Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Rosyjski Guliwer o siatkówce i nie tylko

Rosyjski Guliwer o siatkówce i nie tylko

fot. archiwum

Najwyższy siatkarz świata, Dmitrij Muserskij, po świetnym sezonie reprezentacyjnym długo zmagał się z kontuzją i w rozgrywkach klubowych zakończył sezon dopiero na 9. pozycji. Co sądzi o swojej formie i jak żyje mu się z ponadprzeciętnym wzrostem?

Środkowy reprezentacji Rosji jest uważany za jeden z największych talentów w światowej siatkówce. Pomimo aż 218 centymetrów wzrostu popularny Dima swoją grę opiera nie tylko na świetnych warunkach fizycznych, ale także dobrym wyszkoleniu technicznym i dynamice. 23-letni, urodzony na Ukrainie środkowy występuje na co dzień w drużynie Lokomotiwu Biełgorod, która ostatniego sezonu na pewno nie może zaliczyć do udanych. Już od samego początku musiała się ona zmagać z problemem kontuzji, bowiem oprócz Muserskiego, przez większość sezonu pauzował także Taras Chtiej. Ostatecznie zawodnicy z Biełgorodu zakończyli zmagania na dziewiątej pozycji, przegrywając w fazie play-off z Gazpromem Surgut. Dla młodego Rosjanina znacznie lepszy za to był poprzedni sezon reprezentacyjny. Wraz z ekipą Sbornej wywalczył on złote medale Ligi Światowej oraz Pucharu Świata. Na pierwszej z tych imprez został także wybrany najlepiej zagrywającym zawodnikiem.

Twój klubowy kolega oraz kapitan reprezentacji Rosji, Taras Chtiej, który również przez znaczną część sezonu zmagał się z kontuzją, opisał na swoim blogu wizytę w ambasadzie rosyjskiej, gdzie złożył odciski dłoni. Czy ty również miałeś czas uczestniczyć w tym wydarzeniu na sześć miesięcy przed igrzyskami?

– Tak, jak wszyscy inni. Pojechaliśmy do Moskwy w czwórkę z Chtiejem, Tietiuchinem oraz Ilinychem pod koniec zimy, kiedy już pozbyłem się kul i powoli zaczynałem trenować. Mam nadzieję, że cała nasza czwórka zagra w Biełgorodzie również w przyszłym sezonie.



Po operacji oraz rehabilitacji stopniowo wracałeś do gry. Dlaczego najdłużej musiałeś trenować zagrywkę z wyskoku?

– Nie ma w tym nic dziwnego. Nogi stały się słabsze, ponieważ przez dwa miesiące nie trenowałem. Przy zagrywce trudno jest dobrze oszacować pułap piłki, trajektorię jej lotu i odpowiednią moc przy uderzeniu. W przypadku ataku jest znacznie łatwiej. Tam pomaga rozgrywający i to od niego zależy połowa sukcesu.

Ile brakuje ci do najlepszej zeszłorocznej formy?

– W tej chwili swoją dyspozycję oceniam na 50%.

Czy pogłoski o tym, że udział w ostatnim meczu podczas Pucharu Świata znacznie pogorszył twój stan zdrowia, zawierają w sobie część prawdy?

– Nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że nie. Ogólnie rzecz biorąc, w każdym sporcie trzeba zapłacić zdrowiem, przede wszystkim, gdy chce się osiągnąć wielki sukces. W każdym razie warunki do trenowania w drużynie narodowej mieliśmy świetne. Ministerstwo Sportu zapewnia kadrze wszystko, co jest jej potrzebne. Pozostaje tylko grać i zdobywać medale.

Obawiałeś się operacji?

– I tak, i nie. Nie miałem znieczulenia ogólnego, ale udało mi się zasnąć już na samym stole operacyjnym.

Atakujący reprezentacji, Maxim Michajłow, właśnie został wybrany najlepszym graczem ostatniego sezonu Superligi. W poprzednim roku został także MVP Ligi Światowej oraz Pucharu Świata. Obaj pochodzicie z tego samego rocznika i obaj nie cierpicie na „brazylijski kompleks". Wynika to z waszego młodego wieku czy z wewnętrznego przekonania, że Sborna jest mocniejsza od Brazylii?

– Myślę, że takiego kompleksu nie było także u naszych poprzedników. Nawet jeśli przegrywa się kilkakrotnie z jedną drużyną, to wówczas chęć odniesienia zwycięstwa tylko wzrasta. To czysta psychologia: częściej wygrywa nie ten, kto jest lepszy, a ten, kto bardziej tego pragnie. Teraz więc nadszedł nasz czas, ale nie chciałbym redukować wszystkiego do pojedynku dwóch drużyn. W Pucharze Świata Brazylia była dopiero trzecia, a aktualnymi mistrzami olimpijskimi są przecież Amerykanie. Ogólnie rzec biorąc, w Londynie będziemy mieli wielu groźnych rywali.

Zacząłeś interesować się siatkówką już w Makiejewce?

– Tak, moim pierwszym trenerem był Osnach Borys Michajłowicz. Mając 14 lat, po ukończeniu dziewiątej klasy, przeniosłem się do siatkarskiej szkoły z internatem w Charkowie.

Ukończyłeś zatem szkołę średnią, mając 16 lat?

– Poszedłem do szkoły w wieku sześciu lat, a pierwsze dwie klasy ukończyłem w ciągu roku!

Jesteś cudownym dzieckiem?

– Przed wyjazdem do internatu byłem piątkowym uczniem. Dopiero gdy znalazłem się w Charkowie, ostrzegłem mamę, że od tej pory będę dobry tylko z siatkówki.

Rodzice nie potępiali takiego wyboru?

– Nie, oczywiście, że nie. Moja mama jest magistrem wychowania fizycznego ze specjalizacją w siatkówce, natomiast ojciec w pływaniu.

Po kim odziedziczyłeś swój nieprzeciętny wzrost?

– Nie wiem. Moi rodzice są normalnego wzrostu, a w rodzinie nie było tak wysokich osób, jak ja. Być może jestem jedyny taki w rodzinie i dlatego wszystko dostało się mi? (śmiech)

Jakie problemy w codziennym życiu ma człowiek mierzący 218 cm wzrostu?

– Osobiście nie mam z tym żadnych problemów. Oczywiście muszę wybierać specjalne meble i ubrania, ale specjalnie mi to nie przeszkadza.

A jak wysoka jest twoja żona?

– Standard – trochę poniżej 170 cm.

Zatem prawdopodobnie często chodzi na wysokich obcasach?

– Tak, ale nie ze względu na mnie. Ona po prostu to lubi. Kiedy wychodzimy gdzieś razem, nie odczuwamy dyskomfortu wynikającego z różnicy wzrostu. Nie mam także większych problemów z kupnem butów. Noszę rozmiar 50, jednak takie buty łatwo można dostać w specjalnych sklepach w Moskwie i za granicą.

Ale nie powiesz mi, że nie zahaczyłeś nigdy głową o futrynę?

– Być może w Japonii (śmiech). W Rosji nie mam z tym problemów. Bardziej cierpią inni siatkarze, trochę niżsi ode mnie, którzy wzrostem dokładnie komponują się z wysokością drzwi (śmiech). Ja zazwyczaj mam zawsze trochę zapasu, więc odpowiednio wcześniej się schylam. Działa to na zasadzie refleksu.

Zastanawiam się, dlaczego przy takich warunkach fizycznych i koordynacji ruchowej w młodości nie skusiła cię koszykówka?

– Szczerze? Nigdy nie lubiłem dużo biegać, od kosza do kosza. Nigdy mnie to specjalnie nie pociągało, chociaż próbowałem. Muszę jednak przyznać, że w Biełgorodzie u Gienadija Szypulina mój stosunek do biegania trochę się zmienił. Po dystansie 5-7 kilometrów szybko pojmujesz: lepiej czerpać z lekkoatletyki przyjemność, niż narzekać i męczyć się.

Psycholog prawdopodobniej uznałby człowieka z tak filozoficznym podejściem do wszystkiego za sangwinika lub nawet flegmatyka. Nigdy nie masz ochoty zrewanżować się, kiedy przechodnie nie zawsze odpowiednio reagują na pojawienie się w pobliżu Guliwera?

– W młodości zdarzało się, że nie mogłem się powstrzymać, ale jest to już przeszłość. Teraz nie widzę już sensu w traceniu nerwów na takich ludzi.

Dyplom ukończenia wydziału sportowego – czy to wstęp do twojej dalszej kariery zawodowej?

– Niekoniecznie, chociaż temat pracy magisterskiej brzmiał „Metodyka kształcenia libero we współczesnej siatkówce".

Co lubisz robić w wolnym czasie? Większość kolegów z twojego zespołu to pasjonaci wędkarstwa.

– To nie dla mnie. Oczywiście odpoczywam, lubię wybrać się z żoną do kina, teatru czy też na łono natury. Często odwiedzam także znajomych w Charkowie, na szczęście jest to niedaleko Biełgorodu. A moje hobby… czytam książki o biznesie oraz psychologii.

Po zakończeniu kariery siatkarskiej zostaniesz biznesmenem?

– Niekoniecznie, po prostu ta tematyka bardzo mi się podoba i to wszystko. A jeśli przyda mi się to kiedyś w życiu – tym lepiej.

źródło: inf. własna, sport-express.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-05-01

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved