Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Znamy uczestników Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi

Znamy uczestników Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi

fot. archiwum

Zespoły Arkasu Izmir oraz Trentino PlanetWin365 uzupełniły wczoraj wieczorem skład turnieju finałowego Ligi Mistrzów w Łodzi. Oba pojedynki dostarczyły kibicom sporej ilości emocji i zakończyły się dopiero po rozegraniu złotych setów.

Już we wtorek awans do półfinałów Ligi Mistrzów wywalczyli sobie siatkarze Zenitu Kazań, którzy najpierw u siebie rozbili niemieckie VfB, aby później we Friedrichshafen postawić przysłowiową kropkę nad „i”. Pojedynek rewanżowy również rozstrzygnął się już po trzech setach, jednak przyniósł zgromadzonym na hali kibicom znacznie więcej emocji. Mistrzowie Niemiec od początku ryzykowali zagrywką, co chwilami pozwalało im na prowadzenie równorzędnej walki ze swoimi rywalami. W ataku dobrze spisywali się Oliver Venno (12/27 skończonych ataków) oraz Milos Vemić (8/14). Znacznie słabsze zawody rozegrał za to trzeci ze skrzydłowych – Idi. Brazylijczyk nie dość, że atakował ze skutecznością zaledwie 24%, to zawodził również w elemencie przyjęcia. Po drugiej stronie siatki świetne zawody rozegrał Maxim Michajłow (17/27), który brał na siebie ciężar gry w najważniejszych momentach.

Pomimo odpadnięcia z rozgrywek Ligi Mistrzów, siatkarze VfB mogą być zadowoleni ze swojej postawy. W poprzedniej rundzie wyeliminowali oni francuskie Tours, a w rewanżu z Rosjanami wykazali się wolą walki oraz ambicją. Trener Moculescu po spotkaniu otwarcie mówił, że Zenit był ekipą poza ich zasięgiem – Kazań zagrał na najwyższym poziomie i był po prostu lepszy. Libero niemieckiej ekipy, Nikola Rosić, zwrócił za to uwagę na bardzo dobrą grę atakującego rywali. – Michajłow jest jednym z najlepszych siatkarzy na świecie, nie mieliśmy na niego odpowiedzi. W tej edycji Ligi Mistrzów zagraliśmy dobrze. Niemieccy siatkarze byli także zadowoleni z kibiców, którzy wypełnili halę po brzegi i przez cały czas wspierali swoich graczy. – Nasi fani byli przez cały czas z nami, nawet jeśli gra nam się nie układała. Jestem im za to bardzo wdzięczny – powiedział kapitan VfB, Joao Jose.


 



 

W czwartek 1 marca jako pierwsze na boisko wybiegły ekipy z Izmiru oraz Novosibriska. Pierwsze spotkanie, rozgrywane w Rosji, zostało w pełni zdominowane przez gospodarzy, co stawiało ich w roli zdecydowanych faworytów przed rewanżem. Mecz od samego początku był nerwowy i wyrównany, jednak to siatkarze Lokomotivu kontrolowali grę przez pierwsze dwie partie (27:25, 25:18). Odmienny przebieg miał za to trzeci set pojedynku, w którym przełamali się podopieczni trenera Hoaga. Zwyciężyli 25:22, aby w następnej odsłonie pójść za ciosem i doprowadzić do tie-breaka (25:23). Decydująca o losach meczu partia rozegrana została się w znacznie gorętszej atmosferze aniżeli cztery poprzednie. Turcy chyba po raz pierwszy poczuli realną szansę sprawienie niespodzianki i wyeliminowania Lokomotivu, natomiast Rosjanie stawali się z akcji na akcję coraz bardziej nerwowi. Warto również zwrócić uwagę na specyficzną atmosferę, w jakiej rozgrywał się pojedynek. Liczni miejscowi kibice bardzo żywiołowo reagowali na wszelkie wydarzenia na boisku, a komentujący na hali mecz spiker wręcz wbiegał na boisko po udanych akcjach swojej drużyny. Na parkiet kilkukrotnie zostały rzucone z trybun drobne przedmioty, a chłopcy od podawania piłek podchodzili bardzo blisko pola gry rosyjskiej ekipy i z całych sił próbowali ją deprymować. Na te niesportowe zachowania w żaden sposób nie reagowali sędziowie, a pojedyncze upomnienia ochroniarzy okazywały się bezskuteczne. Tie-break rozpoczął się udanie dla siatkarzy z Izmiru, którzy szybko osiągnęli dwupunktowe prowadzenie (5:3). W kolejnej fazie seta utrzymywali przewagę, jednak po dwóch asach serwisowych Sancheza inicjatywę punktową przejęli Rosjanie (11:12). W samej końcówce więcej zimnej krwi udało się zachować gospodarzom, którzy zwyciężyli 16:14 i w całej rywalizacji doprowadzili do złotego seta. Decydująca o awansie partia od samego początku przebiegała pod dyktando rozpędzonych zawodników tureckich. Trener Woronkow próbował jeszcze ratować swój zespół licznymi zmianami, jednak nowi zawodnicy nie wnieśli nic do gry drużyny. Ostatecznie Arkas zwyciężył 15:11 i tym samym zapewnił sobie udział w półfinałach Ligi Mistrzów.

Kluczowymi postaciami w swoich drużynach byli podczas całego pojedynku obaj atakujący. Rywalizację tę wygrał zdecydowanie Liberman Agamez, który zdobył aż 34 punkty. Jego rywal, Michael Sanchez, dorównywał mu skutecznością podczas pierwszych partii pojedynku, jednak od czwartego seta jego skuteczność zdecydowanie spadła. Na wyróżnienie zasługuje również postawa Joao Paulo Bravo oraz Ryana Millara, którzy wspomagali liderów swoich zespołów. Wczorajszy awans Arkasu do Final Four jest historycznym dla tureckiej siatkówki, bowiem wcześniej żaden z klubów nie był w stanie tego dokonać. Przez wielu ekspertów udział Izmiru w turnieju finałowym jest jednak traktowany z przymrużeniem oka i nie dają mu oni większych szans na wywalczenie medalu.


 

 

Najbardziej wyczekiwany pojedynek rewanżowy rozpoczął się dopiero późnym wieczorem w Trento. Aktualni mistrzowie Włoch podejmowali w nim rywali z Maceraty, którzy we własnej hali pokazali się ze swojej najlepszej strony i po tie-breaku niespodziewanie wywalczyli zwycięstwo. Dla ekipy Radostina Stojczewa odpadnięcie już na tym etapie rywalizacji byłoby niewątpliwie ogromną porażką, bowiem w ostatnich trzech latach Trentino zdominowało europejskie rozgrywki i sięgało po złote medale Ligi Mistrzów. Mecz ten budził zatem we Włoszech ogromne emocje i już od pierwszych piłek widać było wyjątkową koncentrację na twarzach zawodników gospodarzy. Pomimo świetnego rozpoczęcia pierwszej partii przez Cristiana Savaniego, Lube Banca nie była w stanie dorównać świetnie dysponowanym rywalom. W ataku doskonale spisywali się Jan Stokr oraz Osmany Juantorena, a rozgrywający Raphael niejednokrotnie gubił blok podopiecznych trenera Giulianiego. Gracze gości dość szybko dali po sobie poznać, że nie wiążą już większych nadziei z przebiegiem samego meczu, a swojej szansy będą upatrywać w złotym secie. Po niespełna 90 minutach gry Trentino zwyciężyło 3:0 i cała rywalizacja rozpoczęła się od nowa.

Lube Banca Macerata rozpoczęła złotego seta od świetnego ataku Cristiana Savaniego z lewego skrzydła, jednak z biegiem czasu jej gra wyglądała coraz gorzej. W kolejnych akcjach goście nie byli w stanie kończyć swoich ataków i mylili się w przyjęciu, co natychmiast wykorzystali podopieczni trenera Stoycheva. Przejęli oni kontrolę nad losami partii i już do samego końca nie dali rywalom zbliżyć się do siebie, ostatecznie zwyciężając 15:9. Za bohatera wszystkich czterech setów śmiało można uznać Kubańczyka Juantorenę (8/13 skończonych ataków), który na boisku był praktycznie niezawodny. Po stronie Maceraty zdecydowanie poniżej swoich możliwości zagrał Igor Omrcen, który kończył piłki ze skutecznością zaledwie 23% (5/22). Nie dostał on także pomocy ze strony pozostałych skrzydłowych. Lepiej można ocenić jedynie postawę dwóch Serbów na środku siatki, jednak ich pojedyncze akcje nie miały większego wpływu na ostateczny wynik.

Szkoleniowiec Radostin Stojczew nie ukrywał radości z uzyskania awansu i nie szczędził pochwał swoim zawodnikom. – Dzisiaj naprawdę możemy świętować, dokonaliśmy niesamowitego wyczynu. Nie było łatwo wygrać w ten sposób. Mieliśmy do pokonania długą drogę, ale udowodniliśmy, że jesteśmy drużyną, a nie jedynie zbiorem indywidualności, jak ktoś nas kiedyś określił. (…) Szkoda, że do takiego pojedynku doszło już na tym etapie rozgrywek, ale takie było losowanie CEV. Wrócimy do Łodzi po to, aby tam wygrać – stwierdził. Bardzo dobrze o grze swoich rywali wypowiedział się także trener zespołu z Maceraty, Alberto Giuliani: – Trento zagrało perfekcyjnie, wywierało na nas ogromną presję swoją zagrywką i uniemożliwiało nam tym samym granie piłką tak, jak tego chcieliśmy. Musimy do tego dodać również fakt, że z naszej strony zagrywka funkcjonowała źle, popełniliśmy zbyt wiele błędów. Wynik 0:4 mówi wszystko o tym meczu.


 

Turniej finałowy Ligi Mistrzów odbędzie się w dniach 17-18 marca w łódzkiej „Atlas Arenie”. Gospodarzem zawodów będzie drużyna PGE Skry Bełchatów, która w pierwszym półfinale zmierzy się z tureckim Arkasem Izmir. W drugim pojedynku o awans do ścisłego finału zagrają ze sobą zeszłoroczni finaliści – Trentino PlanetWin365 oraz Zenit Kazań.

(fragmenty wypowiedzi
pochodzą z serwisów:
legavolley.it oraz vfb-volleyball.de)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2012-03-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved