Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Pierwsza runda fazy zasadniczej PlusLigi dobiegła końca

Pierwsza runda fazy zasadniczej PlusLigi dobiegła końca

fot. archiwum

Dziewiąta kolejka PlusLigi zakończyła pierwszą fazę rundy zasadniczej. Z całą pewnością nie zabrakło w niej emocji, których pod dostatkiem było zwłaszcza w Kielcach i Olsztynie, gdzie miejscowe drużyny podejmowały wicelidera i lidera tabeli.

Inauguracja dziewiątej kolejki PlusLigi miała miejsce w Bydgoszczy, gdzie lokalna drużyna podejmowała AZS Częstochowę. Częstochowianie przyzwyczaili już kibiców do tego, że w pojedynkach z ich udziałem nie można narzekać na niedobór emocji. Tym razem jednakże było zupełnie inaczej gdyż gościom starczyło sił na nawiązanie walki z rywalami jedynie w pierwszej partii. Dwie kolejne już przebiegły pod dyktando bydgoszczan, którzy siatkarzom spod Jasnej Góry w trzecim secie pozwolili na zdobycie zaledwie dziesięciu „oczek”. – Taka niestety jest siatkówka, że wygrywa ten, kto ma lepszą zagrywkę, a dziś Delecta zagrywała niemal perfekcyjnie, bo strzelali nas bardzo celnie – podsumował mecz kapitan AZS-u, Dawid Murek, a bydgoski libero, Michał Dębiec, dodał: – W końcu zagraliśmy to, co potrafimy, czyli dobrą siatkówkę. Pokazaliśmy, że byliśmy lepsi od zespołu z Częstochowy.

Pojedynek Jastrzębskiego Węgla oraz Resovii Rzeszów zakończył się zwycięstwem gospodarzy za trzy punkty. Po dwóch pierwszych setach, które padły gładkim łupem podopiecznych Lorenzo Bernardiego wszystko wskazywało na to, iż mecz zakończy się w przysłowiową godzinę z prysznicem. Nic bardziej mylnego. W trzecim secie rzeszowianie w końcu zaczęli grać na miarę oczekiwań, dobrą zmianę dał także Mateusz Mika, co natychmiast przełożyło się na wyraźny triumf drużyny Andrzeja Kowala. Jastrzębianie nie zamierzali jednak wypuścić zwycięstwa z rąk czy dzielić się z rywalami punktami i po zaciętej walce na przewagi w czwartej odsłonie potyczki rozstrzygnęli jej losy na swoją korzyść. – Robiliśmy dużo prostych błędów, mieliśmy gorszy dzień, a Jastrzębski Węgiel był drużyną zdecydowanie lepszą – skomentował boiskowe wydarzenia Olieg Achrem.

Do pierwszej niespodzianki kolejki doszło w Kielcach, gdzie „Farciarze” podejmowali mistrza Polski, Skrę Bełchatów. Kielczanie zdołali „wyrwać” bełchatowianom jeden punkt, ulegając im dopiero w tie-breaku i tym samym potwierdzili to, co wszyscy doskonale wiedzieli – że bardzo dobrze odnajdują się w pojedynkach z wyżej notowanymi od siebie rywalami. Pojedynek ten pod jednym względem podobny był do rywalizacji bydgoszczan z częstochowianami – tutaj także zwyciężyła drużyna, która lepiej radziła sobie w polu serwisowym. Potwierdził to także trener kielczan, Grzegorz Wagner, mówiąc na pomeczowej konferencji, iż „wygrał ten, kto zagrywał”. Mariusz Wlazły zaś dodał: – W setach, które przegraliśmy, popełnialiśmy sporo błędów i przeciwnik je bezlitośnie wykorzystał. W tych, które zwyciężaliśmy natomiast było już zupełnie odwrotnie.



Do kolejnej niespodzianki, a w zasadzie sensacji, doszło w Olsztynie, gdzie ZAKSA Kędzierzyn-Koźle poniosła drugą porażkę w sezonie. Set otwarcia co prawda nie zapowiadał zwycięstwa gospodarzy, gdyż przyjezdni szybko przejęli inicjatywę, pewnie go zwyciężając. Podopieczni trenera Totolo jednakże w drugiej partii „nabrali wiatru w żagle” i pokazali, że nie wolno ich lekceważyć. Na boisku po stronie miejscowych znakomicie prezentowali się zwłaszcza dwaj młodzi zawodnicy, Wojciech Ferens oraz Bartosz Krzysiek, którzy poprowadzili swoją drużynę do zwycięstwa w drugiej i trzeciej partii. Dwudziestojednoletni atakujący zresztą, potężnym zbiciem ze skrzydła, ustalił wynik czwartej odsłony oraz całego pojedynku na 3:1 dla olsztynian. – Emocje sięgnęły dziś zenitu. Całe szczęście, że wygraliśmy ten mecz – mówił wyraźnie rozemocjonowany Krzysiek, a zapytany o klucz do zwycięstwa, odpowiedział: – To była przede wszystkim koncentracja w każdym aspekcie i chęć zwycięstwa, na boisku czuło się mobilizację.

Spotkanie dwóch ostatnich drużyn ligowej tabeli – warszawian i gdańszczan – było meczem „za sześć punktów”. Ostatecznie zwycięsko wyszli z niego stołeczni zawodnicy, dzięki czemu zwiększyli przewagę dzielącą ich od siatkarzy Trefla do czterech punktów. Przyjezdni tylko jeden raz w całym pojedynku objęli prowadzenie – miało to miejsce w początkowej fazie inauguracyjnej partii. Gospodarze szybko jednak odrobili straty, a w kolejnych akcjach bardzo dobrze spisywali się na zagrywce czy w ataku, dzięki czemu cieszyli się z triumfu. Podopieczni trenera Grzegorza Rysia w kolejnych setach nie dawali za wygraną i próbowali dzielnie przeciwstawić się miejscowym zawodnikom, lecz ci w decydujących momentach byli bezbłędni. – Zależało nam bardzo na tym zwycięstwie – mówił trener Panas. – Graliśmy bardzo zdeterminowani i zmotywowani. – Staraliśmy się znaleźć receptę na doskonałe ataki zespołu z Warszawy, niestety nie mogliśmy zatrzymać Wojciecha Żalińskiego i to był nasz największy problem – ocenił Grzegorz Ryś.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-12-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved