Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Aleksander Bielecki: Zawodnicy to dla mnie pacjenci

Aleksander Bielecki: Zawodnicy to dla mnie pacjenci

fot. archiwum

Doktor Aleksander Bielecki niedawno przebywał z reprezentacją Polski w Japonii, gdzie czuwał nad siatkarzami podczas rozgrywek Pucharu Świata. We wtorek wrócił jednak do Sopotu, gdzie opiekuje się drużyną Atomu Trefla Sopot.

Pracowałeś z kadrą podczas turnieju o Puchar Świata. Skończył się turniej, a zatem twoja rola chyba także definitywnie się kończy.
– Tak nie do końca… Staram się mieć kontakt z fizjoterapeutami klubowymi, przekazać im  wszystko, co wiem o stanie zdrowia zawodników. Jeśli miejscowy specjalista nie radzi sobie z wyleczeniem danego sportowca, staram się polecić kogoś dobrego z okolic. Zawodnicy także są informowani, co mają robić, by uniknąć urazów.

Na jakim poziomie jest ta ich samoświadomość?
– Wydaje mi się, że z wiekiem i czasem wzrasta…

Wróćmy jeszcze na chwilę do kadry. Jesteś przy niej zatrudniony przez pół sezonu, ale pracujesz praktycznie przez cały.
– Tak, ale mnie to cieszy. Jeśli teraz sobie poszczególnych zawodników „wyprowadzę”, to później nie będziemy mieli problemów zdrowotnych.



Pod twoją bezpośrednią opieką pozostają przez mniej więcej pół sezonu. A kiedy grają w klubach, nie masz z nimi kontaktu?
– Czasem do mnie przyjeżdżają indywidualnie – nawet tu, do Sopotu. Niekiedy nawet jak jedziemy z dziewczynami gdzieś w Polskę na mecz ligowy, przyjeżdżają tam, gdzie akurat jestem, a im jest również bliżej.

I nie masz nic przeciwko?
– Nie, bo to mi ułatwia pracę później.

Czyli twoja praca jest – w pewnym sensie – podobna do pracy trenera: musisz wyrównać tych wszystkich zawodników na różnym poziomie przygotowania.
– Zdecydowanie tak. Chyba najszczęśliwszym momentem był dla mnie ten, kiedy wyszedłem na ostatni mecz w Japonii i miałem wszystkich zawodników zdrowych, stosunkowo niezmęczonych. Na jedenastym meczu Pucharu Świata! To oznacza, że ten okres przygotowawczy dobrze się ułożył.

Jesteś jedynym fizjoterapeutą czuwającym nad kadrą?
– Nie, zawsze mam do pomocy jednego masażystę. „Wymusiłem” też na PZPS, że gdy jest okres przygotowawczy i siedzimy w Spale, przyjeżdżają wolontariusze, żeby się uczyć. Te osoby zawsze pomagają w robieniu masaży – podobnie zresztą jak tu, w Atomie Treflu Sopot, są dwie dziewczyny, które przychodzą i chcą się uczyć.

Czyli na Pucharze Świata było was do masażu raptem dwóch na czternastu wyczynowych sportowców!
– Terapia nie opiera się tylko na masażu – to jeden z elementów przygotowania zawodników. Ci ludzie mają ponad dwa metry wzrostu. Przez to podczas podróży w samolocie zawsze się trochę „poskręcają”. Takie przeloty są bardzo dużym obciążeniem dla organizmu pod kątem narządów ruchu. Jeśli nie przypilnuje się tego, by od razu interweniować przy tych „skręceniach”, dysfunkcje w obrębie stawów postępują. To z kolei skutkuje kolejnymi problemami. Dlatego wolę wychodzić naprzeciw takim okolicznościom i zawsze po przyjeździe na miejsce idę do każdego sportowca i zapraszam do siebie do gabinetu. Taki sposób prewencji daje mi komfort pracy, bo nie ma później kontuzji.

Czy w Japonii występ któregoś z zawodników był zagrożony ze względu na kontuzję?
– Teoretycznie tak. Zrobiliśmy jednak wszystko, by uraz go nie wykluczył. Mówię o Michale Kubiaku, który na pierwszym treningu w Nagoi wybił sobie dość poważnie palec i trzeba było go nastawiać. Poza tym były jedynie jakieś drobne naciągnięcia, które zawsze się zdarzają.

Na początku była jeszcze kwestia Bartka Kurka i tego, jak szybko dojdzie do siebie.
– Bartek miał kontuzję barku, a wcześniej także kręgosłupa i kolana. Po trzech zabiegach było już całkiem nieźle – w poniedziałek, gdy do mnie przyjechał, ledwo mógł chodzić, a we wtorek wznowił treningi.

Z twojego punktu widzenia jest jakaś istotna różnica w pracy z chłopakami i dziewczynami?
– Jak wspomniałem, wszystkich ich tratuję jak pacjentów i staram się nie wychodzić poza te ramy. Dziewczyny mają może jedynie łagodniejsze usposobienie, ale przyznam, że nigdy nie miałem z nikim konfliktów. Płeć nie ma także wpływu na kontuzjogenność zawodników. Przychodzą do mnie osoby z różnych klubów, a tam jest różna opieka.

Ani w sopockim klubie, ani w reprezentacji nie ma psychologa. To twoim zdaniem dobrze czy źle?
– Hm… Powiem tak: właśnie rozpocząłem studia psychologii sportu.

Robisz to dla siebie, czy z konieczności?
– Dla siebie. Zawsze marzyłem o tym, żeby coś działać w temacie psychologii i akurat udało mi się dostać na ten kierunek tu, w Gdańsku. Po drugie, jeśli ma się zawodników pod opieką przez cały czas, to i kontakt jest między nami dobry. Zobaczymy, co z tego wyjdzie…

* więcej w serwisie atomtrefl.pl

źródło: atomtrefl.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Liga Siatkówki Kobiet, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-12-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved