Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Play-off na start – plusy i minusy okiem scoutów

Play-off na start – plusy i minusy okiem scoutów

fot. archiwum

- Nie możemy dopuszczać do serii, kluczowa jest samodyscyplina - Michał Mieszko Gogol po pierwszych meczach I rundy play-off nie popada w hurraoptymizm. - Zaczynamy się dopiero "rozkręcać". Musimy utrzymać naszą grę - zapowiada Oskar Kaczmarczyk.

 

Mocno zaangażowani i popełniający błędy

Nie tylko same wyniki spotkań I rundy play-off PlusLigi siatkarzy pomiędzy Asseco Resovią Rzeszów i Tytanem AZS Częstochowa, ale także dyspozycja obu ekip w poszczególnych elementach siatkarskiego rzemiosła potwierdziła dominację rzeszowian. Podopieczni Andrzeja Kowala prezentowali się lepiej od swoich rywali we wszystkich elementach gry, zaczynając od dyspozycji w polu serwisowym, poprzez noty oceniające perfekcję w odbiorze i skuteczność w ataku, aż do ‘oczek’ wypracowanych blokiem. Gospodarze dominowali jednak też w niechlubnej statystyce, uwzględniającej ilość punktów oddanych rywalom po błędach własnych. W pierwszym spotkaniu ekipa z Podpromia myliła się 34 razy, przy 29 pomyłkach przyjezdnych, podczas gdy w drugim meczu na 26 punktów oddanych w ten sposób akademikom, Resovia otrzymała 20 ‘oczek’. – Zdecydowanie za często myliliśmy się w ataku, za dużo było typowych niewymuszonych błędów własnych, jak np. dotknięcie siatki. Popełnialiśmy proste błędy w organizacji gry, wynikały one raczej z braku koncentracji i pełnego, 100-procentowego zaangażowania w mecz. Faktycznie byliśmy trochę rozkojarzeni i całe szczęście, że to się nie zemściło – przyznał komentując spotkanie scoutman Asseco Resovii Rzeszów, Michał Mieszko Gogol.

Początek walki o półfinał siatkarskiej ekstraklasy zapowiadał emocjonujące widowisko, utrzymując 57% – efektywność zagrań w ataku i stabilne przyjęcie częstochowianie dotrzymywali kroku rywalom. Obok stabilnej gry w odbiorze w decydującym zestawieniu to siatkarze z Podkarpacia zaprezentowali się lepiej atakując z 67% – skutecznością na tym etapie meczu. Śmiało można więc powiedzieć, że gospodarze zaczęli z wysokiego „C", wyniki uzyskiwane w kolejnych odsłonach nie były już tak imponujące. Najbliżej powtórzenia tego rezultatu brązowi medaliści PlusLigi byli w trzeciej partii rywalizacji (62%), paradoksalnie jednak to tę odsłonę wygrali częstochowscy akademicy, a raczej przegrali rzeszowianie – bo znaczna cześć dorobku AZS-u w tym secie (10 ‘oczek) to efekt punktów otrzymanych przez rywali „w prezencie". Co było więc było największą rysą na grze podopiecznych Andrzeja Kowala na tym etapie zmagań? Scoutman rzeszowian wskazuje na wciąż wracające do zespołu z Podkarpacia problemy z seryjnym traceniem punktów. – Generalnie trzeba cały czas mieć się na baczności i nie dopuszczać do tych przestojów, co nie do końca nam się udało. Chyba największy zagrożeniem ze strony Częstochowy była zagrywka, świetnie spisywali się Michał Kamiński i Łukasz Wiśniewski – ta para faktycznie „napsuła nam dużo krwi" w polu serwisowym i przed tą zagrywką naprawdę ciężko było nam się bronić. Wiedzieliśmy, że kilku zawodników, jeśli nawet nie całą drużyna, dysponuje bardzo mocnym serwisem i trzeba mieć się na baczności i kończyć akcje w pierwszym zagraniu, nie dopuszczając do żadnej serii. Takie serie nam się przytrafiały i w naszej grze zdarzyły się takie dwa, trzy przestoje. W pierwszym meczu to był pierwszy i trzeci set, gdzie bardzo słabo przyjmowaliśmy. Natomiast w drugim spotkaniu ten drugi set, gdzie prowadziliśmy 13:7 i później odpuściliśmy zwycięstwo w tym secie – wymieniał Michał Mieszko Gogol.



Indywidualnie w pierwszym spotkaniu najjaśniejszą postacią swojego zespołu był kapitan rzeszowian. Olieg Achrem na przestrzeni całego spotkania zdobył 17 punktów, z czego 13 ‘oczek’ było efektem skutecznych zagrań w ataku, do swojego dorobku jeden punktowy blok i trzy asy serwisowe. Wsparciem dla swojego kapitana byli Gyorgy Grozer i Paul Lotman, którzy zakończyli mecz z identycznym rezultatem – po 14 punktów. Ponad średnią efektywność zespołu, przy znacznej liczbie prób wybili się natomiast Piotr Nowakowski i Olieg Achrem ( 70% i 59% skuteczności, przy nocie zespołowej 58%). Siatkarze z Podkarpacia obok wysokiej skuteczności w ataku po raz kolejny potwierdzili siłę swojej zagrywki. Ryzyko ponoszone w polu serwisowym odbiło się co prawda na statystyce popełnianych błędów własnych, jednak jak zaznaczył scoutman rzeszowian to nie zepsute serwisy podopiecznych Andrzeja Kowala, tak mocno zawyżyły ilość ‘oczek’ oddanych rywalom po błędach własnych. – Bardziej była to dekoncentracja, bo popełnialiśmy błędy także w ataku. W naszej drużynie bardzo mocno kładziemy nacisk na zagrywkę i często jest tak, że ryzykując w danym momencie w polu serwisowym takie straty są w to wliczone – mówił Michał Mieszko Gogol.

Równie dobrze w polu serwisowym prezentowali się siatkarze gości, podopieczni Marka Kardoša tylko w pierwszym meczu zapisali na swoim koncie 7 asów serwisowych. Najwięcej problemów odbierającym rzeszowianom sprawił dotychczas pełniący role zmiennika – Michał Kamiński. Atakujący częstochowian był także najczęściej punktującym swojego zespołu, godnie zastępując zmagającego się z urazem Bartosza Janeczka. Poczynania zespołu spod Jasnej Góry dobrze rozszyfrowali gospodarze 7-krotnie blokując zagrania przeciwników, podbijając zagrania w obronie zaniżyli efektywność akademików do 42%. Trudno więc mówić o elemencie zaskoczenia, scoutman ekipy z Rzeszowa przyznał, że nietrudno było zauważać kolejne próby podejmowane przez częstochowian, opierające się na zmianie sposobu gry i wprowadzaniu nietypowych dla akademików zagrań. – Starali się trochę zmienić swoją grę w stosunku do spotkań rozgrywanych w rundzie zasadniczej. Fabian próbował rozgrywać inaczej niż przez całą pierwszą fazę, natomiast w pierwszym meczu zorientowaliśmy się, że trochę na siłę chcą tę swoją grę zmieniać. Na pewno Częstochowa bez Bartosza Janeczka z Michałem Kamińskim, który rozpoczynał ten mecz, miała mniejsze pole manewru jeżeli chodzi o zmiany.

W rezerwowych siła

W drugim spotkaniu skuteczność obu ekip osłabła, a o sile brązowych medalistów PlusLigi w zestawieniu oceniającym ten element stanowiła dyspozycja Gyorgy Grozera. Atakujący gospodarzy zakończył mecz z imponującym wynikiem – 23 punkty, przy 17 ‘oczkach’ najlepszego z akademików – Michała Kamińskiego. O ile w pierwszym meczu wsparciem dla najlepszych rzeszowian był Paul Lotman w drugim spotkaniu dobrze zaprezentował się kolejny z nominalnych zmienników – Marko Bojić. To właśnie dobra ławka rezerwowych i pewni zmiennicy maja być „asem w kieszeni" rzeszowian w rozstrzygających momentach. – Po raz kolejny udało się dokonać dobrych zmian, w pierwszym meczu było to wejście Paula Lotmana, który świetnie „pociągnął" mecz. W drugim spotkaniu ożywienie i świeżość do naszej gry wniósł wchodząc Marko Bojić, co również jest bardzo ważne – o trafnych zmianach mówił Michał Mieszko Gogol, nie były to jednak wszystkie atuty gospodarzy na przestrzeni dwumeczu – Byliśmy nieźle zorganizowani na siatce i to jest element na plus. Trzymaliśmy też dyscyplinę taktyczną – dodał.

Przy przewadze zespołu Andrzeja Kowala we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła w szeregi ekipy z Podkarpacia wracały piątkowe „grzechy". W przegranym do 19 secie drugim 10 z 25 ‘oczek’ wywalczonych przez AZS było efektem punktów oddanych po niewymuszonych błędach własnych rywali. – Nie możemy sobie pozwolić na tyle błędów i jeżeli będziemy podejmować ryzyko na zagrywce to musimy mieć więcej dyscypliny w atakach z pierwszej akcji po przyjęciu – wymieniał scoutman Resovii. Jak wyglądała gra występujących w roli „kopciuszka" akademików? Trudno byłoby szukać elementu, w którym prowadzony przez Marka Kardoša zespół stworzyłby realne zagrożenie dla gospodarzy. 39% w ataku przy 49% rzeszowian, czy 6 asów serwisowych przy 10 ‘oczkach’ zdobytych przez przeciwników potwierdzało dystans dzielący obie ekipy. W całym dwumeczu także w zestawieniu perfekcyjnego odbioru plus był po stronie zespołu z Rzeszowa, jednak to właśnie z odbiorem łączą się elementy wymagające doskonalenia, aby 21. marca Resovia w częstochowskiej hali „Polonia" mogła postawić kropke nad „i". Co dokładnie, zdaniem scoutmana ekipy z Podkarpacia, wymaga poprawy? – Nasze przyjęcie, ale nie jako element, ale w kontekście świadomości tego jak ważna jest kolejna akcja po dobrym odbiorze. Bardziej należałoby to rozważać w aspekcie psychologicznym niż technicznym i siatkarskim. Jeżeli źle przyjęliśmy, a w polu serwisowym jest realne zagrożenie, bo zagrywa Dawid Murek, albo Michał Kamiński czy Łukasz Wiśniewski, musimy zdać sobie sprawę, że nie kończąc tej pierwszej piłki już popełniamy błąd. Musimy być dwa razy bardziej skoncentrowani, ta druga akcja może być rzeczywiście bardzo ważna. Nie możemy dopuszczać do tych serii, bo wywołują one realne zagrożenie w secie. Później stopniowo Częstochowa może wygrać kolejne sety, a nawet cały mecz. Kluczowa jest, więc samodyscyplina – zakończył Michał Mieszko Gogol.

         


    RESOVIA RZESZÓW                AZS CZĘSTOCHOWA
                      Punkty:
1. Gyorgy Grozer    37 (14;23) 1. Michał Kamiński       34 (17;17)
2. Olieg Achrem     28 (17,11) 2. Krzysztof Gierczyński 20 (9;11)
3. Piotr Nowakowski 24 (9,15)  3. Łukasz Wiśniewski     16 (6,10)

                        Atak:
1. Gyorgy Grozer    26 (12;14) 1. Michał Kamiński       26 (11;15)
2. Olieg Achrem     23 (13;10) 2. Krzysztof Gierczyński 19 (10;9)
3. Piotr Nowakowski 17 (7;10)  3. Dawid Murek           12 (7;5)
Blok: 1. Piotr Nowakowski 6 (1;5) 1. Łukasz Wiśniewski 5 (0;5) 2. Paul Lotman 5 (3;2) 2. Wojciech Sobala 4 (1;4) 3. Gyorgy Grozer 4 (0;4) 3. Michał Kamiński 2 (1;1)
Zagrywka 1. Gyorgy Grozer 7 (2;5) 1. Michał Kamiński 6 (5;1) 2. Grzegorz Kosok 4 (1;3) 2. Łukasz Wiśniewski 5 (2;3) 3. Olieg Achrem 3 (3;0) 3. Fabian Drzyzga 1 (0;1)

* zestawienie dotyczy wyników dwumeczu, w nawiasach wyszczególniono rezultaty odpowiednio pierwszego i drugiego spotkania


Równa gra receptą na sukces

Jaki początek, taki koniec? Bardzo prawdopodobne w przypadku występu podopiecznych trenera Krzysztofa Stelmacha w I rundzie play-off PlusLigi. Kędzierzyńska ZAKSA, na własnym terenie, bez większych kłopotów uporała się z ekipą Farta Kielce. Ekipa gości, mimo wysiłków, była w stanie nawiązać równorzędną walkę z rywalem jedynie w drugim secie drugiego spotkania. – Mecze były dość podobne. Naszą najsilniejszą stroną była równa gra we wszystkich elementach, a kielczanie mocno falowali – ocenił Oskar Kaczmarczyk. Bardzo dobre momenty mieszali z bardzo słabymi. Ich gra była za bardzo "szarpana". Ostatnie słowa kędzierzyńskiego scoutmana celnie określają postawę siatkarzy kieleckiego Farta. W pierwszym spotkaniu walki o półfinał PlusLigi 2011/12 wszystkie trzy partie miały ten sam scenariusz. Do połowy setów zespół z Gór Świętokrzyskich udanie stawiał opór gospodarzom, po czym, jak na zawołanie, z kieleckich siatkarzy „uchodziło powietrze", zdarzały się przestoje, serie błędów, co skwapliwie wykorzystywali przeciwnicy, wypracowując przewagę, która stawała się kamieniem węgielnym pod ostateczne zwycięstwo w każdej z odsłon. Oskar Kaczmarczyk, komentując rozwój wypadków w pierwszym pojedynku, po raz kolejny kładł nacisk na równą formę kędzierzynian. – Pierwsze spotkanie było w naszym wykonaniu bardzo dobre i dotyczy to wszystkich elementów. Nasza wygrana wzięła się przede wszystkim z równej gry przez całe spotkanie, popełniliśmy bardzo mało błędów w ataku a gra Pawła Zagumnego była po prostu profesorska. Drużyna z Kielc momentami, zwłaszcza w początkowych fragmentach każdej z partii, prezentowała się równie dobrze ale nie potrafili, w odróżnieniu od nas, utrzymać tego poziomu przez cały czas, stąd nasze zwycięstwo.

„Traciliśmy więcej niż zdobywaliśmy"

Niewątpliwie „piętą Achillesową" gry siódmej drużyny rundy zasadniczej była duża ilość błędów. W dwumeczu w Kędzierzynie-Koźle „Farciarze" zrobili rywalom imponujący „prezent" – 55 „bonusowych" punktów, po błędach własnych. W pierwszym meczu ilość pomyłek kieleckiego zespołu sięgnęła „tylko" 21 „oczek". W drugiej konfrontacji było już zdecydowanie gorzej – 34. W niektórych partiach (m.in. pierwszy czwarty set drugiego spotkania) ilość błędów przekraczała liczbę punktów zdobytych w ataku. Z kolei ze strony gospodarzy na konto kielczan powędrowało 39 punktów, odpowiednio 22 i 17. – Źle graliśmy na kontrze – przyznał Iwo Wagner, scoutman Farta Kielce. – Traciliśmy więcej niż zdobywaliśmy: tylko 5 skończonych ataków na 24 piłki, 4 błędy i 2 zablokowane ataki. W drugim, sobotnim meczu traciliśmy seryjnie punkty w jednym ustawieniu, a później nie potrafiliśmy odrobić strat. W całym meczu zrobiliśmy 34 błędy, z czego 16 w ataku. Dla porównania: ZAKSA 17, a 5 w ataku. Z opinią swego kolegi po fachu zgodził się kędzierzyński scout, pytany o najsłabszy punkt przeciwnika. – Zdecydowanie błędy własne, zwłaszcza w ataku. Tych popełnili dużo za dużo.

Samotny Nilsson, „powrót" francuskiego duetu

Kolejnym elementem, w którym zwraca uwagę znaczna różnica – żeby nie powiedzieć: przepaść – to skuteczność w ataku. W premierowym starciu zaznaczyła się szczególnie: kędzierzynianie atakowali ze skutecznością 61%, zdobywając 46 punktów, przy zaledwie 39-procentowym rezultacie Farta oraz dorobku 32 punktów. Tym bardziej pierwszy set rywalizacji w I rundzie play-off nie mógł nastrajać zespołu gości optymistycznie: licząca 7 „oczek" zdobycz w ataku, przy skuteczności 29%. Po drugiej stronie siatki natomiast: 14 punktów, przy 70% skuteczności. W drugim spotkaniu procenty w ataku po stronie kielczan prezentowały się jeszcze bardziej niekorzystnie: 37% efektywności i 44 punkty. Ekipa Krzysztofa Stelmacha natomiast atakowała z efektywnością 50%, gromadząc 53 punkty. W drugim spotkaniu kieleccy siatkarze poprawili nieco bardzo skromną skuteczność w kontrataku, kończąc 34% wykonywanych kontr. W pierwszym spotkaniu uzyskali jedynie 12% skuteczności w tym elemencie. Dla porównania: ZAKSA osiągnęła rezultat odpowiednio 64% oraz 47%. – W pierwszym meczu ZAKSA była lepsza w każdym elemencie. Efektywność ataku naszych rywali była bardzo wysoka. W naszym zespole jedynym zawodnikiem który się wyróżniał był Marcus Nilsson – skomentował kielecki scoutman. Istotnie w obu spotkaniach ciężar ataku spoczywał głównie na barkach szwedzkiego atakującego. Ze swymi „obowiązkami" zdecydowanie lepiej radził sobie w pierwszym spotkaniu – zdobył 16 punktów, atakując ze skutecznością 52%. W kolejnej odsłonie rywalizacji znacznie częściej mylił się bądź nie potrafił przebić się przez blok rywali – w efekcie zgromadził 13 punktów, przy 35% skuteczności w ataku. Po Nilssonie długo, długo nic…, następnie Rafał Buszek i Maciej Pawliński. W piątkowym meczu Buszek dosyć słabo wspomagał szwedzkiego kolegę w ataku – do dorobku całej drużyny dorzucił jedynie 7 „oczek". W drugim spotkaniu było nieco gorzej – obniżył swą efektywność do 31%, punktując ośmiokrotnie. Pawliński natomiast do pozytywów może dopisać występ w drugiej konfrontacji – dał znakomitą zmianę i dużym stopniu przyczynił się do „urwania" rywalom jedynego – jak na razie – seta w rywalizacji. Jak przyznał Oskar Kaczmarczyk wejście kapitana kieleckiego zespołu do gry wprowadziło sporo zamieszania w szeregi kędzierzyńskich zawodników. – Kielczanie nie zaskoczyli nas niczym szczególnym, grali grę, którą przewidywaliśmy, jedynie bardzo dobre wejście Maćka Pawlińskiego w drugim spotkaniu na moment nami "wstrząsnęło", ale stosunkowo szybko potrafiliśmy wrócić do swojej gry – stwierdził. Po kędzierzyńskiej stronie ze swej formy zadowolony może być francuski duet, który w obu spotkaniach „trzymał" atak gospodarzy. W pierwszym spotkaniu Antonin Rouzier punktował 16 razy, przy skuteczności 45%, natomiast Guillame Samica atakował na poziomie 65%, zdobywając 11 „oczek". O ile w pierwszej fazie rywalizacji Rouzier otrzymał więcej szans na zdobycie punktów – 29 przy 17 „Samika", o tyle w drugim spotkaniu Paweł Zagumny był bardziej „sprawiedliwy", kierując do francuskich siatkarzy tyle samo piłek – 29. Tutaj lepiej spisał się Samica, zdobywając 15 punktów, przy 52% skuteczności. Rouzier niewiele odstawał od swego kolegi, gromadząc 13 „oczek i uzyskując rezultat 45%. Scout ZAKSY stwierdził, że dobra postawa francuskich siatkarzy nie była zaskoczeniem. – Wszyscy wiemy, że "nasi" Francuzi w ostatnim czasie mieli swoje problemy, nie grali w pełnym wymiarze czasowym, ale wszystko podporządkowywaliśmy pod play-offy. Cieszy ich postawa, dwa bardzo dobre spotkania były dla nich samych bardzo ważne, zwłaszcza dla Samika, który oba spotkania zagrał bardzo dobrze – ocenił. Do zdobyczy punktowej swego zespołu swą cegiełkę dorzucił również Michał Ruciak. Reprezentant Polski w pierwszym meczu zaprezentował się zdecydowanie lepiej, zdobywając 11 „oczek", przy skuteczności 65%. Drugie spotkanie to nieco gorszy wynik: 7 punktów i 39% skuteczności.

„Zaczynamy się dopiero rozkręcać"

„Pierwsze koty za płoty" – można stwierdzić, porównując grę obu zespołów w innych elementach. W bloku, przyjęciu oraz polu zagrywki zawodnicy obu zespołów pokazali o wiele lepszą formę w drugiej odsłonie rywalizacji. W tych elementach przewaga kędzierzynian nie była już tak wyraźna. W polu zagrywki oba zespoły punktowały solidarnie, zdobywając odpowiednio po 3 i 6 „oczek". Po stronie ZAKSY w polu zagrywki najlepiej spisał się Rouzier, który czterokrotnie „pocelował" rywali. Ponadto rywali swą zagrywką skutecznie „straszyli" Ruciak wraz z „Samikiem", którzy zakończyli mecz z odpowiednio 3 i 2 asami serwisowymi na koncie. Po drugiej stronie siatki palmę pierwszeństwa dzierżył Nilsson, również popisują się czterema punktowymi zagrywkami. Obok niego z dorobkiem trzech asów uplasował się Pawliński. Również w bloku oba zespoły zagrały w miarę równo. Jak podkreślał Iwo Wagner, blok był jedynym elementem, w którym Fart w drugim meczu osiągnął przewagę nad rywalami. – Zbyt duża ilość błędów własnych i słaby atak spowodowały, że nie byliśmy w stanie dogonić ZAKSY. Na poziomie zespołu z Kędzierzyna-Koźla graliśmy tylko w drugim secie drugiej partii. Blok to element, który punktowo wypadł na naszą korzyść – potwierdził. W pierwszym pojedynku ZAKSA zablokowała przeciwników pięciokrotnie, przy trzech udanych akcjach „Farciarzy". W drugim spotkaniu natomiast lepsza była drużyna z Kielc, która punktowała 11 razy, o dwa więcej niż gospodarze (9). Na tym jednak kończy się lista elementów, w których kielczanie mogli współzawodniczyć z faworytami tej rywalizacji. Oskar Kaczmarczyk pytany najpewniejszy punkt kędzierzyńskiego zespołu, obok wyrównanej gry, wskazał na znakomitą grę w obronie. – Cieszy nas bardzo dobra gra w polu obrony. W porównaniu do poprzednich spotkań, mecze z Fartem pokazały, że potrafimy równie dobrze bronić, co blokować. Cieszy nas to niezmiernie i liczymy, że utrzymamy taki poziom w następnych spotkaniach, a powiem więcej, jestem pewien, że i w tym elemencie zaczynamy się dopiero "rozkręcać" – zapowiada kędzierzyński scout. W elemencie przyjęcia zaznaczyła się niewielka przewaga ZAKSY, której zawodnicy przyjmowali na poziomie odpowiednio 50% i 52% przyjęcia pozycyjnego. Ocena za przyjęcie perfekcyjne już nie imponowała (31% i 26%). W obu spotkaniach znakomita większość zagrywek kierowała była w stronę Michała Ruciaka. Zły wybór – reprezentant Polski przyjmował pewnie, osiągając rezultat 56% i 60%. W kieleckiej ekipie najbardziej „ostrzeliwany" był Rafał Buszek. W pierwszym spotkaniu radził sobie bardzo dobrze – 52% przyjęcia pozycyjnego, w kolejnym nieco gorzej – uzyskał rezultat 42%. Odbiór Farta w obu meczach kształtował się na poziomie 49% i 50%. Również bez błysku w ocenie za przyjęcie w punkt: 25% oraz 29%.

I jeszcze raz: gra na takim samym poziomie

Po niezbyt ciężkiej przeprawie w Kędzierzynie-Koźlu podopieczni Krzysztofa Stelmacha wydają się być o krok od wywalczenia miejsca w półfinale. Jednak jak podkreślał Oskar Kaczmarczyk postawienie owej „kropki nad i" nie jest takie łatwe i przede wszystkim wymaga utrzymania należytej koncentracji. – Mecz w Kielcach odbędzie się po dość długiej przerwie, dlatego musimy podejść do niego bardzo dobrze skoncentrowani. Siatkówka to gra błędów, więc oczywistym jest, że są i elementy w naszej grze, które zawsze można poprawić, ale jestem pewien, że jeżeli utrzymamy naszą grę na podobnym poziomie jak w Kędzierzynie, będziemy mogli świętować awans do półfinałów – ocenia kędzierzyński scout.

     ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE             FART KIELCE
Punkty: 1. Antonin Rouzier 35 (19,16) 1. Marcus Nilsson 35 (18,17) 2. Guillame Samica 31 (12,19) 2. Rafał Buszek 17 (7,10) 3. Michał Ruciak 22 (12,10) 3. Maciej Pawliński 15 (1,14)
Atak: 1. Antonin Rozuier 29 (16,13) 1. Marcus Nilsson 29 (16, 13) 2. Guillame Samica 26 (11,15) 2. Rafał Buszek 15 (7,8) 3. Michał Ruciak 18 (11,7) 3. Maciej Pawliński 12 (1,11)
Blok: 1. Patryk Czarnowski 4 (1,3) 1. Adam Kamiński 4 (0,4) 2. Guillame Samica 3 (1,2) Miłosz Zniszczoł 4 (2,2) 3. Antonin Rouzier 2 (1,1) 2. Grzegorz Kokociński 2 (1,1) Paweł Zagumny 2 (1,1) Rafał Buszek 2 (0,2) Wojciech Kaźmierczak 2 (1,1) Marcus Nilsson 2 (0,2)
Zagrywka: 1. Antonin Rouzier 4 (2,2) 1. Marcus Nilsson 4 (2,2) 2. Michał Ruciak 3 (1,2) 2. Maciej Pawliński 3 (0,3) 3. Guillame Samica 2 (0,2) 3. Grzegorz Kokociński 1 (1,0) Miłosz Zniszczoł 1 (0,1)

* zestawienie dotyczy wyników dwumeczu, w nawiasach wyszczególniono rezultaty odpowiednio pierwszego i drugiego spotkania

źródło: inf. własna

nadesłał: ,

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-13

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved