Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Katarzyna Skowrońska-Dolata: Chciałabym wygrywać co roku

Katarzyna Skowrońska-Dolata: Chciałabym wygrywać co roku

fot. Mirosław Stroński

Katarzyna Skowrońska-Dolata w przyszłym sezonie ponownie zagra w Chinach. - Uległam namowom Jenny Lang Ping - przyznaje reprezentantka Polski, która w samych superlatywach opisuje swoją przygodę z klubem z Guangzhou, z którym zdobyła złoty medal.

Pani Kasiu, jest pani mistrzynią Włoch, w kolejności Turcji i teraz Chin. Od tygodnia przebywa pani w kraju.

Katarzyna Skowrońska:Cieszę się. Cieszę się, że mogłam wrócić do domu, że mam teraz chwilę dla siebie. Cieszę się teraz każdą chwilą poświęconą rodzinie i przyjaciołom.

Korzystając z okazji, poprosiłbym o krótką ocenę chińskiej siatkówki.

Nie da się tego ocenić w kilku słowach, nie da się ocenić krótko. Siatkówka w Chinach jest po prostu inna, jest specyficzna, jest dużo szybsza, jest bardziej kombinacyjna i jest więcej obron. Pomimo że jest to ten sam sport, co zapewniam, to wizualnie zupełnie inaczej wygląda.

Zdobywając mistrzowskie szlify Chińskiej Republiki Ludowej, występowała pani w barwach jedynego na tamtym terenie prywatnego klubu.

Tak, jest to jedyny klub prywatny, stworzony tak po prostu przez trenerkę Jenny Lang Ping i funkcjonuje na trochę innych zasadach, dlatego też ja mogę tam grać. Mogę tam grać, bo jest to, jak mówimy, klub prywatny, jedyny prywatny. W innych chińskich klubach nie ma zawodniczek zagranicznych. W Kantonie Evergrande występowały ze mną dwie inne zawodniczki spoza kraju środka: włoska siatkarka pochodzenia argentyńskiego Carolina Costagrande oraz amerykanka Nicole Fawcett.

Mam rozumieć, że w innych chińskich klubach, poza tym prywatnym, rzeczą niemożliwą jest, by występowały zawodniczki z zagranicy?

Tak jak powiedziałam, w innych klubach nie ma zagranicznych zawodniczek. Do końca nie wiem dlaczego, wydaje mi się, że chodzi o to, by ogrywały się chińskie zawodniczki, które potem powoływane są do reprezentacji. Słyszałam, że kiedyś w Chinach były dwie Tajki, ale nic nie wiem na temat, na jakich warunkach tam grały.

W Kantonie Evergrande pełniła pani rolę liderki, cała gra opierała się na pani osobie.

Tak, cała gra opierała się na mnie i na Carolinie (Caroline Costagrande – przyp. red.). Grałyśmy jakby na dwa skrzydła z przyjęciem, ale powiem szczerze, że to był zespół i bez pomocy naszych koleżanek z klubu, przyjęcia i obrony w ich wykonaniu, to nie byłoby gry w siatkówkę. Uważam więc, że pomogłyśmy bardzo w sukcesie tego klubu, ale grałyśmy jako zespół.

Carolina Costagrande to koleżanka z pani występów w Scavolini Pesaro.

Tak, tak. Gramy już razem trzy lata i powiem szczerze, że bardzo dobrze się rozumiemy i znamy na boisku, co nam na pewno ułatwia grę.

Jak już na początku podkreślałem, po Italii i Turcji teraz mistrzostwo Chin. Wiadomym już jest, że zostaje pani w państwie środka na kolejny sezon. Jakie są szanse na powtórzenie sukcesu?

Szanse na powtórzenie sukcesu są na pewno duże. Ja chciałbym wygrywać co roku. Pracujemy naprawdę bardzo ciężko, a nie zawsze da się osiągać takie sukcesy, więc jak się udaje, to tylko trzeba się z tego cieszyć. Każdy sukces jest uhonorowaniem ciężkiej pracy i chciałoby się go osiągać jak najczęściej.

Wskazywała pani na ciężkie treningi w Chinach, proszę porównać do poziomu naszej, polskiej siatkówki.

– Myślę, że czołowe zespoły chińskie mogłyby śmiało stanąć i zagrać z każdym europejskim zespołem i powalczyć o zwycięstwo.

Wynikać może z tego, że poziom siatkówki azjatyckiej jest…

Jest wysoki, jest bardzo wysoki. Ja uważam, że liga chińska jest bardzo specyficzna, ale stoi na bardzo wysokim poziomie.

Sezon w Chinach jest bardzo krótki.

Sezon ten trwa cztery miesiące. W Chinach nie ma rozgrywek pucharowych, liga natomiast trwa co trzy dni.

Meczowe wyjazdy, sportowe obiekty. Czy zdarzyło się grać w ekstremalnych warunkach?

System rozgrywek, jak już powiedziałam, jest bardzo napięty, dużo czasu przychodzi spędzać w objazdach. Jeśli chodzi o sportowe obiekty, to niejednokrotnie przyszło mi grać w nietypowych warunkach. Bodajże tylko trzy sportowe hale były ogrzewane. Na innych nie było wcale ogrzewania, albo go nie włączali, bo było po prostu za drogie. Niektóre obiekty nie miały okien, także zimne powietrze hulało sobie po wnętrzu hali.

W takiej sytuacji pewnie marzłyście w czasie spotkań.

Na niektórych meczach naprawdę zmarzłam, pomimo że miałam na sobie kilka koszulek, legginsy oraz rękawiczki. Trenerka Jenny Lang Ping uprzedzała mnie o tym i prosiła, by wyjeżdżając do Chin, zabrać trochę cieplejszych rzeczy. Nie zrozumiałam jej po prostu. Musiałam kupować na miejscu ciepłe rzeczy. W halach zaś, gdzie działało ogrzewanie, kibice palili papierosy w czasie spotkania. Ot, taka egzotyka.

Zostawmy tego typu egzotykę i wróćmy do treningów pod okiem tak znamienitej trenerki.

Treningi prowadzone przez Jenny Lang Ping były bardzo długimi i ciężkimi treningami. Nie był to trening typowo azjatycki. Trenerka łączyła kilka szkół siatkarskich naraz. Swoje bardzo bogate doświadczenia ze Stanów Zjednoczonych i Włoch przeniosła na swój warsztat. Treningi prowadzi tak, że zespół jest zawsze przygotowany do gry.

Znałyście się wcześniej z Jenny Lang Ping?

Znałyśmy się dużo wcześniej. Grałam przeciwko Stanom Zjednoczonym na Olimpiadzie, jak ona prowadziła tę drużynę. Jenny znam od wielu, wielu lat i bardzo szanuję tę kobietę, bo uważam, że dla siatkówki zrobiła wszystko, co możliwe.

Może coś na temat specyfiki samych Chin, chińskiej kuchni.

Oj, to jest bardzo dużo opowiadania i na pewno dzisiaj nie starczyłoby nam na to czasu. Każdego dnia i na każdym kroku się coś działo. Nie wiem, co mam powiedzieć, sama egzotyka tego kraju na nas Europejczyków robi duże wrażenie. Jeśli chodzi o chińską kuchnię, to nie stanowi ona dla mnie większego problemu.

Czy przez długi czas musiała się pani aklimatyzować?

Niestety tak. Aklimatyzacja trwała coś ponad półtora miesiąca.

W tej chwili wiadomym jest, że zdecydowała się pani przedłużyć kontrakt na kolejny sezon.

Tak, podpisałam kontrakt na kolejny sezon, uległam namowom Jenny Lang Ping. Teraz już wiem, co mnie tam czeka i jak mam sobie radzić i na pewno teraz życie tam będzie dla mnie łatwiejsze.

Jak pani była przyjmowana przez chińskich kibiców w miejscu zamieszkania, środkach komunikacji?

– Normalnie. Ja ginę w tłumie… (śmiech)

Nie wierzę.

– Postrzegana jestem raczej pozytywnie, środowisko w mieście, w którym mieszkałam jest bardzo przyzwoite. Miasto liczyło ponad dziesięć milionów mieszkańców i ja naprawdę w nim ginęłam. Ludzie dostrzegali mnie, gdyż jestem wysoka.

Pani Kasiu, wróćmy jeszcze na chwilę na nasze rodzime parkiety. Zaczyna pani treningi z zespołem Siódemki Legionovia Legionowo?

– Tak, od poniedziałku zaczynam treningi w tamtejszej hali.

Profesor siatkówki z pretendentkami do awansu do ekstraklasy.

Słucham? Nie, nie, proszę tak nie mówić. Ja tak nie uważam i nie komentuję… (śmiech)

Na koniec proszę, by reprezentantka Polski oceniła szanse kwalifikacji do igrzysk.

– Nie będzie łatwo, ja natomiast wierzę, że znów zagramy na igrzyskach.


* rozmawiał Mirek Stroński (Strefa Siatkówki)



źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved