Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. C: Niespodzianka w Lyonie, turniej dla Amerykanów

LŚ, gr. C: Niespodzianka w Lyonie, turniej dla Amerykanów

fot. archiwum

W ostatnim dniu drugiego turnieju gr. C Ligi Światowej grający w rezerwowym składzie Włosi ulegli Korei Południowej 2:3. Te eksperymenty mogą kosztować Włochów miejsce w Final Six. Turniej wygrali Amerykanie, którzy dziś pokonali 3:1 Francuzów.

Pozbawiona swoich największych gwiazd reprezentacja Włoch drugiego weekendu Ligi Światowej z pewnością nie zaliczy do udanych. Przegrana w tie-breaku z Koreańczykami to ich trzecia porażka z rzędu. – To nie był nasz najlepszy dzień – całą sytuację raczej delikatnie skomentował włoski kapitan Simone Buti. W pierwszych dwóch setach zaprezentowaliśmy się nieźle, nie wiem, co się stało w kolejnych partiach spotkania. Możliwe, że problem tkwi w naszej psychice.

W pierwszej części inauguracyjnego seta świetnie w polu zagrywki i ataku zaprezentował się Jiri Kovar, co wydatnie pomogło ekipie „Azzurri” wypracować kilkupunktową przewagę (6:2, 9:2). Koreańczycy szybko jednak otrząsnęli się z zastoju, co więcej, odpowiedzieli tą samą bronią. W krótkim czasie przyniosło im to remis (11:11). Po kilku akcjach walki punkt za punkt włoscy siatkarze poprawili grę na siatce, w ataku zaś błyszczeć począł Gabriele Maruotti. W większej części za jego sprawą zawodnicy z Półwyspu Apenińskiego spokojnie „dowieźli” zwycięstwo do końca (25:22). W drugiej odsłonie koreański szkoleniowiec, nie czekając na dalszy rozwój wypadków, postanowił zmienić rozgrywającego i na parkiecie pojawił się Sun-Soo Han. Posunięcie to okazało się strzałem w dziesiątkę – koreański zespół utrzymywał się na prowadzeniu (8:6, 14:12). Pomyłki azjatyckich siatkarzy w ataku pozwoliły Włochom uzyskać wyrównanie (14:14). Zespół koreański po raz drugi „przebudził się” dopiero w końcówce (22:24, 23:24), jednak wówczas na wysokości zadania stanął Francesco De Marchi, który przechylił szalę zwycięstwa na stronę włoską (26:24). Przez większość trzeciego aktu prowadzenie wędrowało z rąk do rąk. Po drugiej przerwie technicznej włoska drużyna, popełniając serię błędów w ataku, „podarowała” rywalom trzypunktową przewagę (18:15). Koreańczycy poprawili grę w bloku, niezmiennie dobrze spisywali się w obronie i bliscy byli już korzystnego wyniku (24:21). Wówczas w bloku przypomniał o sobie Buti, co zaowocowało remisem (24:24). Jak się okazało, co się odwlecze, to nie uciecze. Azjatyccy siatkarze wykorzystali dwie kontry i kolejna walka na przewagi zakończyła się wygraną Korei Płd. 26:24. – Wiedzieliśmy, że ekipa Korei zawsze gra na dobrym poziomie. Jeśli zagrasz poniżej tego poziomu, nie ma możliwości zwycięstwa. Musimy poprawić wiele elementów w naszej grze. Słowa Paulo Montagnani, trenera reprezentacji Włoch, najlepiej oddają obraz gry jego podopiecznych w czwartej odsłonie. „Azzurri” byli kompletnie bezradni wobec silnych zagrywek przeciwników, którzy kończąc kolejne kontry, spokojnie zwiększali dystans. Zupełnie niewidoczny był Kovar, dotychczasowy lider zespołu. Ekipa z Korei Płd. bez najmniejszych problemów rozbiła Włochów 25:15. W decydującej partii po początkowej wyrównanej walce na prowadzenie wysunęli się siatkarze włoscy (8:6), do czego przyczyniły się błędy w ataku i żółta kartka dla koreańskiej drużyny. Rozdrażniona sytuacją azjatycka drużyna „nacisnęła” zagrywką, co natychmiast przełożyło się na punkty (10:8). W kolejnych akcjach znakomita gra koreańskiego bloku nie pozwoliła już Włochom włączyć się do walki i podopieczni Park Ki-wona zwyciężyli 15:11. – Pokazaliśmy dziś na co stać nasz zespół – skwitował z zadowoleniem Kwon Young-Min, kapitan reprezentacji Korei Płd.

Włochy – Korea Płd. 2:3
(25:22, 26:24, 24:26, 15:25, 11:15)



Składy zespołów:
Włochy: Kovar (6), De Togni (9), Maruotti (16), Buti (8), Baranowicz (2), Sabbi (5), Giovi (libero) oraz Falaschi, Cester, De Marchi (10), Lanza (10) i Rossini (libero)
Korea Płd.: Kwon Young-Min, Lee Sun-Kyu (5), Choi Hong-Suk (6), Kim Jeong-Hwan (23), Ha Kyoung-Min (5), Song Myung-Geun (15), Yeo Oh-Hyun (libero) oraz Han Sun-Soo (3), Park Chul-Woo (3), Lee Kang-Joo (6), Im Dong-Kyu i Choi Min-Ho (6)


Francuzi przystąpili do spotkania bez borykających się z kłopotami zdrowotnymi Kevina Le Rouxa i Pierre’a Pujola. Przez całą pierwszą partię francuski zespół wiódł prym, wspierany przez skuteczne akcje Guillame’a Samiki oraz Mariena Moreau (25:20). – Dzisiejszy mecz rozpoczęliśmy bardzo dobrze, w naszej grze było widać masę energii – podsumował Philippe Blain. Jak się okazało, energii jego zawodnikom wystarczyło tylko na jednego seta. W drugim akcie amerykański zespół przede wszystkim poprawił przyjęcie, co pociągnęło za sobą bardziej spójne akcje. Po początkowej wyrównanej walce, w polu serwisowym znakomity występ dał Clayton Stanley, dzięki któremu ekipa USA oddaliła się na trzy oczka (11:8). Ciężar ataku wziął na swoje barki Sean Rooney. W końcówce Francuzi, popełniając proste błędy, znacznie przyczynili się do zwycięstwa rywali (25:22). Po spotkaniu Philippe Blain bez miary komplementował kapitana reprezentacji USA. – Clayton Stanley rozegrał świetne zawody, wiedział, że ten mecz zadecyduje o tym, kto zajmie fotel lidera w naszej grupie. Zagrał na wysokim poziomie, zyskał już formę na igrzyska olimpijskie. Miał ogromny udział w zwycięstwie amerykańskiej drużyny. Pochwały francuskiego szkoleniowca nie wzięły się z „kapelusza”, bowiem trzecia partia była teatrem jednego aktora. Punktowe zagrywki Stanleya – podobnie jak w poprzednim secie – zapewniły jego zespołowi bezpieczną przewagę (15:8). W końcówce hasło do walki swym kolegom rzucił jeszcze Moreau, dwukrotnie popisując się asem serwisowym, jednak na odwrócenie losów seta było już za późno (25:19). W czwartej odsłonie największą bolączką Francuzów wciąż było mało dokładne przyjęcie. Trio Stanley-Anderson-Rooney niemiłosiernie ostrzeliwało zespół rywali. Francuski zespół nie stanowił żadnego zagrożenia dla znajdujących się „na fali” Amerykanów, którzy bez kłopotów rozstrzygnęli partię na swą korzyść (25:21). Po zakończeniu spotkania mistrzowie olimpijscy nie ukrywali zadowolenia. – Wreszcie złapaliśmy odpowiedni rytm gry – stwierdził z zadowoleniem Clayton Stanley. – Przez te trzy spotkania utrzymywaliśmy równy poziom, a to jest najlepsza rzecz, jakiej moglibyśmy sobie życzyć. Nie tylko Stanley zasłużył na pochwałę, amerykański trener uznał, że słowa uznania należą się również Rooney’owi. – To była dla nas bardzo udany turniej – ocenił John Speraw.Wiele drużyn wykorzystuje tegoroczną rywalizację Ligi Światowej jako pole do popisu dla młodych zawodników. Także my wprowadziliśmy do szóstki Seana Rooneya, co okazało się trafną decyzją. Również nasza ławka rezerwowych stanęła w ten weekend na wysokości zadania.

Francja – USA 1:3
(25:20, 22:25, 19:25, 21:25)

Składy zespołów:
Francja: Trefle (8), Hardy-Dessources (6), Toniutti, Moreau (12), Samica (11), Ngapeth (17), Grebennikov (libero) oraz Rouzier (2), Pujol, Tuia (4) i Tillie
USA: Anderson (15), Rooney (21), Suxho (4), Holmes (8), Stanley (16), Smith (7), Lambourne (libero) oraz Lotman (2), Millar i McKienzie

Zobacz również:
Wyniki 2. turnieju oraz tabela gr. C Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-06-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved