Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Lloy Ball: We wszystkim konsultuję się z moim szefem – żoną

Lloy Ball: We wszystkim konsultuję się z moim szefem – żoną

fot. archiwum

W tym sezonie Ural podpisał kontrakt z jednym z najlepszych siatkarzy na świecie - Lloyem Ballem. To w dużej mierze dzięki niemu klub z Ufy zakwalifikował się do play-off. O pobycie w Rosji, planach na przyszłość i rodzinie opowiedział były reprezentant USA.

Przyjechałeś, aby zmienić nastawienie w klubie?

Lloy Ball: – W sezonie było wiele wzlotów i upadków. Kiedy przyjechałem do Ufy, pierwszą rzeczą, którą chciałem zmienić, było właśnie nastawienie. Tak, aby zawodnicy grający w zespole i wszyscy pracujący w klubie uwierzyli w to, że możemy wygrywać. Na chwilę obecną jestem bardzo zadowolony z rezultatów. W poprzednim sezonie Ural nie zakwalifikował się do fazy play-off, a w tym roku udało nam się to osiągnąć.

W połowie sezonu po twojej przekątnej Claytona Stanleya zastąpił Maksimow. Czy uważasz, że jest on w stanie zastąpić twojego rodaka?



Tak, był w stanie, to jeden z moich ulubionych zawodników w zespole. Zasłużył sobie na to miano, ponieważ codziennie trenuje i z uporem oddaje się sprawie. Maksimow chce być lepszym siatkarzem i chce pomagać zespołowi wygrywać. Jest to rodzaj psychologicznego nastawienia, którego potrzebuje każdy zespół. Bardzo lubię z nim grać i wierzę w to, że czeka go świetlana przyszłość. Nie jest łatwo zastąpić kogoś w trakcie sezonu, szczególnie jeśli tym kimś jest Clayton Stanley, jednak Maksimow wspaniale sobie z tym poradził.

Wraz z twoim przejściem do Uralu stałeś się liderem zespołu. Skąd u ciebie te cechy przywódcze?

– Mam je od urodzenia (śmiech). Zawdzięczam je mojemu ojcu, to mój najlepszy przyjaciel i największy bohater! Staram się przeżyć swoje życie tak jak on, wszystkie moje dobre cechy są we mnie dzięki jego staraniom. Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze byłem liderem. Miałem to szczęście grać w zespołach, w których zawodnicy stali za mną murem. Myślę, że ludzie to widzą, dlatego też robię wszystko, aby wygrywać. To jest jak wirus, tyle że w dobrym tego słowa znaczeniu.

W wieku 17 lat musiałeś wybierać między zawodową grą w siatkówkę lub koszykówkę. Czy nie uważasz, że w tamtym momencie świat stracił świetnego koszykarza – Lloya Ball’a?

– Byłem pewny swoich umiejętności, kiedy grałem w koszykówkę. Myślę, że miałem szanse na to, aby trafić do NBA, jednak nie osiągnąłbym tak wiele jak w siatkówce. Nadal kocham koszykówkę, jednak siatkówka jest bliższa memu sercu.

Kto pomógł wybrać ci właśnie siatkówkę?

– Oczywiście mój ojciec, jednak nie naciskał na mnie. Mogłem wybrać każdy rodzaj sportu, a on i tak by mnie wspierał. W wieku 17 lat postanowiłem zostać zawodowym siatkarzem. Popełniamy wielki błąd, wybierając dzieciom sport, który będą uprawiać. W wieku dwudziestu lat są one już nim znudzone. Ja teraz mam czterdzieści i nadal kocham siatkówkę, bo to był mój wybór.

Co pomagało ci z roku na rok stawać się coraz lepszym zawodnikiem?

– Po prostu kocham ten sport. Poza tym, to przynosi bardzo dobre dochody. Jednak nie robię tego dla pieniędzy, tylko dlatego, że mi się to podoba. W tym roku zdobyłem nowe doświadczenie, najtrudniejsze było wyprowadzić ten zespół na prostą.

Lloy, czy zobaczymy cię w drużynie USA na tegorocznej olimpiadzie?

– Nie.

Dlaczego?

– Rozmawiałem z trenerem naszego zespołu. Fizycznie oczywiście jestem na to gotowy, jednak jest to związane z nadmiernym treningiem. Poza tym, szczerze mówiąc, nie mam już takiego pragnienia zwycięstwa jak w Pekinie.

Co planujesz w przyszłym sezonie? Nadal będziesz zachwycał kibiców w Ufie, grając w barwach Uralu?

– Jeszcze nie wiem. Myślę o tym, klub chce, żebym został. Jestem pewien, że działacze dołożą wszelkich starań, aby zespół był mocniejszy. Każdego roku liczę na mistrzostwo, staram się jednak słuchać swojego ciała. Oczywiście muszę się jeszcze skonsultować z moim szefem – żoną (śmiech), wraz z nią podejmiemy decyzję.

Rodzina znaczy dla ciebie bardzo wiele. Jak poznaliście się ze swoją drugą połówką?

– Znam żonę od 20 lat, od 15 jesteśmy małżeństwem. Spędziła ze mną 16 sezonów w Europie i Japonii, zawsze była ze mną z jej strony to wielkie poświęcenie. Ona bardzo wspiera mnie na duchu, Bóg dał nam dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Z każdym rokiem moje dzieci dorastają, a mi jest coraz trudniej być daleko od nich. Kiedy byli mniejsi, bardziej potrzebowali mamy, ale teraz mój syn, który ma już 10 lat, potrzebuje taty. To może w znacznej mierze wpłynąć na moją decyzję odnośnie przyszłego sezonu. W Ufie nie ma międzynarodowych szkół, a moje dzieci nie mówią po rosyjsku, ale każdego dnia kiedy są tutaj, moja żona je uczy. Istnieje jeszcze możliwość posłania dzieci do międzynarodowej szkoły w Moskwie.

Czy rozmawiacie z żoną o meczach twojej drużyny? Czy wytyka ci błędy popełnione na boisku?

– Ona nie jest za bardzo zainteresowana siatkówką (śmiech). I to mi bardzo odpowiada. W domu nie chcę już mówić o meczach. Rozmawiamy o dzieciach i o sprawach dnia codziennego.

Czy chciałbyś, aby twoje dzieci były zaangażowane w zawodowy sport?

– Mój syn gra w baseball, koszykówkę i siatkówkę. Jeśli będą miały talent, jeśli będą chciały uprawiać zawodowo sport, będę je wspierał. Jednak dla mnie najważniejsze są ich wyniki w nauce. Wolałbym, aby moje dzieci zostały lekarzami lub prawnikami, nauka zawsze jest na pierwszym miejscu, sport – na drugim.

Jesteście już od dawna w Rosji. Co wam się tutaj spodobało?

– Fakt, że ludzie są tu bardzo podobni do Amerykanów (uśmiech). Są bardzo pracowici. Ciężko pracują od poniedziałku do piątku, w sobotę oglądają mecze i piją piwo ze znajomymi, a niedziele spędzają z rodziną. My w Ameryce mamy ten sam program (śmiech). Jedyną rzeczą, która mnie zaskakuje, jest infrastruktura miast. To przygnębiające, szkoły, szpitale i drogi powinny być lepsze.

Czy odnalazłeś się w Ufie?

– Ufa to bardzo ładne miasto, jest podobne do Kazania. Moi rodzice przyjechali tu i świetnie się bawili. Są tu wspaniali ludzie, którzy traktują nas dobrze.

Jakie jest twoje życiowe motto?

Są to słowa mojego ojca. Powiedział, że zawsze należy grać na 100%, bo to może być jedyny raz, kiedy ktoś zobaczy jak grasz. A jeśli ten człowiek wróci do domu i powie „Widziałem jak on grał”, będzie wspaniale.

* z Lloyem Ball’em rozmawiał Timur Gilmanow

źródło: inf. własna, proufu.ru

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-31

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved