Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > IO K, gr. B: Pewne zwycięstwa Chinek i USA, brazylijski tie-break

IO K, gr. B: Pewne zwycięstwa Chinek i USA, brazylijski tie-break

fot. archiwum

W meczach grupy B bez większych problemów swoje pierwsze mecze wygrały ekipy Stanów Zjednoczonych i Chin. Znacznie więcej problemów z odniesieniem zwycięstwa miały Brazylijki, które pokonały Turcję dopiero po tie-breaku.

W meczu pomiędzy gospodyniami, a zarazem brązowymi medalistkami poprzednich igrzysk olimpijskich z jednej strony a  mistrzyniami Europy z drugiej emocji było jak na lekarstwo, a sety rozstrzygały się z dużą przewagą jednej, bądź drugiej drużyny. Premierowa partia nie zapowiadała jednak, że Serbki zejdą z parkietu pokonane. Podopieczne Zorana Terzica bardzo dobrze rozpoczęły mecz i szybko osiągnęły przewagę, którą utrzymały do końca, wygrywając 25:16. Od drugiej odsłony meczu zupełnie inną siatkówkę zaczęły prezentować Azjatki. Tym razem to reprezentantki Chin nadawały ton w grze. Dobra gra w bloku i ataku pozwoliła im pewnie wygrać drugą partię 25:18. O kolejnych dwóch setach, z punktu widzenia reprezentacji Serbii, można powiedzieć tylko, że odbyły się. Aktualne mistrzynie Europy całkowicie oddały pole gry, co skrupulatnie wykorzystały przeciwniczki. Wygrane sety do 13 i 12 najlepiej świadczą o tym, jak wysoką przewagę na parkiecie osiągnęły siatkarki zza chińskiego muru.

Zwyciężczynie spotkania okazały się od rywalek lepsze we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła. Największą przewagę Chinki osiągnęły w ataku. Azjatki zdobyły w tym elemencie 54 punkty, notując skuteczność zagrań na poziomie 45,76%. Serbki natomiast atakowały na poziomie 33,88% zdobywając przy tym 41 punktów.

W zagrywce siatkarki zza chińskiego muru zdobyły 7 punktów, a same dwukrotnie nie były w stanie przyjąć serwisu przeciwniczek. W bloku obydwa zespoły spisały się podobnie, ale również i w tym elemencie wyższość wykazały podopieczne Yu Juemina (11:9).



W czterosetowym pojedynku drużyny popełniły nie wiele błędów, chodź należy podkreślić, że sety były jednostronne i nie rozgrywano w nich wielu akcji. Mistrzynie Europy pomyliły się 19 razy, a same otrzymały w prezencie 16 „oczek".

Patrząc na indywidualne popisy zawodniczek, warto wyróżnić dwie reprezentantki Chin. Najlepiej w meczu serwowała Ruoqi Hui (3 pkt). Ta sama siatkarka była nie do zatrzymania w ataku (11 pkt). Aż siedem razy udanie w bloku zatrzymała rywalki Yunli Xu.

Chiny – Serbia 3:1
(16:25, 25:18, 25:13, 25:12)

Składy zespołów:
Chiny: Wang (11), Hui (14), Wei (5), Yang (11), Ma (1), Zhang Lei (10), Zhang Xian (libero) oraz Chu (2), Xu (17) i Zeng (1)
Serbia: Djerisilo (6), Mihajlovic (9), Ognjenovic (1), Veljkovic (10), Rasic (14), Starovic (7), Cebic (libero) oraz Brakocevic (3), Zivkovic, Krsmanovic (2), Vesovic i Blagojevic


Po spotkaniu reprezentacji Chin i Serbii, do zmagań siatkarek w grupie B przystąpiły zawodniczki z USA i Korei Południowej. Przed pojedynkiem nie trudno było wskazać zdecydowane faworytki meczu. Podopieczne Hugh McCutcheona po wygraniu tegorocznej edycji World Grand Prix po raz trzeci z rzędu, stały się głównymi pretendentkami do olimpijskiego złota. Koreankom zapewne trudno będzie stanąć na podium w Londynie, ale podstawowym celem tej reprezentacji jest wyjście z grupy.

Pierwszy set potwierdził dominację siatkarek z Ameryki Północnej. Co prawda początek partii, do pierwszej przerwy technicznej był wyrównany, jednakże przy stanie 9:9, w polu serwisowym pojawiła się Christa Harmotto. Przy jej zagrywce zespół USA zbudował dość bezpieczne prowadzenie (15:9). Sześciopunktowa przewaga okazała się wystarczająca do wygrania premierowej partii. Amerykanki, wykorzystując wysoką skuteczność Logan Tom, triumfowały w pierwszej odsłonie meczu 25:19.

Druga partia to jeszcze większą dominacja tegorocznych triumfatorek World Grand Prix. Siatkarki ze Stanów Zjednoczonych po ataku Jordan Larson prowadziły trzema punktami (7:4). Kilka „oczek" w zapasie pozwalało Amerykankom kontrolować to, co dzieje się na boisku. Azjatki stać było na pojedyncze udane akcje, ale nie były one w stanie odmienić losów drugiej partii. Ich przeciwniczki pewnie utrzymały wysokie prowadzenie do końca seta, który zakończył się skutecznym blokiem Tayyiby Haneef-Park (25:17).

Przed rozpoczęciem trzeciej odsłony meczu niewiele było faktów świadczących o tym, że spotkanie nie zakończy się wynikiem 3:0 dla drużyny USA. Pierwsze piłki trzeciej partii tylko potwierdziły te przypuszczenia. Podopieczne Hugh McCutcheona po skutecznym bloku Foluke Akinradewo prowadziły 6:2. Taką też przewagę udało się im utrzymać do pierwszej przerwy technicznej. Jak się później okazało, były to "miłe złego początki". Skuteczny serwis Lee Sook-Ja pozwolił Koreankom wyrównać (10:10). Kilka punktów zdobytych w jednym ustawieniu zdecydowanie podniosło morale azjatyckiego zespołu, który punkt po punkcie zaczął „odjeżdżać" rywalkom (16:14, 20:17). Srebrne medalistki IO w Pekinie nie były w stanie odrobić strat, co oznaczało porażkę w trzecim secie 20:25.

"Czy to tylko chwilowy zryw Koreanek, czy być może początek końca faworytek?" Takie pytania mogli zadawać sobie kibice obu drużyn przed początkiem czwartej partii. Ostatecznie słuszna okazała się pierwsza teza. Siatkarki ze Stanów Zjednoczonych, podrażnione porażką w poprzedniej odsłonie meczu, szybko wypracowały kilkupunktowe prowadzenie. Po ataku Logan Tom wynosiło ono cztery „oczka" (8:4). Koreanki nie poddawały się i zmniejszyły stratę tylko do jednego punktu (12:13). Jednak tym razem czwarta drużyna mistrzostw świata 2010 nie pozwoliła sobie na całkowite roztrwonienie przewagi. Amerykanki po drugiej przerwie technicznej „wrzuciły" wyższy bieg i szybko odbudowały wysoką przewagę (23:17). Azjatki w końcówce odrobiły kilka punktów, ale ostatecznie musiał uznać wyższość przeciwniczek w czwartej partii (21:25), jak i całym pojedynku 1:3.

USA – Korea Płd. 3:1
(25:19, 25:17, 20:25, 25:21)

Składy zespołów:
USA: Berg (1), Larson (16), Harmotto (10), Tom (9), Akinradewo (15), Hooker (21), Davis (libero) oraz Haneef-Park (3), Miyashiro i Thompson
Korea Płd.: Kim Sa-Nee, Han Song-Yi (12), Jung (5), Hwang (12), Yang (1), Kim Hee-Jin (2), Kim Hae-Ran (libero) oraz Lim, Han Yoo-Mi i Lee


Pierwszy set od początku układał się po myśli podopiecznych Ze Roberto. Na pierwszej przerwie technicznej, po nieudanym ataku Neslihan Darnel, Brazylijki prowadziły trzema punktami (8:5). Siatkarki z Europy miały spore problemy z przyjęciem zagrywki. Serwisu nie były w stanie przyjąć m. in. Bahar Toksoy i Neriman Özsoy (16:10). Taką sytuacją wykorzystały przeciwniczki, które skrupulatnie punkt po punkcie dążyły do wygrania pierwszej odsłony meczu (23:16). Drużyna znad Bosforu, nie była już w stanie odpowiedzieć na skuteczną grę rywalek, a co za tym idzie w inauguracyjnym secie musiała uznać ich wyższość (18:25).

Druga partia to już całkowicie inny obraz gry, jaki prezentowały obydwa zespoły na parkiecie. Od pierwszych piłek trwała zacięta walka, a wynik oscylował wokół remisu (4:4). Skuteczny blok Neriman Özsoy wyprowadził Turczynki na jednopunktowe prowadzenie (6:5), ale podobne zagranie w tym elemencie w wykonaniu Fernandy Ferreiry pozwoliło Brazylijkom odzyskać minimalny zapas (8:7). Gdy w pomarańczowe pole udanie zaatakowały Sheilla Castro i Fabiana Claudino przewaga popularnych „Kanarkowych" wzrosła do trzech „oczek" (14:11). Przeciwniczki nie zamierzały się poddawać. Dość szybko zredukowały stratę do rywalek, a na drugiej przerwie technicznej prowadziły już 16:15. W kolejnym fragmencie seta gra toczyła się systemem punkt za punkt. W decydującym momencie partii, Turczynki miały jednak w swoim składzie Neriman Özsoy. Była przyjmująca Atomu Trefla Sopot przy stanie 23:23, popisała się skutecznym atakiem, a po chwili udanie zablokowała rywalki (25:23).

Po pierwszych akcjach trzeciej odsłony meczu, można było odnieść wrażenie, że porażka w poprzednim secie podziała na Brazylijki jak przysłowiowa płachta na byka. Obrończynie olimpijskiego tytułu bardzo szybko zbudowały trzypunktowe prowadzenie (4:1). Podopieczne Ze Robert powtarzały jednak błędy z wcześniejszych fragmentów spotkania, kiedy w mgnieniu oka trwoniły wypracowaną przewagę. Nie inaczej było tym razem. Na przerwie technicznej to Turczynki… prowadziły 8:6. Po krótkim odpoczynku siatkarki z Ameryki Południowej bardzo dobrze spisywały się w bloku. To właśnie udane „czapy" m. in. Fernandy Rodrigues pozwoliły Brazylijkom ponownie wyjść na prowadzenie (13:11). Był to punkt zwrotny trzeciej partii. Tym razem Sheilla Castro i jej koleżanki nie pozwoliły już przeciwniczkom złapać właściwego rytmu gry. Mając kilka „oczek" w zapasie Canarinhes kontrolowały wydarzenia na boisku i po punktowej zagrywce Thaisy Menezes objęły prowadzenie w całym spotkaniu 2:1.

Turczynki, mimo później pory, nie chciały szybko kończyć spotkania i zacięcie walczyły o doprowadzenie do tie-breaka. Początek czwartego seta nie wróżył jednak podopiecznym Marco Aurelio Motty pozytywnego scenariusza. Brazylijki kontynuowały dobrą grę z końcówki poprzedniej partii i do pierwszej przerwy poświęconej na kosmetykę parkietu zbudowały czteropunktowe prowadzenie (8:4). Można pokusić się o stwierdzenie, że drużyna Ze Roberto funkcjonowała tak dobrze jak szwajcarski zegarek. Taki obrót spraw trwał do stanu 19:11. Wówczas w dobrze funkcjonującym mechanizmie pojawiły się rysy, które z czasem doprowadziły do całkowitej awarii. Sygnał do odrabiania strat dały Turczynkom Neriman Özsoy i Polen Uslupehlivan. Obydwie siatkarki swoją zagrywką wprowadziły sporo zamieszania po drugiej stronie siatki. Brazylijki zatraciły skuteczność w ataku i bardzo szybko ich miażdżąca przewaga zaczęła topnieć (14:19, 16:20, 19:21). Kolejny punktowy blok Özsoy pozwolił drużynie z Europy wyrównać stan seta (22:22). W zaciętej końcówce więcej spokoju i opanowania zachowały Turczynki, które wygrały partię 27:25.

Wiele zespołów po tak przegranym secie, kiedy triumf w całym spotkaniu miało się na wyciągnięcie ręki, zapewne nie byłoby już w stanie powrócić w dobrym stylu do rywalizacji. Ta reguła nie dotyczy jednak Brazylijek. Mistrzynie olimpijskie z Pekinu puściły w niepamięć wydarzenia z ostatnich chwil i znów rozpoczęły budowanie przewagi (5:2). Nieudane zbicie Polen Uslupehlivan sprawiło, że przy zmianie stron dwa „oczka" więcej posiadały reprezentantki Brazylii (8:6). Widząc powiększającą się przewagę rywalek, przy stanie 7:11, o czas poprosił Marco Aurelio Motta. Słowa szkoleniowca częściowo przyniosły skutek, gdyż jego podopieczne odrobiły dwa punkty (9:11). Brazylijki nie dopuściły jednak do powtórki z wcześniejszych fragmentów meczu i nie roztrwoniły przewagi. Atak Sheilli Castro dał obrończyniom tytułu piłkę meczową (14:11), a nieudana zagrywka Edy Erdem zakończyła tie-breaka i cały mecz na korzyść zespołu z Brazylii (15:12).

Brazylia – Turcja 3:2
(25:18, 23:25, 25:19, 25:27, 15:12)

Składy zespołów:
Brazylia: Claudino (10), Pequeno (9), Menzes (12), Carvalho (13), Ferreira (4), Castro (9), Oliveira (libero) oraz Lins, Caixeta (2), Pereira.
Turcja: Tokosoy (6), Sonsirma (15), Aydemir (5), Ozsoy (15), Erdem (8), Darnel (18), Kaylar (libero) oraz Guresen, Gumus (7), Kirdar Cemberci (7) i Uslupehlivan (5).

Zobacz również:
Igrzyska olimpijskie – wyniki 1. kolejki oraz tabela grupy B kobiet

źródło: FIVB, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-07-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved