Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Wielki krok w dorosłość Justyny Sosnowskiej

Wielki krok w dorosłość Justyny Sosnowskiej

fot. archiwum

Justyna Sosnowska jeszcze rok temu stanowiła o sile SMS-u Sosnowiec i reprezentacji Polski juniorek. Teraz, dość nieoczekiwanie stała się podstawową zawodniczką Pałacu Bydgoszcz. - Traktuję to jako wielki krok w dorosłość - mówi środkowa bydgoskiej drużyny.

To pani pierwszy sezon wśród najlepszych zespołów w Polsce. Jest pani zadowolona ze swojej postawy na boisku?

Justyna Sosnowska:Ze swojej postawy jestem zadowolona, ponieważ obok żadnego meczu nie przeszłam obojętnie, niezależnie czy stałam w kwadracie, czy grałam. Starałam się dawać z siebie wszystko i pomagać drużynie jak mogę. Ze swojej gry już niestety nie do końca. Bardzo często zjadał mnie stres, który powodował proste błędy. Pomimo tego, że jestem zawodniczką grającą pierwszy rok w PlusLidze Kobiet, to one (błędy – przyp. red.) nie powinny mi się przydarzać. Do tego bardzo nie chciałam zawieść swoich starszych, doświadczonych koleżanek i może to odbierało pewność siebie. Na szczęście z meczu na mecz było coraz lepiej z opanowaniem nerwów i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będę mogła się skupić wyłącznie na grze.

Na skutek kontuzji Julii Szeluchiny znalazła się pani w wyjściowym składzie. Dla sportowca nie jest to komfortowa sytuacja, gdy dostaje szansę na skutek pecha partnera z zespołu?



Tak, Julia doznała kontuzji praktycznie na początku sezonu, i do tego w trakcie meczu, więc weszłam na boisko zupełnie niespodziewanie. Czułam pewnego rodzaju dyskomfort, grając ze świadomością, że nie wywalczyłam sobie miejsca w pierwszej szóstce, a dostałam je tak jakby „w prezencie” i niestety kosztem innej zawodniczki. Bardzo dziwne uczucie, gdy wchodzi się za kogoś, kto nie wiadomo kiedy będzie zdolny do gry. Takie szczęście w nieszczęściu, bo z jednej strony grałam i mogłam się rozwijać, a z drugiej strony wiem, że Julia na pewno mogłaby zespołowi się bardziej przydać, w kluczowych momentach zachowałaby może więcej zimnej krwi. Jest świetną zawodniczką, cieszącą się naszym dużym zaufaniem i zastąpić ją to było nie lada wyzwanie. Gdy okazało się, że problem Julii uniemożliwia jej grę do końca sezonu, stało się jasne, że będę występować na boisku praktycznie przez cały czas. Było to jeszcze większe wyzwanie i motywacja do cięższej pracy.

Co prawda w I lidze występowała pani w SMS-ie Sosnowiec, ale można powiedzieć, że to również pierwszy pani sezon w rozgrywkach seniorskich. Przeskok jest duży?

Przeskok jest ogromny. Przynajmniej dla mnie. Wcześniej nigdy przed meczami się nie denerwowałam. Może dlatego, że w SMS-ie chodziło przede wszystkim o szkolenie, zbieranie doświadczenia, ogranie. Teraz liczą się punkty i trenerzy mają wobec nas inne wymagania. W I lidze można jeszcze liczyć na przypadek. W PlusLidze Kobiet już czegoś takiego nie ma. Wszystko dzieje się szybciej, „ciosy” lecą potężniejsze, zagrywki mocniejsze, dużą rolę odgrywa przygotowanie taktyczne, motywacja, wszystko na najwyższym poziomie. Przejście z I ligi do PlusLigi Kobiet potraktowałam jako wielki krok w dorosłość.

Pałac zbudował zespół będący mieszanką młodości i doświadczenia, z naciskiem na to pierwsze. Rozgrywki ukończyłyście na 7. pozycji. To miejsce na miarę waszych oczekiwań?

Dla nas, tych młodszych dziewczyn, to bardzo dobrze, że jest nas kilka w takim zespole. Nie wiem co na to „starszaki”, ale czasem nie miały z nami lekko (uśmiech). Zostało nam trochę zachowania z czasów juniorek, czyli wygłupy, śmianie się podczas treningów itp. Ale wydaje mi się, że nie miałyśmy problemów z dogadywaniem się. Nauczyłyśmy się od nich wielu rzeczy i na pewno bardzo nam pomagały radzić sobie ze stresem przed i w trakcie meczu.

Siódme miejsce może nie jest zbyt satysfakcjonujące, bo wydaje mi się, że stać nas było na znacznie więcej, ale w przyszłym roku będziemy miały szansę się poprawić. Pod koniec sezonu zaskoczyły nas kontuzje, m.in. Mayvelis Martinez Adlum i Natalii Zemtsovej, które przecież były podstawowymi zawodniczkami naszej drużyny, co niestety nie wpłynęło na nas zbyt korzystnie. To nic, że nie zajęłyśmy lepszego miejsca. Ważne, że do końca walczyłyśmy.

Czyli mogło być lepiej? Gwardia była w waszym zasięgu…

Oczywiście, że mogło być lepiej. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogłoby być. Gwardia była w naszym zasięgu, co udowodniłyśmy dwukrotnie wygrywając z nimi w rundzie zasadniczej. Na pewno wierzyłyśmy w zwycięstwo i byłyśmy mocno zmotywowane, ale jednak zabrakło jednej iskierki, która poprowadziłaby nas do zwycięstwa. Oczywiście troszkę zdrowia, bo przed meczami kontuzje wykluczyły nasze podstawowe zawodniczki.

Niespełna miesiąc temu zakończyłyście rozgrywki. Macie już urlopy czy wciąż trwa okres roztrenowania?

Po skończeniu rozgrywek dostałyśmy 10 dni wolnego, po czym wróciłyśmy do treningów. Ja mam teraz niestety indywidualne treningi, ponieważ mam drobny uraz barku i nie jestem na razie przydatna na boisku. Mamy dość intensywny okres roztrenowania, jednocześnie pomagając naszym juniorkom w przygotowaniach przed mistrzostwami Polski. Praca idzie pełną parą i nie ma chwili wytchnienia, ale mamy nadzieję, że zaprocentuje to za niecały miesiąc i będziemy mogły się wspólnie cieszyć. Juniorki z sukcesu, a my z tego, że mogłyśmy im pomóc.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved