Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Radosław Panas: Nie chcę składać żadnych deklaracji

Radosław Panas: Nie chcę składać żadnych deklaracji

fot. archiwum

- Człowiek ze względu na odniesione wcześniej sukcesy tak reaguje, że gdzieś odczuwa głód tej rywalizacji o najwyższą stawkę. Przychodząc do Warszawy chciałem zaszczepić u zawodników taki głód - mówi trener AZS Politechniki, Radosław Panas.

Emocje po finale już opadły?

Radosław Panas: Powoli opadają. Gdzieś jeszcze tkwi w pamięci kilka piłek, które powinniśmy wygrać i cieszyć się ze zwycięstwa. To chwilę potrwa. Z drugiej strony taki jest sport. Gdyby nie emocje, ludzie nie przychodziliby na mecze, dlatego siatkówka jest piękna ze względu na nieprzewidywalność.

Czyli porażka wciąż boli?



Oczywiście, że boli. Dziwnie byłoby, gdyby nie bolało, biorąc pod uwagę okoliczności. Myślę, że mniej by bolało, gdybyśmy przegrali gładko i nie byłoby szans na zwycięstwo. Emocje są odczuwalne.

Czujecie się oszukani przez sędziego?

Oszukani to może za duże słowo. Nie chciałbym używać mocnych słów, by nie deprecjonować sukcesu Częstochowy, ale w powtórkach widać, że ewidentnie uciekły nam trzy punkty. Szczególnie istotny był ten, który mógł dać nam prowadzenie 14:11. Dodatkowo korekta ze strony sędziny liniowej, której nie uwzględniono. Widać, że w pewnym momencie sędzia uwierzył w zwycięstwo AZS-u Częstochowa i ta wiara przyświecała mu do końca meczu. Żałujemy, ale też musimy podkreślić, że prowadziliśmy 6:0 w „złotym secie”.

Będąc tak blisko wygranej, dalej rozpatrujecie finał Puchar Challenge jako sukces, czy jednak gorycz porażki jest większa?

To był bardzo duży sukces. Gdyby ktoś powiedział przed sezonem, że rozegramy dwanaście spotkań i znajdziemy się w ścisłym finale, byłby szaleńcem. Historia okazała się inna. Chłopcy pokazali charakter, ambicję, wolę walki. Tych określeń ciśnie się jeszcze więcej. Mamy srebrne medale. Zaraz po meczu inaczej to odczuwaliśmy, ale w przyszłości, wspominając o tej przygodzie, człowiek uświadomi sobie, że zrobił kawał dobrej roboty. Rzadko się zdarza, że absolutny debiutant osiąga taki wynik, a przypomnę, że Częstochowa w europejskich pucharach rywalizuje nieprzerwanie od 23 lat. Pamiętam pierwsze spotkanie przeciwko włoskiemu Eurostile Montichiari, bowiem wtedy debiutowałem w seniorach.

Który moment był przełomowy w sobotnim rewanżu? Ewidentny błąd sędziego po ataku Ardo Kreeka czy kontuzja Damiana Wojtaszka?

Trudno powiedzieć. Podkreślam, że przegrywaliśmy już 0:2 i mogło się skończyć w trzech setach. Graliśmy jednak do końca i doprowadziliśmy do „złotego seta”. Biorąc pod uwagę okoliczności, nie przypominam sobie, aby w podobnych sytuacjach libero uciekając od piłki skręcił sobie nogę. Musiał zastąpić go zawodnik, który praktycznie przez cały mecz siedział na ławce rezerwowych. Nieprawdopodobny pech. Pojedyncze rzeczy złożyły się na wynik. Ewidentny błąd sędziego także był jednym z elementów naszej porażki.

Wielu narzekało, że finał będzie stał na przeciętnym poziomie ze względu na udział w nim średniaków PlusLigi. Stworzyliście jednak z Tytanem kapitalne widowisko w obu spotkaniach.

Pierwsze spotkanie może nie było jeszcze na takim poziomie sportowym, ale w rewanżu była już kwintesencja siatkówki. Skuteczna pogoń od stanu 0:2, wysokie prowadzenie w „złotym secie”, nieprawdopodobne okoliczności. Także pomyłki sędziów czy wspaniała atmosfera w hali. To wszystko sprawia, że ludzie zapamiętają ten finał na długo.

To świadczy o sile PlusLigi?

Zdecydowanie tak. Może nie jestem obiektywny, bo jestem w środku ligi, ale biorąc pod uwagę opinie ekspertów czy głosy w mediach, to spotkanie było godne finału. To była siatkówka na wysokim poziomie i co godne podkreślenia – oparta na polskich zawodnikach. W Częstochowie na próżno szukać obcokrajowców, w naszym zespole wystąpiło dwóch. W przyszłości reprezentacja będzie miała pociechę. Już teraz kadra odnosi sukcesy, a dodatkowo prestiż ligi wzrasta. Mimo że dwa finały polsko-rosyjskie w europejskich pucharach były przegrane, to PlusLiga jest mocna. Zbudowana jest na dużo mniejszych pieniądzach, bo w Rosji są wręcz abstrakcyjne kontrakty. Jednak potrafimy na bazie polskich zawodników równorzędnie rywalizować.

Podczas niedawnej rozmowy powiedział pan takie słowa: „Gdyby nie gra w pucharach, wówczas byłaby tragedia o mobilizację w zespole”. To teraz po raz pierwszy w tym sezonie jest tragicznie?

Jestem tego świadomy. Gdzieś ta nasza sytuacja zostanie w głowach. Na pewno mobilizacja na mecze z Delectą będzie mniejsza. Aczkolwiek mam nadzieję, że kilku zawodników, którzy otrzymają szansę w tym spotkaniu, udowodni swoją przydatność do zespołu. Będą mogli udowodnić, że myliłem się, kiedy sadzałem ich na ławce rezerwowych.

Czyli przewiduje pan zmiany w składzie w najbliższym czasie?

Z jednej strony tak, aby dać odpocząć tym, którzy grali najwięcej. Z drugiej strony ten ładunek emocjonalny i wysiłek fizyczny był tak duży, że ciężko byłoby o odpowiednią mobilizację u niektórych zawodników.

Obrona piątego miejsca w PlusLidze to teraz główny cel Politechniki, by ponownie mieć szansę straszyć rywali w Pucharze Challenge?

Tak, ale trzeba podkreślić, że dla klubu piąte miejsce w poprzednim sezonie było dużym wysiłkiem organizacyjno-finansowym. Z jednej strony sukces, a z drugiej wysiłek włożony przez panią prezes i innych w poszukiwaniu środków na pokrycie przelotów czy hotelów. Czas pokaże. Nie chcę składać deklaracji ze względu na drużynę. Nie wiem jak zareagują.

Nie brakuje panu gry o najwyższe cele?

Oczywiście, że brakuje. Jako zawodnik byłem do tego przyzwyczajony. Człowiek ze względu na odniesione wcześniej sukcesy tak reaguje, że gdzieś odczuwa głód tej rywalizacji o najwyższą stawkę. Przychodząc do Warszawy chciałem zaszczepić u zawodników taki głód, aby nie grać tylko i wyłącznie o utrzymanie, ale o najwyższe pozycje.

Jeśli Politechnika awansuje do europejskich pucharów, wówczas pozostanie pan w Warszawie?

Nie chcę składać żadnych deklaracji. Mamy jeszcze kilka spotkań do rozegrania. Jeśli zakończy się sezon, usiądziemy wtedy do rozmów o przyszłości.

Największym wzmocnieniem Politechniki będzie utrzymanie obecnego składu?

Dla mnie najważniejsze będzie zatrzymanie trzonu zespołu.

Czyli? Marcin Nowak i Grzegorz Szymański mają już kontrakty na kolejny sezon.

Nie chcę wymieniać nazwisk. Być może na niektórych pozycjach będzie trzeba dokonać korekt lub wzmocnień, aby możliwości były szersze. Jednak wszystkie zmiany determinują pieniądze.

Pan także otrzymuje oferty z innych klubów. Pojawiają się zagraniczne sygnały?

Są sygnały, ale żadnych konkretów jak na razie nie ma.

Rozmawiał Krzysztof Zaborowski – więcej w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-04-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved