Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Lekcja, która zaprocentuje w przyszłości

Lekcja, która zaprocentuje w przyszłości

fot. archiwum

Emocje po ćwierćfinałowym pojedynku z Rosjanami wciąż jeszcze się w nas, sympatykach siatkówki, tlą. Patrząc jednak już tak "na chłodno", prawie dwie doby po zakończeniu meczu, myślę, że możemy odebrać to, co się stało, jako jedną wielką lekcję.

Nie mam wcale na myśli lekcji siatkówki, jakiej polskim siatkarzom udzielili Bułgarzy, Australijczycy, czy w końcu Rosjanie, ale naukę, jaką wynieśliśmy my wszyscy. Na własnej skórze przekonaliśmy się, że wieszanie medali na szyjach sportowców jeszcze przed rozpoczęciem zawodów bywa złudne. Ale to pokazuje tylko, że (cytując Daniela Plińskiego) taka jest ta siatkówka – ukochana, ale i wredna, każdy z każdym tu może wygrać. Przyznam szczerze, że irytowałam się, kiedy przed rozpoczęciem igrzysk czytałam komentarze, w których zastanawiano się tylko, jakiego koloru medale zawisną na piersiach Marcina Możdżonka i jego kolegów. Fakt, wcześniejsze imprezy kończyliśmy na podium, ale niektórzy chyba zapominali, że są też takie ekipy jak: Włochy, Rosja, Brazylia, Stany Zjednoczone i jeszcze kilka innych, które także zgłaszały swoją kandydaturę do olimpijskiego "pudła" i nie zamierzały łatwo oddać pola.

Zachłysnęliśmy się wszyscy poprzednimi startami ekipy Andrei Anastasiego, myśląc, że będzie tak, jak jeszcze niedawno z Brazylią, która zgarniała wszystko, co stanęło na jej drodze, ale rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. W obecnych czasach w męskiej siatkówce nie ma już wyraźnego dominatora, ale jest grupa zespołów, która toczy ze sobą boje o medale najważniejszych imprez. Do niej zalicza się także reprezentacja Polski i tutaj tak naprawdę każdy może przegrać z każdym i nie będzie to żadną niespodzianką. W Londynie, w imprezie sezonu, z dobrze dysponowaną Rosją przegrali Polacy (i pewnie większość zespołów, jak nie wszystkie, zapewne by w tym meczu poległa), i to w sposób taki, jak niedawno w finale LŚ pokonali USA, ale ja jestem oczywiście jak najbardziej daleka od głaskania po głowie i stwierdzania, że "nic się nie stało", bo tak nie jest.

Pewne jest, że w Londynie coś nie zadziałało, zespół nie funkcjonował tak, jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Nie chcę się rozwodzić nad tym, co konkretnie stało się z drużyną, bo tego tak naprawdę nie wiemy, chociaż na forach internetowych wielu "ekspertów" dokonało już dokładnej oceny, zjadając przy okazji wszystkie rozumy. Powiem tylko, że moim zdaniem tych przyczyn jest kilka i to tkwiących zarówno w sferze mentalnej, jak i tej czysto sportowej, ale na pewno potrzeba czasu na wnikliwą analizę. Gdzieś na pewno zostały popełnione błędy. Ważne jest, aby je odnaleźć i wyciągnąć odpowiednie wnioski.



Na pewno te igrzyska były cenną lekcją przede wszystkim dla naszego zespołu, który leciał do Anglii z ogromnymi nadziejami. Dla większości zawodników było to pierwsze zetknięcie się z atmosferą igrzysk olimpijskich. Tylko Paweł Zagumny, Michał Winiarski, Marcin Możdżonek i Krzysztof Ignaczak mieli już okazję zaprezentować się we wcześniejszych igrzyskach, a jak wszyscy wiemy, jest to impreza szczególna, wywołująca spore emocje, a dodatkowo jeszcze był ten balonik, który został ze wszystkich stron nadmuchany do granic możliwości. – Zabrakło nam doświadczenia, ale jestem przekonany, że dzięki temu co tu przeżyliśmy, ten zespół może osiągnąć niesamowite sukcesy. Drużyna jest młoda i powinniśmy z optymizmem patrzeć w przyszłość. Jestem dobrej myśli przed mistrzostwami świata w Polsce. Na tych igrzyskach nie graliśmy dobrze. Szkoda mi chłopaków, bo wykonali ciężką pracę, ale nie jestem załamany, ponieważ wiem, że ten turniej zaprocentuje w kolejnych latach – powiedział po meczu z Rosją Andrea Anastasi i nie muszę tutaj chyba nic dodawać.

Turniej olimpijski wzbogacił naszych siatkarzy o trudne, przykre, ale jakże cenne doświadczenia i to nie tylko te sportowe. – Ja osobiście się bardzo dużo nauczyłem na tych igrzyskach, szczególnie od strony pozasportowej – przyznał  w rozmowie z TVP Zbigniew Bartman. Londyn 2012 to już jednak historia, a teraz przed tą drużyną kolejne wyzwania, mistrzostwa Europy, których jesteśmy współgospodarzem, ale przede wszystkim mistrzostwa świata w 2014 roku, które odbędą się w całości u nas w kraju. Uważam (wielu się z tym nie zgodzi), że z racji organizacji będzie to impreza porównywalna rangą do igrzysk i presja będzie na pewno podobna, jak nie większa. Wierzę głęboko, że po tych przeżyciach zarówno w jednej, jak i drugiej imprezie, a potem na kolejnych igrzyskach w Rio de Janeiro zobaczymy polską reprezentację jeszcze silniejszą. W Londynie dostaliśmy w twarz, ale jak to się mówi – co cię nie zabije, to cię wzmocni.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved