślę, że za dwa lata możemy być dobrą drużyną. W Soligorsku mówi się o wybudowaniu nowej hali dla naszej drużyny.

Jakie wrażenia po pierwszych meczach zrobiły na panu kluby Superligi?

– Dobre. Było sporo pięciosetowych pojedynków. Nawet faworyci nie mogą ani na chwilę się zdekoncentrować. Kiedy jakaś drużyna nie jest w formie, to od razu klub niższej rangi karci bardziej utytułowanego przeciwnika. Kluby, w których występują reprezentanci, nie są jeszcze co prawda w optymalnej dyspozycji. Do połowy sezonu naładują akumulatory. Wszyscy grają wytrwale, jest walka w każdym meczu i o każdy punkt.

źródło: inf. własna, volley.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-10-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved