Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > IO M, gr. B: Emocje w czwartej kolejce

IO M, gr. B: Emocje w czwartej kolejce

fot. archiwum

Czwarta kolejka zmagań w grupie B obfitowała w emocje. W pierwszym meczu Niemcy ograli Tunezję 3:0, jednak w kolejnym spotkaniu Rosjanie dopiero po tie-breaku pokonali Amerykanów, a na koniec dnia Serbowie postraszyli Brazylijczyków.

Spotkanie Niemiec z Tunezją było jednostronne i bez historii. Podopieczni Vitala Heynena górowali nad rywalami we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, a już najbardziej ta różnica uwidoczniła się w bloku (14 do 2). Na tak słabego rywala nie było też trzeba eksploatować nadmiernie Gyorgy Grozera – najlepiej punktującym zawodnikiem w szeregach Niemców został Denys Kaliberda z dorobkiem 13 punktów, w zespole Tunezji oczko więcej zdobył Hamza Nagga.

W pierwszym secie nasi zachodni sąsiedzi na pierwszą przerwę techniczną schodzili z prowadzeniem 8:5, potem powiększyli przewagę do czterech punktów i przy stanie 13:9 o pierwszy czas dla swojej drużyny poprosił Fethi Mkaouar. Ta przerwa nie przyniosła żadnego rezultatu, bo kolejne trzy punkty zdobyli podopieczni Vitala Heynena. Niewiele pomógł też drugi czas wzięty przy wyniku 20:12. Niemcy pewnie wygrali premierową partię do 15.

Drugi set to początkowo prowadzenie Tunezji 4:2, jednak podopieczni Vitala Heynena szybko odrobili straty i po bloku Maxa Gunthora i Denysa Kaliberdy na Hamzie Nagga wyszli na prowadzenie 8:6. Podobnie jak w poprzedniej odsłonie meczu, tak i w tej Niemcy stopniowo powiększali dystans punktowy (14:10, 18:11), aż w końcu wyniósł on dziesięć punktów (22:12). Plas Gyorgy Grozera dał Niemcom piłkę setową (24:15), potem wprawdzie Max Gunthor zepsuł zagrywkę, ale serwis w aut posłali też rywale, co oznaczało koniec drugiej partii.



Trzeciego seta siatkarze z Afryki zaczęli od dwupunktowej przewagi (2:0), ale to był jedyny moment w tej partii, kiedy mieli prowadzenie. Potem Niemcy ponowie im odjechali – po ataku Denysa Kaliberdy było 8:6, blok na Elyesim Karamoslim dał kolejny punkt (9:6). Przy stanie 11:7 o czas poprosił trener Tunezyjczyków. Jego podopieczni odrobili częściowo straty, ale na drugą przerwę techniczną Niemcy schodzili z czteropunktowym prowadzeniem. Atak Maxa Gunthora powiększył je do ośmiu punktów (20:12). W tym momencie stało się jasne, że już właściwie nic nie powinno odebrać wygranej podopiecznym trenera Heynena. Mecz zakończył się autowym atakiem Naggi na 25:16. Wygrana bez straty seta z afrykańskim zespołem to kolejny krok naszych zachodnich sąsiadów w stronę awansu do ćwierćfinału turnieju olimpijskiego.

Niemcy – Tunezja 3:0
(25:15, 25:16, 25:16)

Składy zespołów:
Niemcy:
Popp (11), Kaliberda (13), Bohme (10), Grozer (11), Kampa (5), Gunthor (8), Steuerwald (libero)
Tunezja:
Kadhi (10), Nagga (14), Moalla (1), Hfaiedh, Ben Hassine (3), Ben Cheikh, Taouerghi (libero) oraz Karamosly (5), Ben Slimane, Kaabi (1) i Zouari


Z tej porażki możemy wyciągnąć wiele wniosków – trener USA Alan Knipe usiłował znaleźć dobre strony niekorzystnego obrotu sprawy. – W naszej grze jest wiele elementów, które jeszcze możemy poprawić. Trzeba pamiętać, że mimo przegranej mamy jeden punkt i zachowaliśmy fotel lidera.

Przez większą część pierwszego seta prowadzenie dzierżyli zawodnicy Sbornej. Dzięki dobrej postawie w polu zagrywki do drugiej przerwy technicznej utrzymywali pięciopunktową przewagę (16:11). Po drugiej stronie siatki w ataku pokazał się Matthew Anderson, co pozwoliło ekipie USA zbliżyć się do przeciwników na trzy oczka (13:16). W odpowiedzi udanie zaatakował Maxim Michajłow, a punktową zagrywkę na swym koncie zapisał Siergiej Tietiuchin (18:13). Amerykanie wciąż odrabiali straty, wspomagani przez popełniających błędy rosyjskich siatkarzy. Po serii trzech pomyłek rywali, zawodnicy Knipe’a osiągnęli cel: na tablicy wyników zagościł remis (20:20). Po bardzo zaciętej walce na przewagi zwycięstwo USA efektownie przypieczętował Anderson (29:27).

Mimo korzystnego wyniku Knipe nie był w pełni zadowolony z postawy swoich podopiecznych. – W pierwszej partii nie zagraliśmy najlepiej, w wielu elementach prezentowaliśmy niski poziom, psuliśmy wiele zagrywek. Dostaliśmy szansę zwycięstwa w tej partii i na szczęście ją wykorzystaliśmy. Za to w drugim akcie było już lepiej. – Sądzę, że drugi set był najlepszy w naszym wykonaniu. Serwowaliśmy świetnie, dobrze przyjmowaliśmy. W trzeciej części mieliśmy ogromną szansę na ostateczne zwycięstwo, nie wykorzystaliśmy wielu okazji i zemściło się to – podkreśla.

Faktycznie, w drugiej partii wciąż aktualni mistrzowie olimpijscy grali jak z nut. Od początku sprawiali wiele kłopotów rywalowi swą zagrywką, a udana praca bloku pomogła im wypracować trzypunktową przewagę (8:5). Rosjanie nie zamierzali się poddawać, jednak wciąż nie mogli ustabilizować swej gry, a punkty zdobywali seriami. Trzy punkty z rzędu dały im wyrównanie 12:12. To były jednak ostatnie chwile słabości Amerykanów, którzy ponownie pokazali świetną formę w polu zagrywki. W ataku pierwsze skrzypce grało trio Anderson-Priddy-Lee. Zdenerwowani Rosjanie popełnili mnóstwo niepotrzebnych błędów. W rezultacie ekipa z Ameryki Płn. rozstrzygnęła seta na swą korzyść 25:19.

Jednym z najbardziej istotnych elementów taktyki w trzecim secie, która przyniosła zwycięstwo, były zmiany w składzie, takie jak np. zmiana rozgrywającego [za Siergieja Grankina wszedł Alexander Butko – przyp. red.] – stwierdził najskuteczniejszy w zespole rosyjskim Maxim Michajłow. W trzeciej partii Władimir Alekno postawił wszystko na jedną kartę – w szóstce pojawiło się trzech nowych zawodników. W ostatecznym rozrachunku zmiany okazały się strzałem w dziesiątkę i pociągnęły za sobą lepszą grę, szczególnie w ataku i bloku. Niemal przez całą partię prowadzenie pozostawało w rękach siatkarzy USA, którzy wciąż świetnie spisywali się w zagrywce. Po ataku Andersona i asie serwisowym Priddy’ego (22:19) wydawało się, że zwycięskie rozstrzygnięcie przyjdzie łatwo. Rosjanie ruszyli do odrabiania strat i po skutecznej akcji w bloku doprowadzili do remisu 22:22. Bohaterem końcówki okazał się Siergiej Tietiuchin, który, serwując asa, zapewnił zwycięstwo swemu zespołowi, a jak się później okazało, jednocześnie pomógł mu odbudować grę.

w czwartej partii na parkiecie pojawiła się zupełnie inna drużyna rosyjska. Już od początku zaczęła „cisnąć” rywali zagrywką, co szybko przyniosło osiem punktów przewagi (12:4). Drużyna USA czym prędzej przebudziła się z zastoju i dzięki atakom Claytona Stanleya zniwelowała straty do pięciu oczek (7:12). Przy serwisie Lee Amerykanie zdobyli cztery punkty z rzędu i zbliżyli się do przeciwników na dwa punkty (11:13). W odpowiedzi Rosjanie znów pokazali dobrą dyspozycję w polu zagrywki. Amerykański zespół ponownie zaczął borykać się z problemami w ataku i obronie, a na siatce bezwzględnie musiał uznać wyższość rywali. Sbrona z akcji na akcję grała coraz lepiej, a swą dominację potwierdziła w zwycięstwie 25:16.

Tie-break miał taki sam scenariusz co czwarty set: duża przewaga zwycięzców ostatniego Pucharu Świata i bezskuteczne wysiłki Amerykanów. W ataku błyszczeli Michajłow wraz z Tietiuchinem. Amerykański zespół nie był w stanie przebić się przez rosyjski blok, a Rosjanie spokojnie zmierzali ku ostatecznemu zwycięstwu (15:8).

Rosja – USA 3:2
(27:29, 19:25, 26:24, 25:16, 15:8)

Składy zespołów:
Rosja: Apalikow (1), Chtiej (4), Tietiuchin (21), Butko, Michałjow (27), Wołkow (16), Obmoczej (libero) oraz Muserski (6), Bierieżko (1), Sokołow, Grankin (2) i Ilinych (10)
USA: Anderson (18), Lee (12), Suxho, Priddy (11), Holmes (5), Stanley (14), Lambourne (libero) oraz Rooney (7), Lotman, Smith i McKienzie (3)


Dość niespodziewanie aż pięciu setów potrzebowali Brazylijczycy, by pokonać walczącą o awans do ćwierćfinałów Serbię. Już w pierwszym secie Serbowie postawili rywalom trudne warunki i przy zagrywkach Sasy Starovica odskoczyli rywalom (12:9), by po błędzie zagrywki Dante schodzić na drugą przerwę techniczną z czteropunktowym prowadzeniem. Po powrocie na boisko trwała dalsza wymiana ciosów. Po stronie Brazylijczyków skutecznymi atakami popisywali się Vissotto oraz Lucas, natomiast Serbowie odpowiadali zbiciami Sasy Starovica, Marko Podrascanina i Dragana Stankovica. W końcówce trwała walka punkt za punkt, dzięki czemu Serbowie wykorzystali bezpieczną przewagę, wygrywając 25:22.

W drugiej odsłonie mistrzowie Europy dotrzymywali kroku Brazylijczykom jedynie do pierwszej przerwy technicznej (8:6 dla Brazylii). Później w polu serwisowym pojawił się Murilo, a z przyjęciem jego zagrywek ogromne problemy mieli serbscy przyjmujący, dzięki czemu Canarinhos prowadzili już 13:7. Dalsza część seta była jedynie dokończeniem dzieła. Brazylijczycy brylowali w ataku, kończąc niemal wszystkie piłki, natomiast Serbowie popełniali proste błędy (problemy z przyjęciem zagrywki) i nie potrafili skonstruować skutecznej akcji. W efekcie Brazylijczycy, po ataku Vissotto, cieszyć mogli się z wygranej 25:15.

Wysoka porażka zmobilizowała Serbów do dobrej gry i aż do stanu 12:12 prowadzili oni wyrównaną walkę. Podobnie jak w poprzedniej partii, także i w tym secie to Brazylijczycy zaczęli „odjeżdżać” rywalom i na drugą przerwę, po ataku Murilo, drużyny schodziły przy czteropunktowym prowadzeniu Brazylii. Po powrocie na boisko to mistrzowie Europy w czterech kolejnych akcjach triumfowali, doprowadzając do wyrównania (16:16). Chwilę później udanym blokiem, a następnie atakiem popisał się Podrascanin (23:19), a gdy to samo zrobił Nikola Kovacevic, Serbowie mieli pierwszą piłkę setową, którą wykorzystali, gdy Dante posłał piłkę w aut (25:20).

Brazylijczycy nie zamierzali jednak odpuścić meczu i czwartą odsłonę rozpoczęli z wysokiego C, prowadząc po zagrywkach dos Santosa 4:0. W dalszej części seta trwała walka punkt za punkt, ale dzięki temu to Canarinhos byli bliżej zwycięstwa. W ich szeregach znakomicie spisywał się dos Santos, wspierany przez Wallace’a. Gra Serbów opierała się natomiast głównie na Atanasijevicu, po ataku którego Plavi doprowadzili do wyrównania 19:19. Rywale szybko jednak odbudowali swoją przewagę i po ataku Wallace’a cieszyli się z wygranej 25:22.

Ostatnia odsłona w tym meczu rozpoczęła się lepiej dla Brazylijczyków (4:1 po błędzie w ataku Starovica), którzy wykorzystali błędy rywali oraz dobrą dyspozycję w ataku Wallace’a oraz dos Santosa. Mistrzowie świata pewnie zmierzali do końca partii, wygrywając ją 15:9 po dwóch kolejnych błędach rywali.

Brazylia – Serbia 3:2
(22:25, 25:15, 20:25, 25:22, 15:9)

Składy drużyn:
Brazylia: Bruno, dos Santos, Vissotto, Murilo, Lucas, Dante, Sergio (libero) oraz Wallece, Rodrigo i Ricardo
Serbia: N. Kovacević, U. Kovacević, Petković, Stanković, Starović, Podrascanin, Rosić (libero) oraz Janić, Matić, Rasić i Atanasijević

Zobacz również:
Wyniki 4. kolejki oraz tabela gr. B turnieju olimpijskiego mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał: , ,

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-08-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved