Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Rafał Błaszczyk: Naszym celem jest czwórka (cz. II)

Rafał Błaszczyk: Naszym celem jest czwórka (cz. II)

fot. archiwum

- Chcemy awansować do półfinału play-off, a jak tam się znajdziemy, to wszystko może się zdarzyć - zapowiada przed zbliżającym się sezonem Orlen Ligi Rafał Błaszczyk. Zapraszamy do lektury drugiej części obszernego wywiadu z trenerem Impelu Wrocław.

Nie wydaje się panu, że problem może dotyczyć przyjmujących? Zazwyczaj zespoły chcą mieć na tej pozycji równowagę 2:2, czyli dwóch ofensywnych i dwóch defensywnych graczy. Tymczasem w Impelu wygląda to tak: ofensywne Jaszewska, Pyziołek i Polak oraz defensywna Rosner, więc 3:1. Co zatem z zadbaniem o prawidłowy odbiór?

Wszystko zależy od tego, jak zakwalifikujemy Kaśkę Jaszewską. Bo moim zdaniem Kasia jest w stanie grać na bardzo dobrym poziomie w przyjęciu, a w pierwszej linii na jeszcze wyższym. Ona jest po prostu siatkarką kompletną, która jak ma dobry dzień, to może zrobić wszystko. A takie dni zdarzają jej się ostatnio bardzo często.

Oprócz wielu transferów do klubu, również sporo zawodniczek opuściło drużynę. W przypadku Zuzanny Efimienko sytuacja była jasna: Impel chciał przedłużyć z nią kontrakt, sama środkowa wolała odejść i spróbować swoich sił za granicą. Jak było w przypadku pozostałych siatkarek?



Pozostałym dziewczynom po prostu wygasał kontrakt.

Czy w ogóle usiedliście z kimś z tej grupy do rozmów o jego przedłużeniu?

Wszystkie dziewczyny wcześniej miały już sygnał, zazwyczaj bezpośrednio ode mnie, że mamy określone plany i uczciwie stawialiśmy przed nimi sprawę. Mnie może cieszyć fakt, że znalazły nowych pracodawców, bo to oznacza, że inni również sądzą, że są to zawodniczki o wysokim poziomie gry.

Największe wątpliwości kibiców dotyczyły rezygnacji z usług Oli Krzos i Arielle Wilson…

Dla środkowych mamy trzy miejsca. Arielle była w kręgu naszych zainteresowań, ale są również inne względy, a mianowicie budżet klubu. Owszem, nasza sytuacja jest diametralnie inna niż jeszcze kilka lat temu, ale to nie jest znowu tak, że ten budżet jest nieograniczony. Musimy wszystkimi środkami dysponować bardzo mądrze.

Czyli w przypadku Arielle o jej odejściu zdecydowały kwestie finansowe?

Dokładnie tak, plus jeszcze jeden aspekt, a mianowicie fakt, iż w zespole jednocześnie na boisku mogą przebywać tylko trzy zawodniczki z zagranicy. Teoretycznie istnieje taka możliwość, by w jednym momencie na parkiecie występowały trzy środkowe i rozgrywająca. Często w końcówkach setów stosuje się taktyczną zmianę na podwyższenie bloku i wówczas skrzydłową zmienia zazwyczaj środkowa. Takie zmiany są pojedynczymi przypadkami, stosowanymi na jedną, dwie akcje. Ale gdyby Arielle została w drużynie po tym, jak zakontraktowaliśmy Vesnę i Makare, to ja możliwości takiej rotacji i zmiany już bym nie miał. Tym samym zmniejszamy sobie pole manewru, a wszystko to wynika z ograniczeń przepisów gry. Z Wiolą Szkudlarek nie ma takiego problemu i to też był istotny czynnik przy podjęciu decyzji o tym, że Arielle odejdzie od nas w tym oknie transferowym.

A jeśli chodzi o Olę Krzos?

Przede wszystkim mieliśmy założenie, że zespół będzie się składał z dwunastu siatkarek, a to oznacza, że mamy miejsce dla jednej libero, a nie dwóch, tak jak w poprzednim sezonie. Dlatego musiałem dokonać tego trudnego dla mnie wyboru. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, atutów jednej i drugiej zawodniczki zdecydowałem, by postawić na młodą i mało doświadczoną, ale jednocześnie bardzo ambitną i utalentowaną Dorotę, która już w zeszłym sezonie dała jasny sygnał, że drzemie w niej olbrzymi potencjał i warto ją brać pod uwagę.

Ola zaakceptowała tę decyzję?

O to trzeba by zapytać Olę. Najważniejsze jest jednak to, że znalazła nowy klub i dzięki temu może dalej realizować cele sportowe.

Ale rozstaliście się w zgodzie?

Z mojego punktu widzenia jak najbardziej. Mam tylko nadzieję, że druga strona to potwierdza (śmiech).

Czy klub ma zaplanowaną określoną politykę transferową na najbliższe lata, którą sugerował się w tegorocznym okienku? Czy myślano tylko o wzmocnieniach na ten konkretny sezon, który przed nami?

Zawsze myśli się o przyszłości i tego typu pomysły czy plany realizuje się między innymi poprzez podpisywanie kontraktów na dłużej niż rok lub chociaż poprzez wyjście z ofertą takiego dłuższego kontraktu. Ja jednak wyznaję zasadę, że w momencie kiedy rozpoczynamy przygotowania do nowego sezonu, zawieszamy na kilka miesięcy kwestie transferów i koncentrujemy się tylko i wyłącznie na tych siatkarkach, które mamy do dyspozycji i z którymi mamy osiągnąć określone cele.

Pamiętam jak około cztery miesiące temu brał pan udział w panelu dyskusyjnym, razem ze studentami psychologii oraz w wykładach o funkcjonowaniu zespołu. Przed tym sezonem do drużyny sprowadzono wiele doświadczonych siatkarek. Czy z tego powodu zmienia się w jakimś stopniu pana rola? Czy teraz głównym zadaniem trenera będzie zadbanie właśnie o sferę mentalną, o psychologię tego zespołu i poszczególnych siatkarek czy jednak wciąż elementy czysto siatkarskie będą na pierwszym miejscu?

To pytanie trafia chyba w sedno. Ten zespół faktycznie wygląda tak, że trudno tutaj wymagać ode mnie czy od moich asystentów tego, że będziemy korygować czy uczyć techniki takie zawodniczki jak Vesna Djurisić, Makare Wilson, Kaśka Jaszewska, Milena Rosner czy kilka innych. Te dziewczyny mają już umiejętności na bardzo wysokim poziomie. Moim zadaniem jest teraz to, by jak najlepiej wykorzystać to, co one już potrafią, poprzez zestawienie ich w takiej, a nie innej konfiguracji, poprzez tchnienie właściwego ducha, odpowiednią mobilizację, stworzenie warunków, w których ta grupa ludzi zacznie funkcjonować jak zespół. Poza tym należy zadbać o to, by dziewczyny miały poczucie własnej wartości oraz by dążyły wspólnie do określonego celu. To będą główne zadania na ten sezon w stosunku do mojej osoby oraz całego sztabu szkoleniowego.

Już w zeszłym sezonie na zespole ciążyła niemała presja na wynik. Teraz z pewnością będzie ona jeszcze większa…

I będę robił wszystko, żeby jak najwięcej tej presji wziąć na siebie, tak żeby jak najmniej docierało jej do dziewczyn. Chociaż oczywiście mam świadomość i przekonanie, że w dobie dzisiejszych możliwości komunikacyjnych oraz przepływu informacji nie da się całkowicie odizolować od otaczającej rzeczywistości. Z drugiej strony zgodnie z zasadami psychologii tego rodzaju presja jest momentami nawet potrzebna. Cały problem polega na tym, żeby motywacja zespołu była optymalna i odpowiadała jego możliwościom, które w naszym przypadku są duże i wierzę, że pozwolą nam bić się o naprawdę wysokie cele.

Czyli o czwórkę?

Dokładnie tak. Chcemy awansować do półfinału play-off, a jak tam się znajdziemy ,to wszystko może się zdarzyć. W tej chwili najważniejsze jest jednak to, żeby dokończyć okres przygotowawczy, który jak na razie przebiega naprawdę dobrze. W każdym razie jako trener jestem z niego zadowolony. Potem pomyślimy o tym, by dobrze wypaść w pierwszym spotkaniu, dalej skupimy się na następnych meczach, następnie na rundzie rewanżowej, ćwierćfinałach i tak dalej. Myślę, że taka „etapowość” jest obecnie temu zespołowi bardzo potrzebna. Nie możemy wybiegać za daleko w przyszłość – musimy się skupić na poszczególnych wyzwaniach i systematycznie pokonywać kolejne przeszkody.

Zakładając wariant pesymistyczny: jeśli Impelowi nie udałoby się osiągnąć zakładanego celu i znów wylądowałby poza czwórką, to pana zdaniem byłaby to dla tej drużyny, już teraz, katastrofa czy tylko lekcja pokory, z której trzeba by wyciągnąć wnioski?

To jest tylko sport i mnóstwo może się zdarzyć w przeciągu całego sezonu. Różne rozwiązania są możliwe, ale na podsumowania oraz oceny czas dopiero przyjdzie. W tej chwili mogę powiedzieć tylko jedno – jeśli nie będziemy mocno doświadczani przez los, mamy ogromną szansę bić się z najlepszymi i walczyć o półfinał.

Czy ten zespół jest już na tym samym szczeblu co Muszyna i Sopot czy jednak trochę niżej – na poziomie Bielska i Dąbrowy?

Budżetowo na pewno nie jesteśmy na poziomie najlepszych w lidze.

A sportowo?

Teraz to jest trochę takie gdybanie, łatwiej będzie odpowiedzieć już w trakcie sezonu, a na pewno po jego zakończeniu. Uważam jednak, że tamte drużyny w dalszym ciągu mają większy potencjał.

Szczyt formy ma przyjść za jakiś czas czy szykuje pan tę zwyżkę już na początek ligi?

Ta najwyższa możliwa forma ma być już teraz, zespół w pierwszych spotkaniach ma znajdować się w optymalnej dyspozycji. W tym roku inaczej prowadzę przygotowania, niż to miało miejsce chociażby przed ubiegłymi rozgrywkami. Chcemy, by drużyna w wysokiej formie fizycznej znajdowała się już w meczu inauguracyjnym z Piłą i potem w kilku kolejnych spotkaniach. Dziewczyny mają być gotowe do gry, w żaden sposób nie zamierzamy kalkulować.

Skoro forma ma być już teraz, a kolejny szczyt na pewno musi zostać przygotowany na fazę play-off, to gdzieś w okolicach środka sezonu musi nastąpić pewne załamanie…

Na pewno tak i prawdopodobnie nie jedno. Tegoroczny sezon będzie trwał około ośmiu miesięcy, co sprzyja dużym wahaniom dyspozycji. Nie ma możliwości, żeby przez tak długi okres być cały czas na topie i wszystko wygrywać. Ale to już jest ból głowy mój oraz trenera od przygotowania fizycznego, jak poprowadzić zespół przez cały sezon, tak by kosztem jak najmniejszych strat punktowych w meczach w pewnym momencie „wytracić” nieco formę na rzecz mocniejszego treningu, po to by w dalszym etapie móc z tego treningu korzystać, w celu wypracowania lepszej dyspozycji do kolejnych, kluczowych już spotkań.

Co trener Rafał Błaszczyk chciałby sobie pomyśleć za kilka miesięcy, powiedzmy w połowie sezonu? Że udało się wygrać większość spotkań, drużyna szybko się „scementowała” czy może, że zespół jest w pełni zdrowy i omijają was kontuzje…

Właśnie to ostatnie, chciałbym wtedy mieć poczucie, że drużyna jest w pełni zdrowa i możemy spokojnie pracować i budować swoją siłę, nie musząc zajmować się kontuzjami zawodniczek, na które zazwyczaj nie mamy wpływu. Jeśli będę miał do dyspozycji dwanaście siatkarek, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że będziemy się liczyć w tym sezonie w rozgrywkach w Orlen Lidze. Stać nas naprawdę na wiele.

Kto będzie największym przeciwnikiem?

Każdy zespół będzie dla nas przeszkodą. Liga kobiet, w przeciwieństwie do męskiej, jest dużo bardziej zrównoważona i poziom jest bardziej wyrównany wśród wszystkich zespołów. Dla nas każdy mecz będzie ważny, a zwłaszcza spotkania rozgrywane we własnej hali. Życzyłbym sobie, żebyśmy do każdej potyczki we Wrocławiu podchodzili z najwyższą koncentracją i abyśmy wszystkie mecze, w których będziemy gospodarzami, rozstrzygnęli na swoją korzyść.

To samych zwycięstw we Wrocławiu i nie tylko, panie trenerze życzę i dziękuję bardzo za rozmowę.

Zobacz również:
Rafał Błaszczyk: Naszym celem jest czwórka (cz. I)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-09-18

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved