Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Koniec tureckiego mitu polskich sukcesów…

Koniec tureckiego mitu polskich sukcesów…

fot. archiwum

Suma szczęścia i nieszczęścia zawsze równa się zeru - o tym powiedzeniu boleśnie przekonały się polskie siatkarki, które w 2003 roku cieszyły się w Turcji ze złota ME, a 9 lat później na tej samej ziemi poległy w europejskich kwalifikacjach olimpijskich.

2003 rok był przełomowy dla polskiej siatkówki. To wówczas żeńska reprezentacja przebojem wdarła się do europejskiej czołówki. Niemal przez nikogo niedoceniana drużyna Andrzeja Niemczyka pokonywała kolejne przeszkody w drodze do sukcesu. Do historii przejdzie półfinałowy pojedynek z Niemkami, który zakończył się zwycięstwem biało-czerwonych, choć dopiero po tie-breaku. W finale na Polki czekały Turczynki, będące wówczas gospodyniami turnieju. Właśnie ten fakt sprawił, że nie wytrzymały one presji związanej z walką o złoto. Wykorzystały to podopieczne Andrzeja Niemczyka, które rozgromiły rywalki 3:0 i mogły cieszyć się z niespodziewanego sukcesu.

Drugi triumf na tureckiej ziemi polska siatkówka święciła w 2009 roku. Wtedy nad Bosforem o mistrzostwo Europy walczyli mężczyźni. Kadra dowodzona przez Daniela Castellaniego również nie była zaliczana do faworytów turnieju. Głównie z tego powodu, że w szeregach biało-czerwonych zabrakło filarów zespołu narodowego – Mariusza Wlazłego oraz Michała Winiarskiego. Jednak wówczas rozbłysła gwiazda Bartosza Kurka, drugą młodość przeżywał Piotr Gruszka, a poczynaniami kolegów umiejętnie kierował Paweł Zagumny. Walka bez jakiejkolwiek presji sprawiła, że biało-czerwoni szli jak burza przez kolejne fazy turnieju, aż dotarli do finału, w którym pokonali Francuzów, a dzięki temu polska reprezentacja po raz drugi w krótkim odstępie czasu lśniła w „tureckim” złocie.

Po dziewięciu latach historia zatoczyła koło, bowiem polskie siatkarki ponownie zawitały do Turcji, gdzie tym razem przyszło im walczyć w europejskim turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Niewiele osób dawało im szansę na sukces, tym bardziej że w zespole narodowym zabrakło największej gwiazdy polskiej siatkówki – Małgorzaty Glinki. Dodatkowo cały turniej został ustawiony pod gospodynie, które w grupie mierzyły się głównie z europejskimi średniakami, czyli Chorwacją i Bułgarią. Natomiast biało-czerwone trafiły do grupy z mistrzyniami świata (Rosjankami), mistrzyniami Europy (Serbkami) oraz zawsze groźnymi i nieobliczalnymi Holenderkami. Jednak Polki, mimo nierównej gry oraz przytrafiających im się kłopotów z przyjęciem zagrywki rywalek, pokonywały kolejne przeszkody. W półfinale przyszedł czas na wicemistrzynie Starego Kontynentu (Niemki), które podopieczne Alojzego Świderka również odprawiły z kwitkiem.



Z każdą kolejną wygraną biało-czerwonych coś, co jeszcze kilkanaście dni wcześniej zdawało się być niemożliwe, stawało się coraz bardziej realne. W końcu przyszedł czas na finał. W nim na drodze naszych siatkarek, podobnie jak przed dziewięcioma laty, stanęły Turczynki. Tym razem to one zdawały się być faworytkami ostatniej bitwy, tym bardziej iż dysponowały bardziej stabilnym składem. Za sobą miały także żywiołowo reagującą publiczność oraz miejscowych sędziów liniowych. Wcześniejsza determinacja Polek, ich ambicja i wiara w zwycięstwo pozwalały wierzyć, że historia zatoczy koło, a Turcja po raz trzeci okaże się szczęśliwa dla naszej siatkówki. Tym razem los jednak nie okazał się łaskawy dla biało-czerwonych, które poległy 0:3. Tym samym Turczynki zrewanżowały się za porażkę sprzed lat, a zarazem mogły cieszyć się z historycznego awansu na igrzyska olimpijskie. Niby ktoś musiał przegrać, by ktoś mógł zwyciężyć. Ale najbardziej szkoda, że Polki nie wytrzymały ostatecznego starcia psychicznie. Turczynki zaprezentowały się bardzo przeciętnie, lecz tym razem wystarczyło to na niepewne Polki, które sprawiały wrażenie, jakby przerosła je stawka finałowego spotkania.

Nasze siatkarki słabo zaprezentowały się w ubiegłorocznej edycji World Grand Prix oraz na mistrzostwach Europy, a to spowodowało, że straciły sporo punktów w światowym rankingu i nie mają już szans na udział w turnieju interkontynentalnym, który będzie ostatnią okazją do zapewnienia sobie przepustek do Londynu. Dlatego po porażce z Turcją pozostał im smutek i łzy, bowiem zegar biologiczny nieubłaganie tyka. Może się okazać, że dla niektórych siatkarek była to ostatnia szansa pojechania na igrzyska. Mimo że we wcześniejszej fazie turnieju biało-czerwone okazały się lepsze od czterech zespołów z europejskiego topu, to porażka w finale przekreśliła ich dotychczasowy wysiłek. Formuła siatkarskich kwalifikacji olimpijskich jest brutalna i niesprawiedliwa, o czym na własnej skórze boleśnie przekonały się podopieczne Alojzego Świderka. Ale teraz nie ma już co płakać nad rozlanym mlekiem, bo co się stało, już się nie odstanie. Dziewczyny pokazały momentami dobrą siatkówkę, a to oznacza, że w przyszłości możemy jeszcze cieszyć się z sukcesów żeńskiej reprezentacji…

 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Igrzyska Olimpijskie, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-05-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved