Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Konrad Pakosz: Nikt nie wierzy w to, ile kosztowały nas sukcesy

Konrad Pakosz: Nikt nie wierzy w to, ile kosztowały nas sukcesy

fot. archiwum

Dwa tygodnie po zakończeniu sezonu wokół częstochowskiego AZS-u jest wyjątkowo cicho. - Prawda jest taka, że na rynku transferowym najpierw muszą się najeść najwięksi, czyli najbogatsi - tłumaczy prezes klubu Konrad Pakosz.

Czuje prezes niedosyt po zakończonym niedawno sezonie? To piąte miejsce było tak blisko…

Konrad Pakosz: – Mam. I to nie tylko ja. Prowadziliśmy z Delectą 2:0 i wystarczyło wygrać jeden mecz w Częstochowie… Nie udało się i oczywiście tego żałujemy. Bo byłoby to najlepsze podsumowanie tego udanego dla nas sezonu. Mówiąc o przegranej rywalizacji z Delectą, trzeba wiedzieć jakimi my i nasi rywale dysponowali środkami. Gdy powiedzieliśmy ludziom z Bydgoszczy ile kosztowały nas tegoroczne sukcesy, nikt nam nie wierzył. Nie powiem, że zrobiliśmy coś z niczego, bo to nieprawda, ale innym, nawet jeśli dysponują większymi budżetami, się to nie udaje.

Co w klubie przeważa, satysfakcja ze zdobycia Challenge Cup czy niedosyt związany z tym, że w przyszłym sezonie w europejskich pucharach nie zagracie?



– Zdecydowanie satysfakcja z pucharu. Walczyliśmy o ten sukces wiele lat i udało się dopiero teraz. Jesteśmy drugim polskim klubem, który sięgnął po puchar. Wcześniej zdobywaliśmy mistrzostwa Polski, Puchar Polski, ale w Europie jakoś nam się nie wiodło. Tym bardziej się więc cieszymy.

Jaki macie pomysł, żeby budżet pomnożyć? Bez tego lada moment możecie się znaleźć na ligowym marginesie.

– Trzeba się generalnie zastanowić, jak nasz sport ma funkcjonować. Nie tylko w perspektywie najbliższych miesięcy, ale również lat. Pewne sprawy trzeba przemyśleć i zdać sobie sprawę z tego, na co nas stać, a na co nie. Uważam, że pewna formuła się wyczerpuje i bez odpowiednich decyzji i wsparcia miasta w naszym sporcie będzie się działo coraz gorzej. Nie mówię tylko o pomocy finansowej wprost (policzalna wartość promocji miasta poprzez sport na poziomie ok. 2.500.000 przez ostatnie cztery sezony tylko w rozgrywkach PlusLigi), ale pomocy radnych, parlamentarzystów, lokalnych polityków w znalezieniu inwestorów, nowych współwłaścicieli czy sponsorów choćby na przykład dla naszego klubu. My z roku na rok z trudem budujemy budżet, mamy sponsora tytularnego z branży budowlanej, który współpracuje z nami od lat, ale zdajemy sobie sprawę, że nic nie trwa wiecznie. Tak jak po 23 latach gry w europejskich pucharach nasza passa została w tym roku przerwana, tak o sponsorów też może być trudniej. Firma Selena dała nam do zrozumienia, że wyniki drużyny ją usatysfakcjonowały. Czy za słowami pójdą czyny – tego jeszcze nie wiemy. Umowa ze sponsorem została podpisana na rok i właśnie wygasa. Czy zostanie przedłużona? Czynimy wszystko, by tak się stało.

Z zawodnikami na pewno też, bo w zdecydowanej większości kończą im się kontrakty…

– Prawda jest taka, że na rynku transferowym najpierw muszą się najeść najwięksi, czyli najbogatsi. My wychodzimy z założenia, że nie będziemy się ścigać i spróbujemy na spokojnie zbudować ciekawą drużynę. W ostatnim czasie nam się to udawało, wierzę, że i tym razem się uda. Mamy pewne pomysły i projekty. Wiemy, co można by było zmienić i poprawić, pozyskując takiego czy innego zawodnika, ale nasze plany weryfikują możliwości finansowe. Mówię nie tylko o planach sportowych czy finansowych.

Łukasz Wiśniewski w ZAKSIE, Bartosz Janeczek w Resovii, Fabian Drzyzga też ponoć chce odejść. Ile jest w tym prawdy?

– Nie tylko tym zawodnikom kończą się umowy. Żeby móc zaproponować jakieś konkrety, trzeba wiedzieć na czym się stoi. W najbliższych dniach będziemy nadal rozmawiać na ten temat. Może uda się przekonać właścicieli klubu, by w tym trudnym momencie zaangażowali się, może również finansowo w działalność Spółki. Szukamy także nowych współwłaścicieli klubu, którzy chcieliby i mogliby przedstawić jakieś nowe pomysły na jej funkcjonowanie. Tacy ludzie są. Szkoda tylko, że jak dochodzimy do konkretów, to się ulatniają. Przecież nikt w tym klubie nie jest „przyspawany do swojego stołka”. Jeżeli tylko pojawi się ktoś nowy, z wizją i z wolnymi środkami, to nie będzie problemu, by przejął stery w AZS-ie. Na dzień dzisiejszy jednak nikogo takiego nie widać.

Niebawem Częstochowa będzie miała nową, znacznie większą od Polonii halę. Dziś jednak nie wiadomo ani kto będzie nią zarządzał, ani kto będzie w niej grał. Prezes kilkakrotnie wspominał, że AZS jest zainteresowany współpracą z miastem, ale póki co żadnych konkretów w tej sprawie nie ma.

– Współpracą jesteśmy zainteresowani, a w przetargach na operatora hali nie mogliśmy wystartować ze względów proceduralnych. Po prostu nie mieliśmy 12-miesięcznego doświadczenia w zarządzaniu obiektami sportowymi, które było wymagane. To jest pierwsza bariera. Druga to ciężar obowiązków i odpowiedzialności, jaki musielibyśmy wziąć na klub i ludzi nim zarządzających. Żeby było jasne, my tę odpowiedzialność możemy wziąć, ale wszystko musi być zrobione na rozsądnych zasadach. Po prostu musimy usiąść i podyskutować jak to zrobić, żeby było dobrze dla miasta i dla klubu. Czy dojdzie do takich negocjacji i jakie będą ich efekty, trudno mi w tej chwili powiedzieć.

*Z Konradem Pakoszem rozmawiał Tadeusz Iwanicki (Gazeta Wyborcza)
**Więcej w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-05-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved