Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Rosja wyjdzie nam na dobre?

Rosja wyjdzie nam na dobre?

fot. archiwum

Rosyjska Superliga jest jedną z trzech najmocniejszy lig na świecie - z tym zdaniem ciężko jest polemizować. W tym sezonie w lidze naszych wschodnich sąsiadów występować będzie trzech Polaków. Czy ich siatkarskie kształcenie w Rosji przyniesie pożytek kadrze?

„Trafiłem do jednej z najlepszych lig na świecie”, „Ta liga jest jedną z trzech najlepszych” – to podstawowe wypowiedzi opisujące włoskie czy polskie rozgrywki. Można pomyśleć – zwykła kurtuazja, jednak zgodnym zdaniem wszystkich fachowców siatkarskie pojedynki we Włoszech, Rosji i Polsce (kolejność przypadkowa) stoją na zdecydowanie najwyższym poziomie sportowym na świecie. Umownie, biorąc wzgląd na historię i tradycję, jako najsilniejszą uznawano włoską Serie A1. Dyskusje, rozmowy i rozważania o sile Superligi, Serie A1 i PlusLigi wydają się nie mieć końca i chyba nigdy konkretne miejsca medalowe nie zostaną przypisane im na stałe.

Po minionych dwóch sezonach historyczna pozycja numer 1 włoskiej ekstraklasy zaczęła nieco marnieć, a w górę poszły akcje Superligi. Zwycięstwo Rosjan w Lidze Światowej 2011, złoty medal Zenitu Kazań w elitarnej Lidze Mistrzów czy wreszcie złoto olimpijskie rosyjskiej kadry z Londynu pokazują, że siła siatkówki ze wschodu jest coraz większa. W Superlidze grają w końcu wszyscy mistrzowie olimpijscy z Londynu, a poza tym obficie dofinansowane rosyjskie zespoły są w stanie „ściągnąć” do siebie największe gwiazdy światowej siatkówki z innych krajów. Przed sezonem 2012/2013 do ekip rosyjskiej ekstraklasy trafiło trzech reprezentantów Polski: Łukasz Żygadło, Bartosz Kurek oraz Łukasz Kadziewicz. Pytanie nasuwa się jedno: skoro „ruska” liga jest taka mocna, to co po tym sezonie nowego wniosą do kadry siatkarze Fakieła Nowy Urengoj, Dynama Moskwa i Szachtiora Soligorsk?

Najkrótszy fragment tego tekstu poświęcę (mimo dużego szacunku) Łukaszowi Kadziewiczowi. Były środkowy Jastrzębskiego Węgla, Sparklingu Mediolan czy AZS-u Olsztyn na pewno nie może się zaliczać do osób, które cierpią na nadmiar szczęścia w siatkarskim życiu. Kibicom siatkówki zapewne znane są jego perypetie we włoskim Sparklingu, gdańskim Treflu czy olsztyńskim AZS-ie. Poza tym Kadziewicz na pewno nie należy do osób o „łatwym” charakterze i chyba głównie dzięki temu był (i nadal jest) notorycznie pomijany przy powoływaniu do reprezentacji przez trenerów: Castellaniego i Anastasiego. Kosok, Nowakowski, Możdżonek, Kłos i Wiśniewski prezentują niemal identyczny poziom sportowy, stanowią aktualnie mocną, solidną i co najważniejsze sprawdzoną grupę środkowych, przez którą „Kadziowi” ciężko będzie się przedrzeć. Po krótkich rozważaniach z trzech kandydatów do analizy na placu boju zostało już tylko dwóch.



Jako drugiego na tapetę weźmy Łukasza Żygadło. Nominalny pierwszy rozgrywający reprezentacji Polski niemalże co roku musiał przeciwstawiać się sztandarowemu argumentowi swoich, slangowo ujmując, „hejterów”, a mianowicie bycia jedynie rezerwowym w klubie. Faktów nie da się ukryć – przez ostatnie lata Żygadło głównie przesiadywał na ławce Itasu Diatec Trentino, ale dostając szansę i okazję gry, prezentował się naprawdę dobrze. Przykładem może być tytuł najlepszego rozgrywającego Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi, który siatkarz z Sulechowa zdobył, dyrygując grą Trentino w obliczu kontuzji Raphaela. Od momentu objęcia etatu selekcjonera reprezentacji Polski przez Andreę Anastasiego Żygadło niemalże z miejsca stał się podstawowym playmakerem kadry i chyba wreszcie poczuł się „na swoim”. Rola pierwszego „sypacza” tak przypadła mu do gustu, że opcję przedłużenia umowy, a co za tym idzie – dalszego braku dużej ilości występów w Serie A1, odrzucił z miejsca i przeniósł się do Fakieła Nowy Urengoj. Do Rosji Żygadło przybył jako jeden z najbardziej utytułowanych siatkarzy na świecie i pierwsza szóstka niejako mu się „należała”. Co Żygadło może zyskać grając w Fakiele? Otóż Łukasz Żygadło ma tam niewiele do stracenia, a dużo do zyskania. Jego zespół dysponuje składem bez gwiazd formatu Claytona Stanleya czy Maksima Michajłowa i raczej nie jest stawiany w roli faworyta do zdobycia medalu. Zakładając czarniejszy scenariusz, w którym Fakieł nie włączy się do walki o medale i zajmie lokatę w środku tabeli, okaże się, że zakontraktowanie wyłącznie polskiego rozgrywającego bez dobrego partnera/partnerów na innych pozycjach to za mało na medal. Żygadło jako zawodnik ukształtowany, doświadczony i nieschodzący poniżej pewnego poziomu powinien mieć czyste sportowe sumienie, ewentualnie lekki niedosyt spowodowany pobudzeniem medalowego apetytu dzięki rokrocznemu workowi medali w Trydencie. Jednak przede wszystkim wróciłby do kraju zmęczony. Tym razem zmęczenie miałoby dla Żygadły skutek jak najbardziej pozytywny, bo pokazałoby, że zawodnik nie „grzał ławy” w klubie, lecz był pierwszoplanową postacią. W przypadku scenariusza optymistycznego, w którym Fakieł Nowy Urengoj staje się sensacją sezonu i przebojem wdziera się do strefy medalowej, Łukasz Żygadło powinien być centralną postacią tego sukcesu. Trzeba jasno powiedzieć, że siatkarze grający w Fakiele swoją klasą ustępują zawodnikom z Moskwy, Odincowa czy Kazania, więc to polski playmaker byłby osobą „wyciskającą” z kolegów to, co najlepsze. W blasku i cieple sukcesu Żygadło wróciłby do kadry podbudowany sukcesem i po raz pierwszy od dawna – w pełni ograny na przeciągu sezonu. Niewątpliwie dla Łukasza Żygadło wyjazd do Rosji może pozytywnie zadziałać w sferze psychologicznej i mentalnej. I właśnie tam powinien działać, bo wielokrotnie pojawiające się głosy mówią, że nasi siatkarze przegrywają spotkania „w głowach”. A głowa dyrygenta jest przecież najcenniejsza w całej tej zabawie.

Jako ostatni analizie poddany zostanie Bartosz Kurek. Niewątpliwie jego transfer był absolutnym hitem tego okienka, a jedyną osobą, która mogła go przebić, był Osmany Juantorena. Kubańczyk zdecydował się zostać w Trydencie, astronomiczny kontrakt oferowany przez działaczy z Kazania nie wszedł w życie i tym samym wywindował Dynamo Moskwa na „króla polowania” w tegorocznej międzysezonowej przerwie klubowej. W porównaniu do Łukasza Żygadło, Kurek jest siatkarzem, który w ciągu sezonu rozgrywa niesamowicie dużą ilość spotkań i kwestii ogrania w jego przypadku poruszać nie należy. Miejscem, w którym Bartosz ma duże pole do popisu, jest nabycie umiejętności ściśle siatkarskich. Liga rosyjska, w przeciwieństwie do włoskiej, nie jest aż tak nastawiona na taktykę i „bezpośrednie” wypracowanie techniki. Rosjanie z dawien dawna słyną z siły, wysokiego bloku i atomowej zagrywki. O ile siłę Kurek ma, o tyle w zagrywce i walce z blokiem ma jeszcze co doskonalić. Serwisy Michajłowa, Veresa czy Bierieżki nie dość, że są regularne, to jeszcze bardzo mocne. W Rosji 3, 4 czy 5 zagrywek z rzędu z prędkością powyżej 100 km/h to wręcz norma i nikt zbytnio nie roztkliwia się nad takimi zagraniami. W tym miejscu Bartosz Kurek ma potencjał i widoczne rezerwy, które muszą zostać w pełni wykorzystane. Dobrze wiemy, że siła naszej kadry oparta jest na kolektywie, walce na boisku i dobrej organizacji obrony, więc potężna zagrywka Kurka byłaby dobrym fundamentem, by do tych trzech atutów nieśmiało dodać serwis. Kibicom siedzącym na trybunach lub przed telewizorami czasami na pewno zdarzało się zakląć pod nosem, gdy były przyjmujący Skry Bełchatów po spektakularnym ataku, w kolejnej akcji dostał równie spektakularną „czapę”. Umiejętność korzystania z bloku (w Rosji z czystym sumieniem można mówić o ścianie) rywala – jego obijanie czy nabijanie piłki na ręce, by powtórzyć swoją akcję – to zagrania, które Kurek ma w swoim wachlarzu, aczkolwiek nie stoją one na tak wysokim poziomie jak powinny. Wypracowanie techniki użytkowej jest w tej sytuacji niejako wypadkową potężnego bloku, jakim dysponują wieżowce pokroju Muserskiego czy Wołkowa. Gdyby Kurkowi udało się poprawić te dwa elementy podczas swojej przygody w Dynamie, dobrym krokiem byłoby roczne lub dwuletnie odwiedzenie włoskiej Serie A1, w której na pewno Bartosz poprawiłby swoje przyjęcie, a także popracowałby nad mentalnością i taktyką.

O ile Łukasz Kadziewicz w obecnej sytuacji nie jest w stanie wiele dać kadrze, o tyle ograny i wzmocniony psychicznie Łukasz Żygadło oraz doszlifowany talent Bartosza Kurka mogą być bardzo korzystne dla zespołu narodowego. Oczywiście oprócz zalet tego wyjazdu pojawiają się również wady. Najważniejsze z nich (choć na pewno nie wszystkie) to m.in. fakt, iż obaj zawodnicy podnoszą poziom „obcej” ligi, a nie własnej, czy też bycie oglądanym w każdym spotkaniu przez Rosjan, którzy mogą znacznie powiększyć swój bank danych o tych siatkarzach. Mimo wszystko wydaje się, że plusy i korzyści, jakie kadra może odnieść dzięki rosyjskim wojażom tych graczy, są cenniejsze niż głosy na „nie”. Teraz tylko trzeba poczekać i zobaczyć, czy domysły i pomysły tu zawarte faktycznie wejdą w życie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-09-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved