Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > R. Stojczew: Federacja, która szkodzi drużynie, nie powinna istnieć

R. Stojczew: Federacja, która szkodzi drużynie, nie powinna istnieć

fot. archiwum

Po wielu perypetiach, jakie miały miejsce w bułgarskiej siatkówce, głos zabrał sam Radostin Stojczew, który wyjawił szczegóły swojego kontraktu oraz całego konfliktu. Mówił też o tym, co należy zmienić w bułgarskiej siatkówce, by wznieść ją na szczyt.

Jakie było twoje marzenie, gdy jeszcze byłeś zawodnikiem?

Radostin Stojczew: – Prowokacyjne pytanie: zwyciężyć igrzyska olimpijskie.

A jakie były twoje wyniki jako zawodnika?



– Wygrałem puchar i mistrzostwo Bułgarii oraz mistrzostwo Austrii. Grałem też w reprezentacji Bułgarii i zająłem z nią czwarte miejsce na mistrzostwach Europy. Nie są to jednak wielkie osiągnięcia.

Teraz jesteś trenerem. Jakie są twoje marzenia w tym momencie?

– Kolejne prowokacyjne pytanie. Moim marzeniem był udział w igrzyskach olimpijskich. Jeśli chodzi o klub, to Itas jest zespołem prezentującym bardzo wysoki poziom, dlatego też osiągnąłem z nim wszystko co chciałem, wszystko co było możliwe, między innymi mistrzostwo Włoch, klubowe mistrzostwo Europy czy świata. Z tej też przyczyny na chwilę obecną moją największą ambicją był udział w igrzyskach w Londynie wraz z bułgarską reprezentacją. To był mój największy cel.

Co pomyślałeś, kiedy w 2010 roku zwolniono Silvano Prandiego i zaproponowano ci rolę pierwszego trenera reprezentacji?

– Powiedziałem, że według mnie Silvano Prandi powinien zostać, ponieważ przez te dwa laty wykonał świetną pracę z drużyną, wprowadził ją na właściwe tory i zdobył z nią brąz na mistrzostwach Europy. Nie widziałem sensu zmiany.

Jaki cel był przed tobą postawiony?

– Celem była kwalifikacja olimpijska. Ja ponadto chciałem przyczynić się do rozwoju bułgarskiej siatkówki, dlatego też w umowie zawarto wzmiankę dotyczącą szkolenia młodzieży oraz rozwoju trenerów poprzez organizację kursów szkoleniowych. Chcieliśmy też pomóc statystykom oraz trenerom od przygotowania fizycznego w podniesieniu swoich kwalifikacji. Niestety, nie było szans na zrealizowanie tych założeń ze względu na skomplikowane przepisy, na podstawie których funkcjonują kluby, a także z powodu długoterminowych umów, które zawierane są z młodymi graczami. Wszystkie te rzeczy znacznie utrudniają rozwój bułgarskiej siatkówki.

Co można zatem było zrobić?

– Odpowiednio przygotować drużynę. Nikt nie miał ingerować w moją pracę, czyli zupełnie inaczej, niż działo się to wcześniej. Nie stało się tak, mimo iż nie było to czymś niemożliwym. Ostatecznie wszystko sprowadziło się do kwestii organizacyjnych.

Jakie było wynagrodzenie za twoją pracę?

– 120 tysięcy euro za trzy lata pracy do podziału dla mnie, Camillo Placi i Ezio Bramarda. Moje wynagrodzenie nie było ściśle określone, ale warunki mojej umowy były identyczne jak tej, którą federacja zawarła z Prandim.

Federacji nie podobało się to, iż miał pan o wiele liczniejszy sztab współpracowników niż choćby Władimir Alekno.

– W skład mojego sztabu, podobnie jak to jest i w innych reprezentacjach, wchodził drugi trener, trener od przygotowania fizycznego, dwóch masażystów, lekarz i dwóch scoutów oraz oczywiście menedżer drużyny. Dodatkowo jednym z moich postulatów było utworzenie kadry B. Prośba ta nie została niestety zrealizowana, mimo iż było to niezwykle ważne i uzasadnione. Z tej też przyczyny powołałem grupę około trzydziestu zawodników, co oznaczało podział na cztery sekcje treningowe i cztery treningi dziennie. Było ciężko, lecz wszyscy dawali z siebie wszystko, gdyż wiedzieli, że robią to dla zespołu i dla rozwoju bułgarskiej siatkówki.

W Bułgarii mówiono jednak, że twoja praca nie powiodła się w żadnym elemencie.

– To oczywiste, że mogliśmy zająć lepsze miejsce na mistrzostwach Europy, gdybyśmy pokonali Rosję. Przegrywanie nie leży w mojej naturze, nie pasuje do mojej filozofii gry, dlatego mówiłem zawodnikom, by walczyli, robili wszystko, co w ich mocy, by zwyciężyć. To byli ci sami zawodnicy, którzy przez wiele miesięcy pracowali na to, by pokazać się z jak najlepszej strony. Niestety, przegraliśmy z Rosją. Również rozgrywki Ligi Światowej zakończyliśmy na 5. miejscu. Nie był to wynik bardzo dobry, ale nie był też zły, choć mogliśmy znaleźć się w finałowej czwórce. Wielu zawodników było jednak kontuzjowanych, nie w pełni zdrowych. W tym roku zaś, podczas kontynentalnego turnieju kwalifikacyjnego, graliśmy bez podstawowego rozgrywającego, Andreja Żekowa, kilku innych graczy borykało się też z drobnymi urazami. Nie sądzę, by Bułgarzy byli słabsi od Niemców, z którymi przegraliśmy, lecz w obliczu tych warunków właściwie nie było to wielkim zaskoczeniem. Oczywiście, postawiłem przed sobą o wiele wyższe cele, nie udało się ich zrealizować, ale nie można powiedzieć, iż nasza praca poszła na marne.

A czy to prawda, że już w zeszłym roku chciałeś zrezygnować z pracy w kadrze?

– Tak, w listopadzie złożyłem pisemną rezygnację, gdyż słyszałem wiele negatywnych opinii na temat nie tylko mojej pracy, ale też moich współpracowników. W takiej sytuacji uznałem, że podanie się do dymisji będzie najlepszym posunięciem. Przekonano mnie jednak, że nie powinienem tego robić i że dla dobra zespołu powinienem pozostać na stanowisku szkoleniowca.

W tym roku po turnieju kontynentalnym w Sofii zrezygnowałeś z trenowania kadry, lecz szybko powróciłeś do drużyny, jednak warunkiem twojego pozostania była dymisja Lazarowa i pozostałych członków federacji. Czemu podjąłeś taką decyzję?

– Powróciłem, gdyż czułem presję społeczeństwa i samych zawodników, którzy chcieli, bym wciąż ich trenował. Wtedy też spotkałem się z premierem Bojko Borisowem, który dał mi do zrozumienia jak ważna dla Bułgarii jest olimpijska kwalifikacja. Wtedy nie było czasu na zmianę trenera. Premier uważał, iż każdy tego typu ruch byłby zbyt ryzykowny, nie wszyscy gracze mogliby też zaakceptować nowego szkoleniowca. Zgodziłem się zatem zostać z zastrzeżeniem, że jeśli Lazarow i reszta zarządu nie zrezygnują, to ja definitywnie odchodzę z reprezentacji. Co też stało się po wywalczeniu kwalifikacji w turnieju interkontynentalnym.

Ale teraz znów nie było czasu ze względu na Final Six Ligi Światowej.

– Dla mnie to po prostu kwestia zasad. Nie chciałem też ponosić odpowiedzialności za brak kwalifikacji na igrzyska, gdyby po moim odejściu zespół jej nie wywalczył. Awans był dla mnie niezwykle istotny. Nie zawsze może dojść do kompromisu, zwłaszcza w tej sytuacji, gdyż zmiany są konieczne. Federacja działa przeciwko drużynie, przeciwko trenerowi, szkodzi siatkówce bułgarskiej, dopuszczając się sabotażu.

Co powiedziałeś zarządowi federacji podczas zgromadzenia ogólnego?

– Powiedziałem, że nie mam zamiaru się kłócić, ale wyjaśnić motywy mojej dymisji. Powiedziałem też, co myślę o tym, jak wygląda siatkówka w Bułgarii i o wszystkich członkach federacji. Wskazałem też na to, co jest jeszcze do zrobienia. Matej był jednak o wiele bardziej stanowczy ode mnie, powiedział, iż póki ci ludzie będą zarządzać bułgarską siatkówką, to on do kadry nie wróci. Niektórzy próbowali go przekonać do zmiany decyzji, mówiąc, iż dopuści się w ten sposób zdrady stanu. Są to jednak słowa bez znaczenia, gdyż ludzie nie wiedzą, co dokładnie działo się wewnątrz, nie znają sytuacji od środka. Federacja, która działa przeciw drużynie, nie powinna dłużej istnieć.

Co zatem można zrobić, by odmienić bułgarską siatkówkę?

– W mojej opinii nie jest to wcale trudne zadanie. Mamy ogromne wsparcie rządu, ludzie kochają siatkówkę, wciąż pojawiają się nowi zawodnicy, którzy chcą się rozwijać. Potrzebne są jednak do tego odpowiednie warunki, których federacja nie potrafiła zapewnić, mimo iż walczyłem o to przez półtora roku.

Teraz, kiedy nie jesteś już trenerem, w jaki sposób możesz pomóc bułgarskiej siatkówce?

– Najważniejsze to określić jasne zasady pracy. Nie może być tak, że raz wybrany zarząd pełni bezterminową kadencję. Ważne jest to, by w federacji znaleźli się ludzie, którzy są kreatywni, którzy wiedzą, jak siatkówkę wznieść na wyższy poziom i potrafią zarządzać pieniędzmi. Federacja powinna być prowadzona jak firma, bez konfliktu interesów, musi się liczyć tylko dobro drużyny i rozwój. Gdy byłem szkoleniowcem, do moich „pozatrenerskich” obowiązków należało też pozyskiwanie sponsorów. Mogłem tylko prosić potencjalnych sponsorów, lecz starałem się znaleźć właściwe rozwiązanie.

Jak ocenisz decyzję Mateja Kazijskiego o zrezygnowaniu z gry w reprezentacji?

– Jest mi przykro z tego powodu, gdyż Matej był bez wątpienia bardzo ważną częścią drużyny. To jednak dorosły człowiek, który sam odpowiada za swoje wybory. Ta decyzja wpłynęła jednakże nie tylko na jego przyszłość, ale też na przyszłość kadry. To ze względu na Mateja nie wybrano Stojewa na trenera, a Najdena Najdenowa.

źródło: gazzetta.it, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-06-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved