Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Maksim Michajłow najlepszym zawodnikiem Superligi

Maksim Michajłow najlepszym zawodnikiem Superligi

fot. archiwum

Atakujący Zenitu Kazań oraz reprezentacji Rosji został wybrany laureatem nagrody imienia Andrieja Kuzniecowa, po raz siedemnasty przyznawanej przez rosyjski dziennik sportowy Sport-Express najlepszemu siatkarzowi Superligi.

Nagroda przyznawana przez rosyjski Sport-Express została ustanowiona w 1995 roku dla uczczenia pamięci tragicznie zmarłego kapitana reprezentacji ZSRR w siatkówce – Andrieja Kuzniecowa. Pierwszym jej laureatem został wybrany Igor Szulepow, który wyczyn ten powtórzył także sezon później. W historii przyznawania nagrody dwukrotnie postanowiono wyróżnić zawodników spoza Rosji: Mateja Kazijskiego oraz Lloya Balla. W poprzednim sezonie najlepszym zawodnikiem Superligi został wybrany Semen Połtawski, natomiast w tym roku „pałeczkę” przejął po nim Maksim Michajłow. Taka zmiana ma także znaczenie symboliczne, bowiem 24-letni zawodnik Zenitu Kazań podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie stał się pierwszym atakującym Sbornej, zastępując wówczas swojego starszego kolegę z reprezentacji.

Czym ten sezon różnił się dla ciebie od poprzednich?

Maksim Michajłow: – Przede wszystkim zwycięstwem w Lidze Mistrzów. Rosyjskie kluby dawno nie wygrały nic na arenie międzynarodowej, a Zenit nigdy nie był w stanie połączyć tryumfów w pucharach z tymi w lidze. Tak więc ten sezon był bardzo udany.



Twoja gra była na tyle stabilna i dojrzała, że można było ulec wrażeniu, że jesteś już weteranem z dużym doświadczeniem…

– Stopniowo go nabieram. Oczywiście nadal bardzo się denerwuję, ale już znacznie lepiej znoszę swoje błędy. Wcześniej to wpływało na moją niepewność w czasie ważnych akcji. Teraz zyskałem stabilność mentalną i poprawiłem się pod względem technicznym. Do meczbola podchodzę tak, jakby była to po prostu kolejna piłka w meczu.

Jedynym nieudanym turniejem w zeszłym sezonie były mistrzostwa Europy i przegrany półfinał z Serbią. Jak uniknąć czegoś takiego w Londynie?

– Na igrzyskach będzie łatwiej wpaść w odpowiedni rytm – już w fazie grupowej spotkamy się z groźnymi rywalami, a w kolejnych rundach będziemy musieli od początku grać bardzo dobrze. Ponadto podczas Mistrzostw Europy ciążyła na nas duża presja psychiczna. Wszyscy wokół mówili: „musicie wygrać”. Przez to zaczęliśmy podchodzić do siatkówki jak do zwyczajnej pracy, nie czerpaliśmy z niej przyjemności. Nie możemy już więcej popełnić tego błędu.

Wróćmy do minionego sezonu Superligi. Rok temu, kiedy Zenit opuścili Lloy Ball oraz Siergiej Tietiuchin, wydawało się, że będzie to zespół słabszy. W tym sezonie jednak udało się wygrać Ligę Mistrzów. Zbieg okoliczności?

– Siergiej i Lloy to najlepsi gracze na świecie na swoich pozycjach, ale nowi zawodnicy także nie byli anonimowi. Co najważniejsze, bardzo szybko wkomponowali się w drużynę. Zenit w tym roku był silny nie indywidualnie, a przede wszystkim jako zespół. Przegrane spotkania nie pogarszały atmosfery. Nadal pracowaliśmy, wiedząc, że każdemu mogą przytrafić się błędy.

Wraz z przyjściem Osmany’ego Juantoreny Zenit może stać się jeszcze silniejszy. Co wiesz o kubańskim przyjmującym?

– Trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów z Trentino mówią same za siebie. Jest jednak za wcześnie, żeby powiedzieć, że z Juantoreną wygramy jeszcze więcej. Dużo znów będzie zależało od tego, jak wkomponuje się on w zespół.

A jak przebiegała twoja aklimatyzacja w Zenicie dwa sezony temu?

– Pomogło mi to, że z wieloma zawodnikami znałem się z reprezentacji Rosji. Zostałem przyjęty przez drużynę bardzo dobrze, szybko zgrałem się również z Ballem.

Ze względu na Puchar Świata, sezon klubowy był podzielony na dwie części. Jakie masz względem tego odczucia?

– Tak naprawdę myśleliśmy, że będzie to dla nas dużo trudniejsze. Zespół miał nowego rozgrywającego, który musiał się z nami zgrać. Na początku było bardzo niewiele czasu, później rozpoczął się Puchar Świata i po powrocie z niego wszystko trzeba było zacząć od nowa. Na szczęście aklimatyzacja Valerio przebiegła z dużą łatwością.

Uczniowie w pierwszych dniach wakacji często mają koszmary o tym, że nauka się jeszcze nie skończyła i wciąż mają przed sobą egzaminy. Ty również zamiast cieszyć się z wygranej, nadal w snach walczysz jeszcze o upragnione złoto?

– Nie, ale czasami śnię o czymś innym – wciąż jestem na Instytucie podczas trwania wyjątkowo trudnej sesji (śmiech). Potem budzę się i uświadamiam sobie: dzięki Bogu, studia się skończyły! Siatkówka – praca z miłości. Nie ma żadnych egzaminów.

Więc finałowa seria meczów o mistrzostwo Rosji nie może zostać porównana z sesją?

– Nie, siatkówka to przede wszystkim gra. A jej zakończenie to ta część, z której czerpie się najwięcej przyjemności.

Przy okazji, gdzie ukończyłeś szkołę wyższą?

– W Jarosławiczu, Państwowy Uniwersytet Pedagogiczny.

Więc po zakończeniu kariery możesz zostać trenerem?

– Teoretycznie tak, ale bycie trenerem jest jeszcze trudniejsze aniżeli granie na boisku.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie lubisz wybierać prezentów. W najbliższym czasie masz jednak w planie dwa wesela: siostry i przyjaciółki. Co zamierzasz dać?

– W przypadku ślubów sprawa z dawaniem prezentów jest prosta – dajesz pieniądze i to para sama zadecyduje, co jest jej najbardziej potrzebne.

Mówiłeś również, że bardzo lubisz filmy, zwłaszcza thrillery psychologiczne. Którą z nowych produkcji możesz polecić?

– Niestety od bardzo dawna żadnej nie widziałem. Chciałem iść do kina na „Most Wanted”, ale mi się nie udało. Teraz będę starał się to nadrobić.

* opracował Paweł Paderski (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna, sport-express.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-04-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved