Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > I liga M: W trzeciej kolejce nudno nie było

I liga M: W trzeciej kolejce nudno nie było

fot. archiwum

Trzecia kolejka zmagań w I lidze mężczyzn dobiegła końca. Nie zabrakło niespodzianek, jak choćby wygranej Kęczanina z Pekpolem, i prawdziwych siatkarskich bitew, do których można zaliczyć spotkanie „na szczycie" w Nysie.

Pięć setów trwało pierwsze spotkanie tej kolejki, w którym beniaminek z Poznania okazał się ostatecznie słabszy od ekipy z Lubina. Mecz miał niesamowity przebieg, bo po dosyć łatwo wygranej inauguracyjnej partii przez gości, w drugiej zostali oni dosłownie zmiażdżeni. Poznanianie serwowali jak natchnieni, punktując bezpośrednio właśnie z zagrywki albo po skutecznych blokach – dzięki temu osiągnęli oni bezpieczną przewagę, którą powiększyli aż do 15 punktów, bo skończyło się na 25:10. Lubinianie szybko otrząsnęli się po tym nokaucie, a z dobrej strony w tej odsłonie pokazał się w ich szeregach zwłaszcza Daniel Wilk. Goście, w przeciwieństwie do podopiecznych Damiana Lisieckiego, zachowali „zimną krew” także w końcówce partii i wygrali do 23. W kolejnym secie powtórzyła się sytuacja z drugiej partii. Po wyrównanym początku (7:7) gospodarze znowu przejęli inicjatywę i za sprawą bardzo mocnej zagrywki sukcesywnie powiększali przewagę, pozwalając rywalom na zdobycie zaledwie 9 „oczek”. Poznanianie byli „na fali” jeszcze w tie-breaku, gdy prowadzili 6:3, jednak po przerwie wziętej przez Pawła Szabelskiego Cuprum odrobiło straty i wygrało zdecydowanie. Szansy na zwycięstwo w całym meczu nie mógł odżałować nowy nabytek beniaminka, Damian Schulz.Byliśmy lepszą drużyną w tym spotkaniu. W dwóch setach, gdzie wygrywaliśmy wysoko, bardzo dobrze funkcjonowała zagrywka, a co za tym idzie – także blok. W tie-breaku moje dwa ostatnie ataki zostały zablokowane i to był kluczowy moment, bo mogliśmy wygrać ten mecz – przyznał samokrytycznie przyjmujący gospodarzy.

AZS UAM Poznań – MKS Cuprum Lubin 2:3
(19:25, 25:10, 23:25, 25:9, 10:15)

W Nysie sprawdziła się stara siatkarska prawda, że „kto nie wygrywa 3:0, ten przegrywa 2:3″. Gospodarze nadspodziewanie łatwo wygrali dwa pierwsze sety, by zupełnie się rozluźnić i pozwolić rywalom z Będzina odnaleźć swój rytm gry. Kolejne dwie partie padły w konsekwencji łupem gości, którzy swoją wyższość pokazali także w tie-breaku. W zwycięstwo gości trudno uwierzyć tym bardziej, że Stal prowadziła w piątej odsłonie już 7:3, by potem zupełnie oddać inicjatywę będzinianom. Po meczu zadowolenia nie krył atakujący gości, Mateusz Zarankiewicz, który jednak nie omieszkał zganić drużynę za słabą grę w początkowej fazie spotkania. – Zbyt nerwowo rozpoczęliśmy spotkanie… Kilka prostych błędów i zespół z Nysy wypracował sobie przewagę w pierwszym, jak i w drugim secie. Od trzeciego partii to już my narzuciliśmy swoje tempo gry i tak już zostało do końca, konsekwentna gra na bloku i w polu serwisowym była receptą na rywali – podsumował w rozmowie z oficjalnym serwisem będzińskiej drużyny mks-mos.bedzin.pl bombardier gości.



Stal Nysa – MKS Będzin 2:3
(25:16, 25:18, 22:25, 23:25, 11:15)

Do sporej niespodzianki doszło natomiast w Kętach. Miejscowy Kęczanin pokonał faworyzowany Pekpol, choć spotkanie nie stało na zbyt wysokim poziomie. W pierwszym secie to goście od początku przejęli inicjatywę i kontrolowali wydarzenia prawie do końca tej partii. Prawie, bo w końcówce przydarzyło im się kilka własnych błędów, które skrzętnie wykorzystali gospodarze, wygrywając do 27. Kolejny set miał bardziej wyrównany przebieg, ale to gościom znowu należy się bura. Ich autowe ataki po raz kolejny doprowadziły do nerwowej końcówki, którą i tym razem wygrał Kęczanin. W trzeciej odsłonie ciężar gry wziął na swoje braki Jan Król, to głównie dzięki jego dobrej grze Pekpol odbudował swoją grę, zwyciężając do 19. Ta sytuacja zupełnie nie podłamała gospodarzy. Od połowy czwartego seta zaczęli oni konsekwentnie powiększać swoją przewagę, której goście nie byli już w stanie zniwelować.

UMKS Kęczanin Kęty – Energa Pekpol Ostrołęka 3:1
(29:27, 27:25, 19:25, 25:20)

Czwarte spotkanie nie przyniosło zbyt wielu emocji – w Radomiu miejscowi Czarni pokonali w trzech setach gości z Jaworzna. Podopieczni Sławomira Gerymskiego nie mieli w tym meczu za wiele do powiedzenia, choć w drugim secie udało im się nawiązać walkę z gospodarzami, która zakończyła się jednak porażką na przewagi. Wśród Czarnych już tradycyjnie świetnie prezentował się Kamil Gutkowski, przy którego dobrych zagrywkach gospodarze powiększali przewagę nad Energetykiem. Honoru jaworznian bronił Szymon Romać, który przez dwa sezony reprezentował przecież radomskie barwy, zdobywając nawet dwa tytuły mistrza Polski, ale z zespołem juniorów Czarnych.

Czarni Radom – Energetyk Jaworzno 3:0
(25:19, 27:25, 25:21)

W przedostatnim spotkaniu tej kolejki Camper Wyszków przegrał na własnym parkiecie z gośćmi z Bielska-Białej. Mimo wyrównanej gry w każdej z czterech partii, to podopieczni Janusza Bułkowskiego zdecydowanie lepiej prezentowali się w końcówkach każdego seta. BBTS-owi udało się odskoczyć jedynie w inauguracyjnej odsłonie, jednak także wtedy gospodarze odrobili straty i doprowadzili do wyrównania. Co z tego, skoro i tak przegrali. Z kolei w drugim secie to Camper uzyskał kilkupunktową przewagę, którą w końcówce próbowali zniwelować goście, co im się ostatecznie nie udało. W pozostałych partiach gra toczyła się punkt za punkt, jednak wspomniane „końcówki” pozostały domeną gości, czego nie omieszkał zauważyć także trener Bułkowski.Na pewno był to mecz walki. Wiedzieliśmy, że nie będzie to łatwe spotkanie, jest tu specyficzna hala. Ale chłopaki dali radę. Wytrzymywaliśmy końcówki. To kształtuje naszą drużynę, bo jeszcze takiej końcówki w lidze nie przegraliśmy – podsumował trener gości.

Camper Wyszków – BBTS Bielsko-Biała 1:3
(22:25, 25:21, 21:25, 23:25)

W ostatnim spotkaniu Ślepsk pokonał na swoim terenie siedlecki Jadar. Gospodarze nie mieli większych problemów z pokonaniem podopiecznych Dominika Kwapisiewicza, za wyjątkiem trzeciej partii, w której gra toczyła się punkt za punkt. Od stanu 12:12 to goście zdobyli 4 „oczka” z rzędu, jednak zanim się obejrzeli, na tablicy już widniał remis (16:16). Szalę zwycięstwa na stronę Ślepska pozwoliły przechylić w końcówce dwa auty gości, po których partię i cały mecz zakończył Adrian Buchowski. Niestety, podopieczni Tomasza Wasilkowskiego okupili zwycięstwo poważną kontuzją środkowego Łukasza Radzewicza, które może pauzować nawet kilka miesięcy.

Ślepsk Suwałki – KPS Jadar Siedlce 3:0
(25:20, 25:17, 25:23)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2012-10-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved