Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Zbigniew Bartman: Do odważnych świat należy

Zbigniew Bartman: Do odważnych świat należy

fot. archiwum

- Było wiele punktów zwrotnych w moim życiu. Jednym z tych ważniejszych był sezon w Częstochowie, kiedy wróciłem do polskiej ligi po trzech latach nieobecności. Miałem dużo rzeczy do udowodnienia, musiałem dużo pokazać - mówi Zbigniew Bartman.

Masz prawie 25 lat, ćwierćwiecze to dobry czas na pierwsze podsumowania. Czy potrafiłbyś wymienić trzy momenty przełomowe swojego życia, które spowodowały, że jesteś tu, gdzie jesteś i robisz to, co robisz? 

Zbigniew Bartman:W siatkówkę gram już piętnaście lat, więc było wiele punktów zwrotnych w moim życiu, trudny wybór. Jednym z tych ważniejszych był sezon w Częstochowie (2008/09 – przyp. red.), kiedy wróciłem do polskiej ligi po trzech latach nieobecności. Miałem dużo rzeczy do udowodnienia, musiałem dużo pokazać i osiągnąłem swój cel, jakim było otworzenie sobie drzwi do reprezentacji. Nie do szerokiej kadry, ale do ścisłej meczowej dwunastki, w którą chciałem się wpisać na stałe, co mi się na razie udało.

Myślisz, że to tym sezonem w Częstochowie udało ci się dostać do kadry?



Myślę, że on był bardzo istotny, bo po tym sezonie właśnie zostałem powołany przez Castellaniego i cały 2009 rok byłem w składzie we wszystkich meczach reprezentacji. To był przełomowy rok, jeżeli chodzi o mój udział w kadrze.

Wcześniej bardzo ważnym krokiem naprzód, takim, który mnie ukształtował jako sportowca od strony profesjonalnej, był wyjazd do Włoch w wieku 18 lat. Zobaczyłem wtedy z bliska, jak to wszystko powinno wyglądać i na czym to polega. Ja jeszcze miałem szczęście i trafiłem do tej najmocniejszej ligi włoskiej, gdzie w prawie każdym zespole było 2-3 medalistów najważniejszych światowych imprez. To było fantastyczne doświadczenie.

A trzecim krokiem milowym w moim życiu było pójście na pierwszy trening siatkówki. Po pierwszym treningu wiedziałem, że to jest to, co chcę robić do końca życia. Na pewno bym tak czy inaczej uprawiał wyczynowo jakiś sport, bo uważam, że to wspaniały sposób na ciekawe życie, ale właśnie wtedy się zadecydowało, że to będzie właśnie siatkówka.

Twoim najważniejszym celem i marzeniem, jak zawsze powtarzasz, był i jest medal olimpijski. Co będzie, jeżeli go teraz już wywalczycie?

– Ja myślę, że to byłoby coś niesamowitego. Jeżeli to się uda, to już mogę być usatysfakcjonowany, ale nie będę zaspokojony. Będę miał poczucie, że w tej gonitwie mogę odrobinę zwolnić i może nieco bardziej zacząć dbać o swoje zdrowie. Ale najpierw muszę w ogóle pojechać na olimpiadę, czyli dotrwać fizycznie i grać na wysokim poziomie. I tego najbardziej się boję, nie tego, że się nie będę prezentował dobrze sportowo, tylko tego, że się nie będę nadawał do użytku. Mam nadzieję, że żadna kontuzja mi się nie przytrafi, bo tego najbardziej się boję. W tym roku moje marzenie o wyjeździe na olimpiadę i powalczeniu tam o medal jest na wyciągnięcie ręki, a może się okazać tak daleko, jeżeli nie będę zdrowy.

Masz poczucie, że jesteś pewniakiem w kadrze Anastasiego, jeżeli będziesz zdrowy?

– Nie, nie mam takiego poczucia. Mam poczucie, że jeżeli nie będę miał problemów ze zdrowiem, to jestem w stanie wywalczyć swoją pracą i postawą przepustkę do Londynu.

Oprócz Anastasiego pracujesz teraz także z drugą włoską legendą siatkarską, Lorenzo Bernardim. Co ci dała współpraca z nimi?

– Lorenzo Bernardi dał mi więcej spokoju w grze i na pewno poprawiłem przyjęcie dzięki jego radom, mimo grania w kadrze na innej pozycji. Myślę, że też się dużo przy nim rozwinąłem, jeżeli chodzi o moją grę w ataku. Choć czasami rzeczy, o które on mnie prosi, wydają się niemożliwe do wykonania, takie maleńkie niuanse, które mogą dać naprawdę dużo. A Andrea Anastasi to był dla mnie rok dużej nauki i ciężkiej pracy. Co ważne i z nim, i z Bernardim rozumiemy się charakterologicznie, oni umieją do mnie dotrzeć. Ale z Anastasim to jest nieco inna historia, bo ja przy nim zmieniłem pozycję. Ja mu zaufałem i w zamian dostałem też dużo zaufania, to było dla mnie bardzo istotne, bardzo ważne i cieszę się z tego. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczny, bo czasu dużo nie miałem. Czasami sobie myślałem: po co mi to, w jakim celu ja to robię? Człowieku, w wieku 24 lat chcesz się od nowa w siatkówkę uczyć grać i pozycję zmieniać? (śmiech) Ale z drugiej strony do odważnych świat należy i dziś się cieszę, że zaufałem człowiekowi, który wie, co robi.

Bałeś się tego przeniesienia na inną pozycję i to w reprezentacji, na oczach wszystkich?

Na początku bardzo się ucieszyłem, podchodziłem do tego trochę infantylnie, na zasadzie zabawy, nigdy jeszcze się na takiej huśtawce nie bujałem, może będzie fajnie (śmiech). I na treningach się nie przejmowałem, jak mi coś nie szło, bo to pierwszy raz, jutro będzie troszeczkę lepiej, pojutrze troszeczkę lepiej. A potem jutro było troszeczkę gorzej, a pojutrze troszeczkę gorzej i miałem momenty zwątpienia, po co mi to było. Ale dzięki zaufaniu Anastasiego, jego wsparciu i spokojowi, który mi dawał, poradziłem sobie i się z tego bardzo cieszę, za to mu również bardzo dziękuję. To zaufanie i spokój to były dwie ważne rzeczy, które mi Anastasi dał, które pozwoliły mi zrobić krok do przodu.

* Rozmawiała Aleksandra Piskorska
* Więcej na sport.onet.pl

źródło: sport.onet.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne, PlusLiga, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2012-02-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved