Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Edyta Rzenno: O ile zdrowie pozwoli, to chcę grać jak najdłużej

Edyta Rzenno: O ile zdrowie pozwoli, to chcę grać jak najdłużej

fot. archiwum

Edyta Rzenno niedawno, po ciężkiej kontuzji wróciła do zespołu Armatury Eliteski AZS UEK Kraków. Środkowa krakowskich akademiczek podkreśla, że po urazie nie ma już śladu i w play-off wspomoże drużynę w walce o awans do ekstraklasy.

Naszą rozmowę chciałbym zacząć od pytania, na które pewnie odpowiadałaś już setki razy, ale chyba dopiero teraz możesz z optymizmem w głosie – jak kolano?

Edyta Rzenno:Dobrze, nie mam powodów do narzekania! No, prawie (śmiech).

Powrót na boisko – więcej stresu czy radości?



Zdecydowanie radości! Najpierw był etap złości na siatkówkę, potem pojawiła się tęsknota za grą, a kiedy okazało się, że jedna operacja nie wystarczy i musiałam poddać się kolejnej i jeszcze następnej, przyszły chwile zwątpienia. Ale tak naprawdę, w głębi serca, nie mogłam się doczekać tej chwili, kiedy znów wyjdę na parkiet! Wprawdzie mój rozbrat z siatkówką trwał półtora roku, ale nie, nie odczuwałam tremy.

Pierwszą część sezonu obserwowałaś z perspektywy nawet nie trybun, a obiektywu swojego aparatu, co zresztą wychodziło ci bardzo dobrze. Potem przez chwilę perspektywa kwadratu rezerwowych i wreszcie z boiska. Która rola najbardziej ci odpowiada?

Perspektywa kwadratu jest zdecydowanie najmniej kusząca (śmiech). W siatkówkę gram od kilkunastu lat, jest to moja pasja i do momentu kontuzji podporządkowywałam jej prawie całe swoje życie, ale… Kontuzja i zbieg pewnych okoliczności sprawił, że nie tylko odkryłam w sobie nową pasję, ale też zaczęłam troszkę inaczej patrzeć na życie i na to co mi się przytrafiło. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a dzięki kontuzji… Tak, dokładnie dzięki niej! – Znalazłam wreszcie czas dla siebie. Odkryłam piękne miejsca, robiłam fascynujące rzeczy, które raczej nie są wskazane przy uprawianiu sportu, a przede wszystkim poznałam fantastycznych ludzi, dzięki którym wszystko się zaczęło! Aparat fotograficzny najpierw był tylko dodatkiem, który Michał z racji swojego zawodu zabierał niemal wszędzie. I tak podczas jednej ze wspólnych wypraw w moje ręce po raz pierwszy trafił tak zaawansowany sprzęt fotograficzny. Na szczęście, wtedy Michał wybierał wszystkie ustawienia… Bo z oczywistych względów, tryb automatyczny był niedopuszczalny! (śmiech) Z czasem pan fotograf wtajemniczył mnie w te wszystkie zawiłe pojęcia i funkcje. Tak mnie to wciągnęło, że po opuszczeniu Podlasia zakupiłam swoją pierwszą lustrzankę i mój ulubiony teleobiektyw, dokładnie taki sam zestaw, na jakim się uczyłam i teraz łączę dwie pasje: siatkówkę i fotografię. Kiedy przyjdzie pora rozstać się z siatkówką, teraz już wiem, co doskonale wpisze się w pustkę, która niewątpliwie po niej zostanie…

Oby nie za szybko…

O ile zdrowie pozwoli, to chcę grać jak najdłużej.

Sporą część swojej kariery podróżowałaś po północnej części Polski.

No tak. Od początku mojej przygody z profesjonalną siatkówką, czyli Bielsko-Biała, gdzie spędziłam 5 lat, zaczęłam oddalać się od domu, od rodzinnych stron. Legionowo, Piła, Szczecin, w którym zatrzymałam się na dwa lata, a następnie przeniosłam się do Sopotu, potem trafiłam do Białegostoku. Śmiałam się nawet, że zaczynam powrotną podróż, aż w końcu wyszedł Kraków, z czego bardzo się cieszę. Można już powiedzieć, że jestem w rodzinnych stronach, bo mieszkam w domu z rodzicami (w Brzesku – przyp. red.). Co prawda dojazdy są nieco uciążliwe, bo to 60 kilometrów, ale nie ma to jak w domu!

No właśnie. To jest ciekawe. Zazwyczaj gdy młodzi ludzie opuszczają „rodzinne gniazdko”, to raczej niechętnie wracają.

Chyba rzeczywiście w większości przypadków tak jest. Ale zazwyczaj wygląda to tak, że młodzi ludzie odchodzą z domu, kiedy decydują się na założenie własnej rodziny. Ja dość wcześnie wybyłam z domu, bo gdy miałam 15 lat to już poszłam do szkoły z internatem. W domu bywałam w weekendy, a czasem nawet nie, bo przecież w soboty zazwyczaj wypadały mecze, więc zostawałyśmy w internacie. Zawsze bardzo tęskniłam za najbliższymi i tą atmosferą, którą można poczuć tylko w domu… Teraz może trochę nadrabiam zaległości! Chociaż i teraz w domu praktycznie tylko sypiam, więc wiele tego nie ma (śmiech). Wracam przeważnie o 22.00 po treningu, a wyjeżdżam rano albo koło południa. Zależy jak trenujemy. Także zostają niedziele… Jeśli akurat nie odsypiam po powrocie z dalekiego wyjazdu (uśmiech).

W jednym z twoich starszych wywiadów, gdy jeszcze grałaś w Sopocie, natknąłem się na wypowiedź, że chciałabyś grać gdzieś bliżej rodzinnych stron… i powędrowałaś do Białegostoku!

– No i przecież było bliżej (śmiech). Pamiętam, że wtedy „Pestka” (Izabela Śliwa – przyp. red.), po tym sezonie kiedy razem grałyśmy w Sopocie, w jednej z telefonicznych rozmów podpytywała, gdzie zamierzam się przenieść. No i wreszcie jej powiedziałam: „Pestusia, będzie to na pewno coś bliżej rodzinnych stron”, a gdy dowiedziała się, że padło na Białystok to stwierdziła, że „chyba jednak chcę być bliżej Pestusi”, bo ona została wtedy w Sopocie.

Jak już wspomniałaś, grałaś także w Legionowie. To był sezon 2005/2006. Czy z tamtej ekipy ktoś jeszcze pozostał? Będzie ci towarzyszyć jakaś dodatkowa mobilizacja?

Z zawodniczek na pewno nie, bardziej niektórzy działacze. A co do podejścia, to trochę tych byłych klubów już jest na moim koncie… Dla mnie nie ma to jednak większego znaczenia kto staje po przeciwnej stronie siatki. Uważam, że w każdym meczu trzeba dawać z siebie wszystko i przede wszystkim robić swoje na boisku. Bo zazwyczaj jeśli chce się za bardzo, to nic nie wychodzi… Taka złośliwość losu (uśmiech).

Chyba zgodzisz się ze stwierdzeniem, że wasza forma faluje w tym sezonie. Ostatnio chyba był dołek, więc czy wygrana w Radomiu może oznaczać, że teraz zaczyna się „górka”?

– Myślę, że tego byśmy sobie wszyscy życzyli, życzę więc sobie i ja!

źródło: azsskawauek.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-08

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved