Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Rafał Błaszczyk: Naszym celem jest czwórka (cz. I)

Rafał Błaszczyk: Naszym celem jest czwórka (cz. I)

fot. archiwum

Jeśli nie będziemy mocno doświadczani przez los i będę miał do dyspozycji dwanaście siatkarek, mamy ogromną szansę bić się z najlepszymi i walczyć o półfinał - w przedsezonowym wywiadzie zapowiada trener Impelu Wrocław, Rafał Błaszczyk.

Pamiętam panie trenerze, jak przed rokiem rozmawialiśmy i wówczas twierdził pan, że dobrze panu w Gwardii i nie planuje pan prowadzić innego klubu, przynajmniej w najbliższym czasie. Dziś trochę żartobliwie mógłbym stwierdzić, że nie dotrzymał pan słowa, bo w Gwardii już pan nie pracuje…

Rafał Błaszczyk (trener Impelu Wrocław): – Zgadza się, ale to jest jakby naturalna kolej rzeczy i myślę, że zdecydowanie kontynuacja tego, co dotyczyło klubu sportowego Gwardia. Tyle tylko, że w nowych realiach i nowej rzeczywistości. Otoczenie wpływa na to, co robimy i wymusza na nas pewne zmiany. Dzięki nowemu właścicielowi, grupie Impel, dostosowujemy się do tego, co obecnie dzieje się w życiu społecznym, sportowym i mamy większe szanse na realizację określonych celów. Dzięki temu budujemy nowe wartości i czujemy, że zmierzamy we właściwym kierunku.

Myśli pan, że tak duże zmiany, dotyczące nazwy klubu, logo, strojów, także połowy składu, w dość krótkim czasie pozwolą na to, by kibice szybko zaczęli utożsamiać się z nową drużyną? Czy jednak na trybunach hali „Orbita” wciąż będzie bardziej „gwardyjsko”?



– Kibic zapewne zrobi to, co będzie uważał za stosowne i tutaj w niewielkim stopniu możemy decydować. Naszą rolą jest na pewno podpowiadanie, sugerowanie czy proponowanie atrakcyjnych rozwiązań, a czy one przypadną fanom do gustu, to już będzie zależeć tylko i wyłącznie od nich. Mam jednak nadzieję, że zespół swoją postawą na boisku będzie porażał i przyciągał kibiców, by chętnie przychodzili na nasze spotkania i wypełniali halę po brzegi.

Jeśli wraz z podwyższeniem potencjału przed tym sezonem, w jego trakcie przyjdą dobre wyniki, to wydaje się, że kibice szybko zaakceptują to, co ostatnio działo się wokół drużyny, bo we Wrocławiu dawno już nie było tak ciekawego składu.

Przez wiele lat mieliśmy tutaj zespoły lepsze, gorsze, ale nie było drużyny, która z takim optymizmem przystępowałaby do nowych rozgrywek. Chociaż w pierwszym roku mojej pracy jako trenera Gwardii mieliśmy również bardzo mocny, aczkolwiek młody zespół, który na tamte warunki miał naprawdę duże możliwości. Wówczas występowały u nas Asia Kaczor, Ania Barańska czy Natalia Bamber. Wtedy brakowało nam jednak większego ogrania. Później bywały lata różne, ale zawsze ten zespół, mimo olbrzymiego charakteru i woli walki, był niedoinwestowany, co powodowało problemy z utrzymaniem mocnego składu, a co za tym idzie – odpowiedniego poziomu sportowego. Teraz wiele się zmieniło, mamy nową jakość i nowe nadzieje. Jestem przekonany, że za zmianami marketingowymi i organizacyjnymi, przyjdą również lepsze wyniki sportowe.

Jesteśmy w końcowej fazie przygotowań do sezonu. Jak by pan ocenił ten okres? Czy wszystko przebiegło zgodnie z planem?

– Ponieważ mamy w składzie wiele nowych zawodniczek, przygotowania rozpoczęliśmy od integracyjnego wyjazdu, który miał na celu poznanie się dziewczyn i wypracowanie silnych więzi. Miałem taki pomysł od wielu lat, ale możliwości finansowe nie pozwalały na jego realizację. W tym roku taka szansa się otworzyła, a konieczność jego organizacji była wyjątkowo wysoka. Oparliśmy przygotowania tego wyjazdu na firmie, która w tym zakresie działa od wielu lat i ma spore doświadczenie. Przebieg tej imprezy oceniam za bardzo udany, a efekty są widoczne gołym okiem – dziewczyny lepiej się poznały i proces ten przebiegł naprawdę szybko.

Potem przyszedł już czas na normalne treningi, obóz w Karpaczu, pracę nad motoryką… Wszystko przebiegło bez problemów?

– Do ideału brakowało nam wszystkich zawodniczek. Na obozie integracyjnym nie było Makare Wilson, a po nim, z uwagi na obowiązki reprezentacyjne, wyjechać musiała Kim Staelens. Gdyby odjąć te małe, ale jednak istotne braki kadrowe, to mogę powiedzieć, że wszystkie założenia zostały i nadal są realizowane w stu procentach.

Teraz przed wami wielkie wydarzenie – turniej Gwardia Cup w dniach 21-23 września…

– To bardzo duże wydarzenie, nie tylko dla samego Wrocławia czy Dolnego Śląska, ale dla całej siatkarskiej Polski, bo tak silnie obsadzonych turniejów w naszym kraju zbyt często nie ma. Udało nam się zaprosić drużyny reprezentujące najwyższy poziom sportowy nie tylko w Europie, ale i na świecie, czyli Azzerail Baku, Fenerbahce Stambuł oraz ekipę z Drezna, która jest nieco mniej znana, ale to nie znaczy, że słabsza. Przed dwoma laty wygrała chociażby Challenge Cup, a w tym roku będzie również występować w Lidze Mistrzyń. Musimy w tym turnieju wznieść się na wyżyny, żeby dorównać poziomem. Będzie to dla nas znakomita okazja do treningu i sprawdzenia się na krótkim dystansie z mocnymi przeciwnikami, jak również wspaniała zabawa dla wszystkich kibiców.

Ten turniej będzie najważniejszym punktem przygotowań?

– To jest bardzo ważny punkt. Warto jednak pamiętać, że Kim Staelens dołączy do nas na dzień przed turniejem. Trudno więc, żeby te spotkania dały mi odpowiedzi dotyczące naszej taktyki czy organizacji gry w sytuacji, kiedy jednej z kluczowych dziewczyn nie miałem jeszcze na żadnym treningu. Ten turniej będzie świetną okazją, żebyśmy sprawdzili się na tle bardzo silnych rywali, ale na pewne pytania nie da jeszcze odpowiedzi.

Zamierza pan w trakcie tych trzech dni rotować składem i sprawdzić wiele rozwiązań czy raczej już teraz wykrystalizować tę pierwszą szóstkę?

– Generalne założenie jest takie, że szukamy już podstawowej szóstki. Ale z drugiej strony nie wykluczam opcji rotowania składem w przypadku, gdyby mecze trwały długo i musielibyśmy zatroszczyć się o zdrowie i zniwelowanie zmęczenia zawodniczek.

Skoro jesteśmy przy tym temacie – czy nie jest dla pana dużym problemem to, iż zawodniczka, która ma być czołową postacią w tym zespole, czyli Kim Staelens, pojawi się dopiero na dwa tygodnie przed startem ligi? Czy uda się nadrobić stracony czas?

– To nie jest do końca tak – czas na pewno nie został stracony, bo zarówno Kim, jak i zespół byli w fazie treningu i na szczęście tej samej dyscypliny, czyli siatkówki (śmiech). A mówiąc poważnie, nie obawiam się o to, że to może stanowić poważny problem. Oczywiście nie jest to łatwa sytuacja, zwłaszcza dla samej Kim i dla środkowych. Ale mam do czynienia z doświadczonymi, profesjonalnymi siatkarkami, więc dziewczyny szybko powinny dojść do dobrego poziomu zgrania.

W zeszłym sezonie największym problemem drużyny, z uwagi na kłopoty zdrowotne Ewy Matyjaszek, było właśnie rozegranie, na której to pozycji przez większą część sezonu mieliście jedną siatkarkę. Z uwagi na tę sytuację przyjście Kim ocenia pan jako największy sukces tego okienka transferowego?

– Transfer Kim jest swego rodzaju egzemplifikacją naszej idei budowania zespołu. Ma to być bowiem drużyna bardzo mocna, wsparta gwiazdami europejskiego formatu, ale z drugiej strony mająca też w sobie tego wrocławskiego czy dolnośląskiego ducha, czyli siatkarki pochodzące z naszego regionu. To ostatnie założenie spełniają właśnie Marta Haładyn, Bogusia Pyziołek, Kaśka Mroczkowska czy Dorota Medyńska. Naszą ideą jest to, żeby budować silną drużynę w taki sposób, aby z jednej strony prezentować najwyższy poziom sportowy, ale też by mieć mocne oparcie w perspektywie rodowodu zawodniczek. To powoduje również większą identyfikację z klubem samych kibiców. Wówczas fani mogą powiedzieć: „to jest nasz zespół”!

Transfer Staelens był tym, który załatał największą dziurę i z tej perspektywy był najważniejszy?

– Nigdy nie dzielę w ten sposób zawodniczek czy ruchów transferowych. Każdy transfer był bardzo ważny i miał swoje podłoże w tym, że widzieliśmy potrzebę wzmocnienia drużyny właśnie w tym miejscu. Zespół jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo. Przyświeca nam więc cel, by podnosić systematycznie poziom całej naszej ekipy poprzez poprawianie indywidualnych umiejętności. Chcieliśmy z jednej strony, by drużyna była mocna sportowo, ale też by była odporna na różne sytuacje niezależne od nas, jak choćby kontuzje. Z tym mieliśmy bowiem największy problem w zeszłym sezonie. Takie były założenia, a czy dobrze udało nam się je wykonać – sezon będzie najlepszą formą realizacji.

Jak wyglądały kulisy transferów? Usiadł pan z prezesami i razem podjęliście decyzję: „chcemy Staelens, Djurisić, Polak, doświadczoną środkową z zagranicy… itd.”? Czy może na giełdzie mieliście wiele nazwisk?

– To, co pan zauważył, rzeczywiście miało miejsce – był taki tok rozumowania, ale miał on charakter wtórny. Pierwszym naszym założeniem było podpisać kontrakty z zawodniczkami, które już były w zespole i na które nadal chcieliśmy stawiać. Więc kolejność była taka: zaczynamy od naszych i przedłużamy kontrakty z Rosner, Jaszewską, Mroczkowską itd., czyli utrzymujemy trzon, a równolegle wzmacniamy drużynę na poszczególnych pozycjach, tam gdzie widzimy potrzebę podniesienia poziomu sportowego. Transfer Kim nastąpił bardzo szybko i chyba czas miał tutaj największe znaczenie w powodzeniu tego pomysłu. Co do Kim, było to działanie jednokierunkowe – od początku chcieliśmy sprowadzić tą siatkarkę i rozmowy przebiegły bardzo sprawnie. W pozostałych przypadkach sprawa nie była już taka prosta. Szukaliśmy, dyskutowaliśmy, a następnie podejmowaliśmy decyzje, że spróbujemy zakontraktować tą, a nie inną zawodniczkę. Na środku siatki na przykład chcieliśmy w tym roku postawić na doświadczenie, więc sprowadziliśmy trzy siatkarki spełniające nasze wymogi.

No właśnie – polityka transferowa na środku siatki. Do tej pory klub starał się działać tak, by na każdej pozycji mieć zarówno doświadczone zawodniczki, ale również te młode i perspektywiczne. Tymczasem w temacie środkowych nastąpiła zupełna rewolucja i zmiana koncepcji – odeszły trzy bardzo młode dziewczyny, a przyszły odpowiednio 32-, 33- i 36-latka. Uważa pan to za słuszne rozwiązanie, nie obawiając się tego, że jest ono tylko tymczasowe, bo te zawodniczki nie będą mogły stanowić o sile zespołu za dwa, może trzy lata?

– Tak, to wszystko prawda. Ale jak pan sam zauważył, to jest w zasadzie jedyna pozycja, na której zdecydowaliśmy się na takie działanie. Myślę, że przez kilka lat właśnie na środku siatki dawaliśmy możliwości ogrywania się młodym lub nawet bardzo młodym siatkarkom. To wiązało się z określonymi konsekwencjami, bo brak doświadczenia na tej pozycji nie pomagał w zdobywaniu punktów czy wygrywaniu meczów. To pozwalało jednak na rozwijanie tak świetnych zawodniczek, jak choćby Zuza Efimienko. W tym roku zdecydowaliśmy się na całkowicie przemyślaną i celową zmianę polityki dotyczącej środkowych. Chodzi o to, żeby mieć większy spokój, żeby sytuacyjne piłki po prostu wygrywać, a przynajmniej nie przegrywać wszystkich. Chcieliśmy stworzyć sytuację, w której na środku siatki – gdzie doświadczenie i takie boiskowe cwaniactwo, które przychodzi po kilku latach grania na wysokim poziomie jest bardzo ważne – będziemy górować nad rywalami. Gdybyśmy wspólnie przeanalizowali zeszły sezon i to, jakie zawodniczki grały na pozycji środkowych u przeciwników, doszlibyśmy do wniosku, że dotychczas nasze środkowe uczyły się od swoich rywalek i miały bardzo ciężko przeprawę, bo musiały równoważyć dużo większe doświadczenie konkurentek w innych zespołach.

Wciąż jednak nie rozumiem decyzji o zakontraktowaniu jako ostatniej siatkarki przed tym sezonem Wioletty Szkudlarek. Skoro wcześniej udało się sprowadzić doświadczone Makare Wilson i Vesnę Djurisić, nie lepiej było postawić na młodą polską zawodniczkę, która szybko mogłaby się uczyć gry od starszych koleżanek i stanowić dużą perspektywę na przyszłość?

– Po pierwsze, takiej młodej siatkarki, która byłaby na tyle interesująca, by dać jej możliwość gry, jako trzeciej środkowej w takim zespole, jaki tu budujemy, w tej chwili nie ma. Gdyby było miejsce dla czwartej, wtedy bardzo chętnie. Kilka względów było tutaj decydujących. Uznaliśmy, że zespół liczy dwanaście zawodniczek plus Ola Folta, która jednak nie bierze udziału w zajęciach i jeszcze przez kilka miesięcy będzie przechodzić rehabilitację. Więc właściwie do dyspozycji mamy dwunastkę. Poza tym Wiola to zawodniczka, którą znam i wiem, jakie ma atuty i kiedy może się przydać drużynie. Decyzja o jej sprowadzeniu była więc w pełni przemyślana.

 

 

 

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-09-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved