Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > Monika Brzostek: Cieszymy się z mistrzostwa Polski

Monika Brzostek: Cieszymy się z mistrzostwa Polski

fot. archiwum

Aktualnie tematem numer 1 jest turniej Grand Slam w Starych Jabłonkach. Para Kołosińska/Brzostek co prawda odpadła już z tego turnieju, ale obie siatkarki nadal cieszą się z wcześniejszego sukcesu, jakim było zdobycie mistrzostwa Polski w Niechorzu.

Nie tak dawno oczy całego świata skierowane były na Londyn, w którym odbywała się najważniejsza impreza czterolecia – igrzyska olimpijskie. To wielkie wydarzenie, a także następujący tuż po nim bardzo mocno (chyba tak samo mocno jak same igrzyska) obsadzony turniej Mazury Orlen Grand Slam nieco przyćmiły inne ważne plażowe wydarzenia w kraju, a mianowicie mistrzostwa Polski w siatkówce plażowej. Wśród pań na naszym krajowym podwórku najlepsze okazały się zdecydowane faworytki rozgrywek – Kinga Kołosińska i Monika Brzostek. Druga z wymienionych wcześniej zawodniczek opowiedziała Strefie Siatkówki o przebiegu tego turnieju, emocjach związanych z rywalizacją olimpijską i planach na końcówkę sezonu.

W parze z Kingą Kołosińską zostałaś mistrzynią Polski w siatkówce plażowej. Jakie to uczucie zostać najlepszą plażowiczką w kraju?

Monika Brzostek: – Bardzo się cieszymy z tego sukcesu! Spotykałyśmy się z wieloma pogłoskami, że turniej finałowy jednak się nie odbędzie, ale na nasze szczęście doszło do zorganizowania mistrzostw Polski i wygrałyśmy ten turniej. Jest to nasz pierwszy wspólny tytuł w Polsce, więc nasza radość jest tym większa.



W pierwszej i drugiej rundzie dosyć szybko rozprawiałyście się ze swoimi rywalkami i widać było, że nie są to dla was ciężkie pojedynki. Czy te spotkania faktycznie były dla was „spacerkami”?

Na pewno nie były to „spacerki”, a na każdy mecz mocno się mobilizowałyśmy i dopingowałyśmy nawzajem. Nie odpuszczałyśmy żadnych piłek, a w efekcie uzyskałyśmy dobre wyniki i pewne zwycięstwo. To bardzo mnie cieszy.

W drugiej rundzie, a później w półfinale spotkałyście się z parą Wardak/Wiatr. Oba mecze wygrałyście bez straty seta. Czym różniły się te dwa spotkania?

Fakty są takie, że znamy się, w szczególności z Asią Wiatr, jak łyse konie. Przed meczem porozmawiałyśmy z Kingą o taktyce i nie zmieniłyśmy jej na drugi mecz, bo nie było takiej potrzeby. Wygrałyśmy w pierwszym spotkaniu 2:0 i po prostu doszłyśmy do wniosku, że nie zmienia się czegoś, co przynosi efekt.

Po wygranej w półfinale przyszła kolej na długo wyczekiwany przez was finał. Mierzyłyście się tam z Agatą Lewicką i Jagodą Gruszczyńską. Jak wyglądało to spotkanie?

Mimo swojego młodego wieku para Lewicka/Gruszczyńska zasłużenie znalazła się w finale, ponieważ w drodze do niego nie doznała żadnej porażki. Podsumowując ten mecz, mogę powiedzieć, że według mnie dziewczyny były usatysfakcjonowane samą grą w finale. Grały spokojnie, na luzie, a my miałyśmy, w porównaniu do nich, określony cel w stosunku do tego turnieju. Miałyśmy zdobyć złote medale i dopięłyśmy swego.

Doświadczenia z potyczek w World Tour czy innych turniejach międzynarodowych na pewno wiele pomogły w kontekście walki o krajowy tytuł. Takie ogranie w Europie i na świecie przesądziło o waszej wygranej?

Na pewno byłyśmy bardzo pewne siebie – grałyśmy tak, jak sobie zaplanowałyśmy. Oczywiście taktyki nigdy nie da się zrealizować w 100%, ale myślę, że powinnyśmy być zadowolone z poszczególnych wyników. W Niechorzu oprócz formy dopisała również pogoda i wspaniali kibice, a to także mobilizowało do lepszej gry.

Za nami turniej olimpijski, który obfitował w emocje i ciekawe rozstrzygnięcia. Co zaskoczyło cię w rywalizacji kobiet i które pary były według ciebie murowanymi kandydatkami do medali?

W poszczególnych turniejach World Tour różne pary zajmowały miejsca na podium, ale mimo tego moimi faworytkami były: Walsh/May-Treanor, Larissa/Juliana oraz Zhang/Xue. Myślę, że fachowcom i kibicom dużą niespodziankę sprawił amerykański finał igrzysk, a konkretniej team Kessy/Ross. Tej parze nie powodziło się w tym sezonie rewelacyjnie i często czegoś brakowało, żeby wejść do najlepszej 4 czy 8. W Londynie uległy jedynie złotym medalistkom, a to świadczy o ich klasie. Wydaje mi się, że przygotowania tych siatkarek były ukierunkowane na igrzyska i stąd kilka nieudanych występów. Drugą niespodzianką była dla mnie przegrana w pierwszej rundzie po fazie grupowej pary Talita/Antonelli. Brazylijki miały chrapkę na medal, bo od początku tego sezonu prezentowały się znakomicie. Na takich zawodach czasem tak bywa – ranga turnieju jednych buduje, innych rujnuje.

Sezon powoli dobiega końca. Jakie plany mają Monika i Kinga po zakończeniu turnieju w Starych Jabłonkach?

Najprawdopodobniej skończymy sezon występem w turnieju CEV w Bułgarii. Jak dokładnie będzie – okaże się po Grand Slamie na Mazurach. Jeśli wyruszymy do Bułgarii, to po turnieju czekają nas miesięczne wakacje.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved