Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > PlusLiga: Mistrzowska droga Resovii. Czy i co zmienił challenge?

PlusLiga: Mistrzowska droga Resovii. Czy i co zmienił challenge?

fot. archiwum

- Duże znaczenie miała  głowa. Ta presja odwróciła się i tym razem nas obciążyła - o meczach w Rzeszowie mówił Michał Mieszko Gogol, komentując także finałowe kontrowersje wokół systemu challenge. - Stwierdziliśmy, że nie ma sensu z tym walczyć.

Nie będę szczególnie oryginalny, jeśli powiem, że najlepsza była zagrywka, która bardzo nam pomogła w tych meczach finałowych – o głównym atucie rzeszowian w walce o najwyższe trofeum mówił scoutman zespołu z Podkarpacia. – Natomiast było wiele elementów, które też sprzyjały w ustawieniu całej tej gry i pomogły na przestrzeni tych czterech meczów, jednak nie w tak decydującym wymiarze, jak sama zagrywka i osoba Gyorgy Grozera. Generalnie byliśmy zadowoleni z naszej asekuracji, ataku i efektywności w kontratakach – dodał Michał Mieszko Gogol. Mimo plusów przemawiających na korzyść nowego mistrza Polski, scoutman Asseco Resovii Rzeszów zwrócił uwagę także na elastyczność w grze rywala. – Skra bardzo umiejętnie potrafiła eliminować tę naszą grę, np. Daniel Pliński dwa razy zatrzymał ataki Piotra Nowakowskiego w trzeci metr, a nieczęsto się zdarza, że Piotrek na takim zasięgu łapie od przeciwnika dwa bloki w meczu. W trzecim spotkaniu i przez część czwartego Skra, poza grą Grozera, potrafiła ten nasz atak neutralizować – dodał, podkreślając przy tym wagę zespołowości rzeszowian. – Jednak mimo tego na przestrzeni czterech meczów wszyscy w naszym zespole prezentowali się dobrze w ataku i ogólnie mamy powody do zadowolenia.

Prowadząc w całej rywalizacji 2:0, podopieczni Andrzeja Kowala w pierwszym meczu u siebie musieli uznać wyższość przeciwnika. Resovia z trzeciego meczu zmagań finałowych nie przypominała zespołu, który w tak imponującym stylu zwyciężał na trudnym, bełchatowskim terenie. – W tym przegranym meczu duże znaczenie miała przede wszystkim głowa. Ta presja po dwóch pierwszych meczach jednak się odwróciła i tym razem to nas obciążyła. Skra natomiast była głodna gry, po tym, jak zagrali trochę słabiej u siebie. Nasza drużyna była otoczona głosami mówiącymi o złotym medalu, fecie i oczekiwaniu na sukces od 37 lat, zrobiło się bardzo głośno o tym wyniku końcowym, do którego co prawda dążyliśmy, jednak wciąż jeszcze nie mówiliśmy o nim. Ciężko było odseparować chłopaków od myśli o tym złocie i sukcesie. Ten zimny prysznic, jaki dostaliśmy w tym trzecim meczu, spowodował, że byliśmy dużo spokojniejsi w czwartym – o porażce rzeszowian mówił scoutman Resovii. Poza aspektem psychologicznym znaczenie miały także elementy typowo siatkarskie. – Trochę brakowało nam dokładności, kiedy wystawialiśmy sytuacyjną piłkę na lewe skrzydło, to była ona za szeroka, a nasi przyjmujący nie byli jej w stanie kiwnąć do pierwszej strefy, tylko musieli przebijać za darmo albo ryzykować gdzieś po rękach. Te wszelkie wystawy, sytuacyjne piłki, które spadały i trzeba było je przebić, mimo że nie było ich dużo, także były naszym minusem. Pojawiły się też przestoje w przyjęciu, co powodowało nerwowość na siatce. Trzeba jednak pamiętać, że nawet jeśli popełnialiśmy błędy i byliśmy w dołku, to było też spowodowane dobrą grą Bełchatowa. Ten trzeci mecz rozegrali zdecydowanie lepiej niż dwa pierwsze spotkania, trzeba oddać im to, że są świetną drużyną, nie zapominajmy o tym, że to jest Skra Bełchatów. Nie zawsze pozwolą na dobrą grę, tak samo nam w finale nie zawsze na to pozwalali – kontynuował Michał Mieszko Gogol.

W walce rzeszowsko-bełchatowskiej bardziej skuteczny sposób na przeciwnika znalazł nowy, wracający na najwyższy stopień podium po 37 latach, mistrz Polski. Najjaśniejszym punktem w grze rzeszowian była dyspozycja niemal bezbłędnego Gyorgy Grozera, to właśnie wyeliminowanie atakującego Resovii było celem numer jeden w taktyce podopiecznych trenera Nawrockiego. – Można powiedzieć, że Skra stosowała dwa systemy gry z nami: pierwszy to wariant typowo siłowy, grali szybką piłkę do Bartka Kurka i wykańczali akcję mocnym atakiem po skosie. Natomiast kiedy faktycznie dwukrotnie dobrze zagraliśmy blokiem, a Paul Lotman i Olieg Achrem łapali Bartka Kurka i Michała Winiarskiego na tych wysokich piłkach, wtedy też przeszli do drugiego systemu. Zaczęli nam przebijać piłkę na Grozera albo Tichacka, po to żebyśmy mieli większe problemy z wykonaniem ataku. Przez to kiwka na Grozera eliminowała go z ataku, a zagranie w stronę Tichacka automatycznie powodowało, że graliśmy na wysokiej piłce. Dzięki naszej skutecznej grze w Bełchatowie udało nam się to zneutralizować – o próbach podejmowanych przez bełchatowian mówił scout Resovii.



Sporo kontrowersji w przypadku spotkań finałowych przyniosła po raz kolejny w sezonie wideoweryfikacja. Szczególnie głośno o systemie challenge było po drugim meczu obu ekip. – W Bełchatowie zupełnie nie wdawaliśmy się w żadne dyskusje pod kątem systemu challenge. Dość mocno pod tym względem przeżyliśmy nasz drugi mecz w Kędzierzynie-Koźlu i wtedy czuliśmy się pokrzywdzeni, bo było kilka mocno kontrowersyjnych decyzji. Może nawet dobrze, że te pierwsze mecze z ZAKSĄ nas bardziej bolały, bo potem na spokojnie wszystko sobie zobaczyliśmy, przeanalizowaliśmy i stwierdziliśmy, że nie ma sensu z tym walczyć. To spowodowało, że w Bełchatowie w tak nerwowych sytuacjach wiedzieliśmy, że nic nie zmienimy, odsunęliśmy te sprawy na bok – mówił Michał Mieszko Gogol, podkreślając jednak wagę wprowadzenia na polskie parkiety wideoweryfikacji. – Teraz, po sezonie, możemy rozmawiać o challengu, ogólnie zamysł jest bardzo dobry, ale w systemie jest jeszcze sporo luk, które trzeba poprawić i teraz jest na to czas – zakończył scout Asseco Resovii Rzeszów.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-04-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved