Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Publicystyka > Felietony > Czy sonda dla Belga to osąd lub obelga?

Czy sonda dla Belga to osąd lub obelga?

fot. archiwum

Zadzwonił do mnie Kolega Naczelnik (albo redaktor naczelny - ogólnie ssak - rząd: naczelne i to się zgadza, bo naczelni zazwyczaj rządzą) i poprosił mnie o krótką refleksję na temat najważniejszego działu Strefy Siatkówki - czyli sond.

Pomyślałem sobie: O żesz ty! (znaczy inaczej sobie pomyślałem, ale „o żesz ty!" jest doskonałym zamiennikiem do tego, co pomyślałem, a zamienniki nie są jeszcze zakazane, póki ACTA nie jest jeszcze „ad acta"). Co roku w urodziny piszemy o tych sondach i wychwalamy ich kreaturę (czy kreatora? – jakoś tak), więc co ja mogę jeszcze napisać – sam się mam chwalić? Jestem na to za skromny, do tego stopnia, że czasem dopuszczam do siebie możliwość istnienia lepszych autorów sond – nie znam co prawda, ale myśl dopuszczam. Chwilę potem mnie olśniło! Może by tak z raz prawdę napisać? Będzie zatem prawda – to musi chwycić. Od czasów, kiedy oficjalna wersja przykazania „Nie mów fałszywego świadectwa" została skorygowana na „Nie łżyj częściej niż raz na godzinę (nie dotyczy dziennikarzy)", prawda robi wrażenie. Zatem…

Sondy proszę Państwa powstały, aby oddzielić ziarno od plew. Pomyśleliśmy, że siatkówka to sport dla ludzi inteligentnych, a jeżeli nawet nie, to nasz portal taki być powinien i że osobniki z zauważalnym poziomem IQ (przynajmniej dwucyfrowym), będą miały odrobinę rozrywki i to podwójnie: raz, bo się pobawią naszą sondą, a dwa, że jak później zobaczą te zajebiste sondy onetowo-pudelkowe pt. „Która reprezentacja krykieta jest najlepsza na świecie?", (w których zawsze wygrywa Polska, mimo że pewnie nie ma reprezentacji krykieta albo w najlepszym wypadku na 800. miejscu w rankingu zaraz za reprezentacją 2. klatki bloku nr 62 przy ulicy X w Macclesfield), to się pośmieją z ich debilizmu i próby wmówienia ludziom, że to opinia czytelnika jest ważna, a nie kliknięcie i nabijanie oglądalności strony, żeby później kosić szmal od reklamodawców.

Same sondy powstawały różnie. Czasem naczelny (jeszcze wtedy inny naczelny, w zasadzie też z rzędu naczelnych, ale też jak ktoś był bliżej spoufalony, to się okazywało, że miał coś z ptactwa – głównie ksywkę) słał gniewne listy, że sonda się przeterminowała i trzeba było zrobić nową – a weź zrób, jak masz twórcze zaparcie – jak ktoś kiedyś miał zaparcie, to wie, o czym ja mówię. Czasem tematy same się pchały przed oczy, a czasem sondy powstawały na imprezach i wtedy biedny nasz informatyk odbierał telefon o drugiej w nocy, myślą, że to coś pilnego (że Internet Chińczycy ukradli albo co) i słyszał w słuchawce „Mam pomysł na sondę, notuj!". Zawsze jednak przy tworzeniu przyświecała jedna zasada – nie pisz tego dla wszystkich, całego świata i tak w sobie nie rozkochasz, pisz dla siebie, zrozumieją tacy jak ty, a przecież to właśnie poklasku ludzi podobnych tobie potrzebujesz…



Na koniec, rzecz jasna, muszę rozwikłać największą tajemnicę sond – taką z tych tajemnic, które Wołoszański rozwiązuje i Drzyzga (Ewa) zgłębia… „Czemu do cholery Belgia?". Sam oczom nie wierzyłem, jak przeczytałem, że ta Belgia to taka świecka tradycja od czasów porażki na ME, pewnie niektórzy też już skłonni byli uwierzyć, że Belgia to siedziba loży masońskiej (nie napiszę z wielkiej litery, bo mnie różne środowiska będą zaraz ścigać i z pochodniami do drzwi pukać), bo się rymuje… aha! właśnie z niczym się nie rymuje i dlatego jest siedzibą. Prawda – a dziś właśnie na niej się skupiamy – jest banalna jak piosenki Gosi Andrzejewicz. Wymyślając jedną z pierwszych sond potrzebowałem jakiegoś cywilizowanego kraju, który jest raczej siatkarsko egzotyczny i przyszła mi do głowy Belgia. Dlaczego? A skąd ja mam widzieć? A dlaczego Beethovenowi do głowy przychodziły takie, a nie inne melodyjki? Geniusze tworzą pod wpływem impulsu i tyle. Zabawniejsze w tej historii jest, że jakiś czas później Ci Belgowie, którzy stali się w sondach synonimem czegoś siatkarsko egzotycznego, zaczęli nas zwyczajnie lać – najpierw na ME, a teraz w pucharze belgijki zlały Gwardię (czy pomiędzy tymi wydarzeniami nas zlali? nie pamiętam). Także jakby co, to proszę pamiętać: Strefa pierwsza doceniła Belgów, zanim jeszcze oni w ogóle pomyśleli o tym, że coś w tej siatkówce im się uda…

Wszystkim czytelnikom, sympatykom, redaktorom, korespondentom, współpracownikom, naczelnym Strefy Siatkówki życzyć mogę sztampowo i nieoryginalnie trafienia szóstki w totka – najlepiej w jednym dniu, kasa będzie z tego żadna, ale ubaw jaki…

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Felietony

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-02-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved