Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Radosław Zbierski: Łatwo się nie poddaję

Radosław Zbierski: Łatwo się nie poddaję

fot. archiwum

Radosław Zbierski zanotował duży przeskok jeśli chodzi o poziom gry w lidze. W przyszłym sezonie zagra w Jastrzębskim Węglu, do którego przeszedł z KPS Siedlce. - Staram się wypracowywać swój indywidualny styl gry - mówi zawodnik.

Urodziłeś się i pierwsze kroki w siatkówce stawiałeś w Kędzierzynie-Koźlu, bardzo silnym pod względem siatkarskim ośrodku w kraju. Większość kariery zawodniczej spędziłeś jednak poza rodzinnym miastem. Co miało wpływ na taki rozwój wypadków?

Radosław Zbierski: – Jestem wychowankiem MMKS-u Kędzierzyn-Koźle, gdzie spędziłem cztery lata, ale w czasie kiedy zaczynałem przygodę z siatkówką, najlepszy ośrodek szkolenia młodzieży w kraju miał Maraton Świnoujście, gdzie pracowali obecny trener jastrzębskiej Akademii Talentów Jarosław Kubiak oraz trener Zdzisław Gogol. Kończąc gimnazjum, wspólnie z rodzicami podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Świnoujścia i to właśnie tam postanowiłem uczyć się siatkarskiego rzemiosła.

Wczytując się w twoje CV, nie sposób nie zauważyć, że twoja sportowa kariera jest w wielu momentach styczna z siatkarską drogą, którą przeszedł Michał Kubiak. Maraton Świnoujście, Joker Piła, KS Poznań, a teraz Jastrzębski Węgiel… Przypadek?



Ciężko powiedzieć. Tak się akurat złożyło, że nasze sportowe losy często się na siebie nakładały, a my jakoś wzajemnie się przyciągaliśmy (śmiech). Moja znajomość z Michałem zaczęła się w siatkówce młodzieżowej i dziś liczy już sobie dobrych kilkanaście lat.

Ci, którzy znają cię lepiej, twierdzą, że walecznością nie ustępujesz swojemu bardziej utytułowanemu koledze. Czy zatem jastrzębscy kibice mogą spodziewać się na boisku „Dzika” numer dwa?

Oczywiście jest mi bardzo miło, że porównuje się mnie do jednego z najlepszych przyjmujących w kraju. Cenię Michała za to jakim jest graczem, jak bardzo profesjonalnie podchodzi do swojego zawodu, ale mimo wszystko wolałbym unikać takich porównań. Ja staram się wypracowywać swój indywidualny styl gry, pracuję na własne nazwisko i chcę jak najlepiej prezentować się na boisku jako Radosław Zbierski.

PlusLiga będzie dla ciebie nowością. Jak pochodzisz do tego wyzwania? Uważasz, że to szansa, jakiej po prostu nie można wypuścić z rąk, czy też przesadnie się nie spinasz?

Na zapleczu siatkarskiej ekstraklasy spędziłem pięć lat. Dwukrotnie grałem w barażach o awans do PlusLigi i dwa razy musiałem uznać wyższość rywali. W barwach Jokera Piła przegraliśmy z Delectą Bydgoszcz, a będąc zawodnikiem KS Poznań, ulegliśmy Politechnice Warszawskiej. Po ostatnim sezonie spędzonym w Siedlcach czułem, że grając dalej w pierwszej lidze, nie jestem w stanie się rozwijać. I chyba nic więcej w stosunku do siebie z grania na tym szczeblu rozgrywek już bym nie wyciągnął. Dlatego cieszę się, że jeden z najlepszych klubów na świecie – co pokazały Klubowe Mistrzostwa Świata – wyraził zainteresowanie moją osobą. W Jastrzębiu mam możliwość uczyć się od bardziej doświadczonych kolegów, którzy w wielu przypadkach są reprezentantami swoich krajów. Mam nadzieję, że przyniesie to określone efekty. Silna konkurencja na mojej pozycji absolutnie mnie nie przytłacza. Wręcz przeciwnie, napędza mnie do jeszcze większej pracy. Mam taki charakter, że łatwo się nie poddaję.

Póki co możesz porównywać jedynie treningi, ponieważ rozgrywki ligowe jeszcze nie wystartowały, ale jak duży jest to przeskok w stosunku do tego, w czym było ci dane uczestniczyć w poprzednich klubach?

Pod względem organizacji, sztabu szkoleniowego, jakości treningu, podejścia chłopaków do zajęć, różnice między PlusLigą a pierwszą ligą widoczne są gołym okiem. Tutaj każdy trybik w maszynie jest na swoim miejscu. Każdy wie, o co chodzi i wykonuje dokładnie to, co do niego należy. Wszystko poukładane jest z najwyższą starannością i na najwyższym poziomie. Nie miałem najmniejszych problemów z aklimatyzacją. Z nowym miejscem pomogli mi się oswoić Michał Kubiak oraz Mateusz Malinowski i Łukasz Polański, których znałem wcześniej z Jokera Piła.

Podobnie jak kilku innych graczy Jastrzębskiego Węgla, w przeszłości również próbowałeś swoich sił w siatkówce plażowej. Co sprawiło, że jednak postawiłeś na halową odmianę tej dyscypliny?

Zrezygnowałem z „plażówki” ze względu na to, że dawniej nie było takich warunków do trenowania jakie są obecnie. Parę lat wstecz przede wszystkim brakowało hal z piaskiem. W parze z Michałem Żurkiem, obecnym libero AZS-u Olsztyn, zdobyliśmy mistrzostwo Europy do lat 18, trenując z konieczności tylko w okresie wakacji. Dla przykładu Niemcy przyjeżdżali na najważniejsze zawody, cały rok przygotowując się w komfortowych warunkach, a i tak z nami przegrywali. Był pewien program w związku siatkarskim, którym mieliśmy być objęci, ale miał on wejść w życie po dwóch i pół roku. Nie mogłem tak długo czekać w niepewności.

Jak scharakteryzujesz poszczególne kluby, w których dotąd występowałeś?

Kędzierzyn-Koźle kojarzy mi się z klubem z ogromnymi tradycjami, jeszcze z czasów Mostostalu, który osiągał wspaniałe wyniki w kraju i Europie. Tam naprawdę było się od kogo uczyć i kogo podpatrywać, że wymienię tylko tak wspaniałych zawodników jak Sebastian Świderski czy Paweł Papke. Z kolei Świnoujście było dla mnie siatkarską kuźnią, dobrym warsztatem, gdzie pobrałem solidne szlify. W Pile jako junior otarłem się o wielką siatkówkę, bo przez dwa miesiące trenowałem z zespołem występującym wówczas w Polskiej Lidze Siatkówki. Potem trafiłem do KS Poznań. Świetne miasto, ludzie pozytywnie nastawieni do sportu. Szkoda tylko, że zabrakło awansu, a potem klub rozwiązano. Po powrocie do seniorskiego już Jokera, po roku gry w drugiej lidze wywalczyliśmy awans o szczebel rozgrywkowy wyżej. W dwóch kolejnych sezonach w pierwszej lidze, kończyliśmy rozgrywki na 4. i 6. miejscu. Z ostatniego roku gry w Siedlcach zapamiętam sympatycznych ludzi z zarządu, z życiowym podejściem do zawodników, którzy potrafili wesprzeć nas w trudnych momentach. Jako zespół byliśmy beniaminkiem, który przejął miejsce w lidze po Jadarze Radom. Celem postawionym przez zarząd było utrzymanie, ale my z chłopakami zawiesiliśmy sobie poprzeczkę wyżej. Chcieliśmy znaleźć się w finale play-off, ale się nie powiodło.

A jak spędzasz czas wolny?

Lubię pospać między treningami, żeby później podczas zajęć czuć się wypoczęty (śmiech). Nie pogardzę też dobrą książką ani ciekawą grą na konsoli. Zdarza mi się również gotować, ale są to raczej proste potrawy do zrobienia, a nie jakieś wyszukane dzieła sztuki kulinarnej.

W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że w życiu jesteś taki sam jak na parkiecie. Mógłbyś sprecyzować, co dokładnie miałeś na myśli?

Zawsze staram się wkładać całe swoje serce w to, co robię. We wszystko angażuję się na 100 procent i nie uznaję półśrodków.

Rozmawiał: Marcin Fejkiel

źródło: jastrzebskiwegiel.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-09-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved