Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Grzegorz Silczuk: To nie jest zamknięcie, ale otwarcie

Grzegorz Silczuk: To nie jest zamknięcie, ale otwarcie

fot. archiwum

- Ktoś powiedział, że to zamknięcie ligi, ale najwyraźniej nie ma pojęcia o tym, jak to wygląda - przyznał trener Wandy Kraków. Według Grzegorza Silczuka zmiana zasad awansu i spadku z PlusLigi wpłynie korzystnie na poziom rozgrywek.

Wiele emocji wywołała decyzja włodarzy polskiego związku o zmianie zasad awansu i spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że nie jest to zamknięcie, ale otwarcie. Wśród nich są także trenerzy I-ligowych zespołów. – Ktoś powiedział, że to zamknięcie ligi, ale najwyraźniej nie ma pojęcia o tym, jak to wygląda. To nie jest zamkniecie, ale otwarcie – przyznał Grzegorz Silczuk, szkoleniowiec pierwszoligowej Wandy Kraków. – W PlusLidze jest 10 zespołów, które grają bardzo dobrze, a jednemu z nich w ostatnich meczach powinie się noga. Pomimo dobrej gry i bardzo dobrej sytuacji finansowej taki klub może spaść. Tak było chociażby w zeszłym roku w Olsztynie, bo niewiele brakowało, by nie grał teraz w ekstraklasie – powiedział szkoleniowiec krakowskiego beniaminka. Jednocześnie trener zauważa, że takie rozwiązanie nie zamknie drogi awansu ekipom z niższej klasy rozgrywkowej. – Jeśli w I lidze ktoś będzie grał bardzo dobrze, będzie miał do tego zaplecze i będzie chciał grać w PlusLidze, to osiągnie cel. Może się przecież okazać, że PlusLiga będzie rozszerzona – zauważa.

Silczuk podkreśla, że wprowadzenie takiego rozwiązania regulującego zasady awansu i spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej doprowadzi do profesjonalizacji rozgrywek, zarówno w ekstraklasie, jak i w I lidze. – Polski Związek Piłki Siatkowej boi się, że dojdzie do takiej sytuacji jaka miała miejsce w PlusLidze Kobiet, gdzie najpierw Gedania, a później Rumia, doprowadzały do takiej sytuacji, że Muszyna jechała 800 kilometrów, grała 45 minut i wracała. Nikomu sportowo nie można odbierać szans, ale co tu dużo mówić, finanse nie rządzą sportem, ale są jego bardzo ważnym atrybutem. Bez pieniędzy nic nie zrobimy – przyznał trener Wandy, jednocześnie podkreślając jak ważną rolę we współczesnym sporcie odgrywają pieniądze. – Gdybyśmy nie mieli wsparcia przewodniczącego Rady Miasta Krakowa, pana Józefa Pilcha, poparcia w firmie Instal Kraków, Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego i wielu, wielu mniejszych firm, nie gralibyśmy w I lidze. Taka jest prawda, bo chęciami to piekło jest wybrukowane – przyznał Silczuk.

W tym roku poziom zaplecza PlusLigi jest niezwykle wyrównany, a w ekipach I-ligowych gra wielu zawodników, którzy mają w swoim dorobku występy w ekstraklasie. Śmiało można powiedzieć, że dzięki temu poziom tych rozgrywek znacznie podniósł się. Jak podkreśla szkoleniowiec Wandy, niesie to za sobą także konsekwencje finansowe. – Jako trener muszę mieć z kim pracować. Dla większości z nich gra w siatkówkę to jedyny sposób na życie, w ten sposób zarabiają na nie. Trudno nie zgodzić się z trenerem, bo nikt nie ma złudzeń, że zatrudnienie zawodnika grającego na dobrym poziomie, pozwalającym na walkę o czołowe miejsca w lidze, wiąże się z większymi kosztami. – Dzięki wsparciu finansowemu gramy teraz w I lidze. Gdyby mi ktoś 5 lat temu powiedział, że w 2011 roku będziemy w I lidze, że zagramy z Resovią (mecz pokazowy w nowej hali, rozegrany przed rozpoczęciem rozgrywek I ligi, wygrany przez Wandę 3:2 -przyp. red.) i to na ikonie krakowskiej siatkówki, w hali przy Suchych Stawach, to pomyślałbym, że… za dużo Pepsi wypił. Pewnie bym w to nie uwierzył, bo kiedy zakładaliśmy ten zespół to było to tylko nasze marzenie – przyznał Silczuk. Chociaż jego podopieczni w tegorocznych rozgrywkach nie spisują się najlepiej, to cel na najbliższe lata pozostaje niezmienny. – Teraz naszym marzeniem jest PlusLiga, które będziemy realizować małymi kroczkami – przyznał Silczuk. Rozgrywki na najwyższym poziomie mają zawitać do Krakowa najpóźniej za dwa lata. W 2014 roku pod Wawelem rozgrywane będą mecze w ramach jednej z grup mistrzostw Świata. Dopełnieniem tego mają być właśnie występy krakowskich ekip w najwyższej klasie rozgrywkowej (podobny cel, tyle, że możliwy do szybszej realizacji, ma inny krakowski zespół, UEK Kraków, występujący obecnie w I lidze kobiet).



Kiedy pojawiła się informacja o wprowadzeniu nowych zasad awansu i spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej, podniosły się głosy, że stracą na tym rozwiązaniu kluby z I ligi. Przeciwnicy takiego rozwiązania podkreślali, że w efekcie tego większość drużyn I-ligowych nie będzie miała o co grać, bo tylko dla nielicznych celem rozgrywek będzie awans. Także z tym stwierdzeniem nie zgadza się trener Wandy. – Nie ma zespołów w I lidze, które nie chciałyby grać o awans. Jeśli ktoś mówi, że „a ja w tym roku nie chcę awansować”, to po co bierze się za sport. Lepiej niech weźmie jakąś gazetę, włączy telewizor i napije się Pepsi. Nawet Piła, która miała się wycofać, teraz walczy. Przecież ten trener nie może powiedzieć zawodnikom „panowie, rzućmy się na parkiet, niech nas dobiją”. Wszyscy będą grać najlepiej jak potrafią – wyjaśnił.

Czy zmiana zasad awansu i spadku z PlusLigi wpłynie korzystnie na poziom rozgrywek ekstraklasy i I ligi, czas pokaże. Z pewnością decyzję podjętą przez włodarzy polskiej siatkówki można zaliczyć do grona rewolucyjnych. Trudno nie zgodzić się z argumentami zarówno zwolenników, jak i przeciwników takiego rozwiązania. Jaki będzie miało to wpływ na polską siatkówkę, pokaże dopiero czas. Warto jednak z uwagą przyglądać się zmaganiom także na zapleczu PlusLigi.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-12-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved