Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Siergiej Tietiuchin – żywa legenda (część I)

Siergiej Tietiuchin – żywa legenda (część I)

fot. archiwum

Superbohater, super zawodnik, legenda siatkówki - to tylko niektóre z określeń, jakimi media posługiwały się w odniesieniu do Siergieja Tietiuchina po igrzyskach w Londynie. 36-letni przyjmujący z Uzbekistanu już na stałe wpisał się w historię rosyjskiej siatkówki.

Początki legendy

Siergiej Tietiuchin urodził się w 1975 roku, w średniej wielkości mieście na wschodzie Uzbekistanu, Ferganie. Jego siatkarska kariera rozpoczęła się w stolicy tego kraju, w klubie Dynamo Taszkient, gdzie trenerem był jego ojciec. W tym samym czasie Siergiej występował także w młodzieżowej reprezentacji Uzbekistanu. Na wyjazd do Rosji rodzina Tietiuchina zdecydowała się w 1992, mając na uwadze brak możliwości dalszego siatkarskiego rozwoju syna w rodzimym kraju. Już w wieku 17 lat przyszły gwiazdor światowej siatkówki trafił do Lokomotiwu Biełgorod. Ówczesny trener zespołu, Giennadij Szypulin, szybko zauważył talent Siergieja. – Pamiętam, że na samym początku nie wiedziałem, na jakiej pozycji postawić tego niezwykle uzdolnionego chłopaka. Jednego dnia chciałem zrobić go atakującym, a dzień później widziałem go już na przyjęciu. Ostatecznie zadecydowała jego świetna koordynacja ruchowa oraz zdolność przyjmowania mocnych zagrywek. Ważnym aspektem był także jego mocny charakter, ważny dla tej pozycji – powiedział po latach.

Pierwszy kontakt z wielką siatkówką



Na pierwsze poważne sukcesy młody Tietiuchin nie musiał długo czekać. W 1994 roku dołączył do juniorskiej kadry Rosji, aby parę miesięcy później zdobyć z nią mistrzostwo Europy w Turcji. Sam został także wybrany najbardziej wartościowym graczem tego turnieju, mimo że w finale musiał zmagać się z drobną kontuzją barku. Niespełna rok po tym wydarzeniu przyszła kolej na pierwszy w karierze puchar Rosji, wywalczony z Lokomotiwem. W seniorskiej kadrze Sbornej Siergiej zadebiutował w wieku 20 lat w Pekinie, pokonując po tie-breaku Japończyków. Niedługo potem pojechał na pierwsze swoje igrzyska olimpijskie. Pobyt w Atlancie wspomina do tej pory, jednak jak sam przyznaje, Rosjanie nie mieli wówczas szans na medal. – Mogliśmy zwyciężyć we wszystkich igrzyskach, w których brałem udział. Wyjątkiem był turniej w Atlancie w 1996 roku. Wtedy byliśmy zespołem zdecydowanie słabszym – powiedział tuż przed wyjazdem do Londynu. Kariera młodego Tietiuchina po powrocie ze Stanów Zjednoczonych nabrała jeszcze szybszego tempa. W kolejnych dwóch sezonach zdobywał klubowe mistrzostwo Rosji, a w 1999 roku został laureatem nagrody Kuzniecowa, przyznawanej najlepszemu siatkarzowi Superligi. W tym samym czasie z reprezentacją zwyciężył także w rozgrywkach Pucharu Świata i zdobył srebro mistrzostw Europy w Wiedniu. Ze względu na te wyniki został odznaczony przez władze rosyjskie tytułem Honorowego Mistrza Sportu.

Szczęśliwy mąż i ojciec

Ten okres w życiu rosyjskiego siatkarza był niezwykle ważny także pod innym względem. W Biełgorodzie poznał on swoją żonę, Natalię. Ma on z nią trzech synów, z których najstarszy, Iwan, przyszedł na świat właśnie podczas pierwszego pobytu zawodnika w Rosji. Drugi urodził się cztery lata później, kiedy Siergiej występował w Serie A. Najmłodszy z trójki, Alexander, dopiero niedawno znalazł się na tym świecie. 36-letni przyjmujący wielokrotnie wspomina o swojej rodzinie i starszych synach, którzy postanowili iść w jego ślady. Zwłaszcza Pasza jest ściśle ukierunkowany na siatkówkę i najlepiej czuje się na hali. – Miał zaledwie półtora roku, a już rozmawiając z nami, toczył po podłodze piłkę do koszykówki. Zamiast kreskówek, oglądał mecze z udziałem Michaela Jordana. A potem przerzucił się na siatkówkę. W ciągu tych dwóch lat, które spędziliśmy w Kazaniu (nie było tam dziecięcej sekcji), sąsiadów o mało nie doprowadził do szaleństwa, odbijając piłkę od ścian mieszkania. A teraz przychodzi ze szkoły, szybko zakłada dres i biegiem na salę – mówi o swoim drugim dziecku Siergiej Tietiuchin. Najstarszy Iwan nie jest jeszcze tak zdecydowany w temacie wyboru przyszłego zawodu, jednak jego dziadek widzi w nim przyszłego rozgrywającego. Rodzice przyznają jednak, że nie tylko sport jest ważny w życiu ich synów. Dużą wagę przykładają także do ich wykształcenia, które liczy się dla nich niezależnie od później wybranej drogi. Niewątpliwie dobry przykład swoim dzieciom dał sam Siergiej, kończąc studia na Uniwersytecie Biełgorodzkim.

Pomimo że Tietiuchin na długie lata stał się gwiazdą w siatkarskim świecie i na kontraktach w Rosji zarobił niemałe pieniądze, jego żona również zdecydowała się na założenie własnego biznesu. W 2003 roku postanowiła rozpocząć budowę salonu piękności, który trzy lata później rozpoczął w Biełgorodzie swoją działalność. Jak sama przyznaje, interes jak najbardziej może zaliczyć do udanych. – W pewnym momencie zrozumiałam, że nie dam rady być gospodynią domową. Kiedy wróciliśmy z Włoch do Biełgorodu, zaczęłam myśleć, czym by się tu zająć. Nie mogę powiedzieć, że zawsze marzyłam o prowadzeniu salonu piękności. Tak wyszło. Myślałam też dużo o kawiarni dla dzieci. Były też inne pomysły. (…) Teraz możemy już nie patrzeć na wysokość kontraktu Siergieja. Jakby coś, to ten biznes nas wyżywi – streściła całą sytuację Natalia.

Włochy i wypadek samochodowy

Po pierwszych znaczących sukcesach w Rosji, Siergiej zdecydował się na opuszczenie Biełgorodu i wyjazd na Półwysep Apeniński. Wraz z Ilją Sawaliewem oraz Stanisławem Dinejkinem podpisał kontrakt z Pallavolo Parma, beniaminkiem rozgrywek Serie A. Rosyjskie trio w dużym stopniu przyczyniło się do wywalczenia piątej lokaty w lidze, która została przyjęta jako zadowalający rezultat. Po pierwszym z dwóch sezonów spędzonych we Włoszech przyszła kolej na kolejne igrzyska. Z Sydney siatkarze Sbornej wrócili ze srebrnymi krążkami na piersiach, boleśnie przegrywając finał z reprezentacją Jugosławii. Barw nowych mistrzów olimpijskich bronili wówczas między innymi bracia Grbić, Goran Vujević oraz Andrija Gerić, którzy w tamtych czasach stanowili praktycznie gwarancję wygranej.

Parę miesięcy później, w październiku 2000 roku, doszło do jednego z bardziej tragicznych incydentów w całym życiu Tietiuchina. Razem z Romanem Jakowlewem, atakującym włoskiej Modeny, postanowili spotkać się w Parmie, dokąd podróżowali wspólnie samochodem. Zdecydowali się ominąć płatne autostrady i pojechać wąską drogą szybkiego ruchu. Próba wyprzedzania skończyła się utratą kontroli nad pojazdem i zderzeniem czołowym. Wszyscy uczestnicy wypadku szczęśliwie przeżyli, jednak Siergiej z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala. Największym problemem był łokieć, który lekarze ratowali wieloma operacjami. – Zaraz po wypadku nie zauważono także złamanych palców u nóg. Trzeba było je na nowo łamać i składać. W ogóle składano mnie po kawałeczku – dodał sam zainteresowany. Na pytanie o traumę, związaną z jazdą samochodem, odpowiedział jednak przecząco. – Nie ma u mnie żadnego strachu przed samochodami. Wszystko trzeba jednak robić z głową. Jeżeli kierowca prowadzi samochód, nie myśląc, to wtedy jest bardzo źle. Tak było ze mną do czasu tego wypadku. Potem, mam nadzieję, myślenie przyszło – zakończył temat Siergiej Tietiuchin. Zaledwie kilka dni po wypadku Natalia urodziła drugiego syna, z którym po paru tygodniach udała się do męża do Włoch.

O swoich przeżyciach z dnia wypadku wypowiedział się także Roman Jakowlew. – To była wąska droga, doszło do zderzenia czołowego. Zadrżałem, gdy zobaczyłem zdjęcia w gazecie. Sam nic takiego nie pamiętałem. Kojarzę tylko migające światła, żadnego bólu. W szpitalu tak samo. Miałem uszkodzone cztery zęby, rozbite kości twarzy i złamany palec. To wszystko mogło się skończyć znacznie gorzej. Nasz samochód nie miał poduszek powietrznych – powiedział mediom po latach.

Ze względu na odniesione obrażenia, Tietiuchin nie pojawił się na boisku przez ponad połowę sezonu klubowego. Rehabilitację przechodził w ośrodku niedaleko Parmy, będącym własnością prezydenta klubu. Do gry wrócił dopiero na wiosnę i od razu wkroczył do rywalizacji o najwyższe cele. W pierwszej fazie play-off Parma natrafiła na Modenę. To zrządzenie losu postawiło po przeciwnych stronach siatki Siergieja i Romana Jakowlewa, co z pewnością nie było przyjemne dla obu tych zawodników. Ostatecznie Parma przegrała całą rywalizację po czterech spotkaniach i zakończyła swoją przygodę z walką o medale Serie A. Były to ostatnie spotkania rozegrane przez Siergieja Tietiuchina w barwach zagranicznego klubu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved