Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Świata > Trzeci medal Polaków w tym sezonie – podsumowanie PŚ

Trzeci medal Polaków w tym sezonie – podsumowanie PŚ

fot. archiwum

Tegoroczny Puchar Świata mężczyzn przeszedł już do historii. Polskich kibiców oczywiście najbardziej cieszy bardzo dobra postawa biało-czerwonych  i wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej, dzięki czemu nasi siatkarze unikną morderczego maratonu na wiosnę.

Polacy osiągnęli historyczny sukces, zdobywając srebro i stając na podium Pucharu Świata po raz pierwszy od 1965 roku, czyli pierwszej edycji tych rozgrywek. Była to już trzecia impreza w tym sezonie, na której Polacy zdobyli medal. Taka sztuka nie udała się jeszcze żadnemu trenerowi prowadzącemu naszą reprezentację. Andrea Anastasi dokonał tego, gdyż nie bał się, co udowodnił już podczas chociażby mistrzostw Europy, podejmować odważnych decyzji. Włoskiemu szkoleniowcowi udało się także zbudować ekipę, która doskonale się dopełnia, gdzie każdy zawodnik, który wchodzi z ławki, wnosi dużo dobrego do gry zespołu. W tak morderczym turnieju jak Puchar Świata, gdzie w piętnaście dni trzeba było rozegrać jedenaście meczów, okazało się to niezwykle ważne.

Biało-czerwoni szli przez rozgrywki jak burza. Na „dzień dobry” odprawili z kwitkiem aktualnych wicemistrzów świata, Kubańczyków, dzień później pokonali Serbów, by na koniec pierwszej rundy wygrać z Argentyną. Te zwycięstwa tchnęły w serca kibiców, ekspertów i pewnie samych zawodników wiarę, że w tym turnieju Polacy są w stanie coś ugrać. Druga runda jednak zaczęła się źle, bo od porażki z Iranem. Wprawdzie 2:3 i to z drużyną, która wyrosła na jedną z rewelacji turnieju, jednak prawie do końca istniała obawa, że tych dwóch punktów może nam w ogólnym rozrachunku zabraknąć. Potem jednak przyszły wygrane z Japonią, Chinami, Stanami Zjednoczonymi i Egiptem, które pozwoliły Polakom przystąpić do czwartej rundy z pozycji lidera. Na tym ostatnim etapie czekały na naszych siatkarzy trzy najmocniejsze ekipy. Najpierw Włosi, z którymi musieliśmy wygrać za trzy punkty, by być pewnym awansu. Polacy wydarli „Azzurrim” zwycięstwo dosłownie z gardła, bo rywale prowadzili już 2:0 w całym meczu i pewnie zmierzali do wygranej za trzy punkty. Dzięki umiejętnym zmianom w składzie dokonanym przez Anastasiego, Polacy doprowadzili do tie-breaka i wygrali mecz. Nadal do szczęścia brakowało jednego punktu. Udało się go zdobyć w meczu z Brazylią. Pierwsze dwa sety w wykonaniu naszych reprezentantów były koncertowe, niepokonani Canarinhos zupełnie w nich nie istnieli. Kiedy udało się wygrać drugą partię i już było wiadomo, że mamy kwalifikację olimpijską, w nasze szeregi wkradło się rozprzężenie. Biało-czerwoni przegrali 2:3, chociaż mieli realną szansę na wynik 3:0 i pierwsze od 2002 roku zwycięstwo nad podopiecznymi Bernardo Rezende. Także w meczu z Rosją, który dzięki układowi w tabeli okazał się małym finałem, Polacy mogli wygrać za trzy punkty i wygrać Puchar Świata, jednak polegli w tie-breaku mimo prowadzenia w piątym secie 13:9. To kładzie się trochę cieniem na ogólnym pozytywnym wrażeniu, ale z drugiej strony trzeba zrozumieć, że być może nasi siatkarze nie byli już w stanie wykrzesać z siebie więcej sił ani więcej motywacji. Osiągnęli swój cel i to było najważniejsze. Trzeba też podkreślić, że przez cały turniej polscy zawodnicy byli wysoko w statystykach i ostatecznie przypadła nam jedna z nagród indywidualnych dla najlepiej blokującego, którą otrzymał Marcin Możdżonek. Fenomenalny turniej rozegrał też drugi środkowy, Piotr Nowakowski, którego chwalili niemalże wszyscy trenerzy naszych rywali oraz Michał Winiarski, którego doświadczenie procentowało w wielu trudnych akcjach.

Tyle o wyczynach naszych siatkarzy. Teraz parę słów o pozostałych drużynach. Wypadałoby zacząć od największych wygranych, czyli Rosjan. Sborna sięgnęła po puchar świata w świetnym stylu, przegrywając po drodze tylko z Brazylią. Nasi wschodni sąsiedzi udowodnili tym samym, że czwarte miejsce na mistrzostwach Europy to była tylko przykra wpadka i teraz po erze królowania Canarihnos, może przyjść era absolutnej dominacji Rosji. Tu warto też wspomnieć, że podopieczni Władimira Alekno zagrali, podobnie jak Polacy, tylko i wyłącznie dzięki otrzymaniu „dzikiej karty” od organizatorów. 

Do pozytywnych zaskoczeń trzeba też zaliczyć postawę Iranu. Drużyna prowadzona przez legendarnego Julio Velasco po pokonaniu Serbii, Polski i Argentyny została nawet obwołana czarnym koniem turnieju. Ostatecznie skończyło się na dziewiątym miejscu w klasyfikacji, ale mistrzowie Azji pokazali, że mają potencjał i pod okiem takiego trenera jak Velasco mogą poczynić jeszcze większe postępy.

Listę największych rozczarowań japońskiego turnieju zdecydowanie otwiera reprezentacja Serbii, która zakończyła rozgrywki dopiero na ósmym miejscu. Aktualni mistrzowie Europy po przegraniu w pierwszej rundzie wszystkich spotkań (z Argentyną, Polską i Iranem) w dalszej części właściwie grali już tylko o pietruszkę. Potrafili się jeszcze zmobilizować na Brazylijczyków i pokonać ich 3:1, ale to była tylko jednorazowa demonstracja siły. Brak dobrych zmienników wyszedł Serbom bokiem i teraz swojej szansy na wywalczenie kwalifikacji będą musieli szukać w turnieju kontynentalnym.

Drugą drużyną, która nie zachwyciła w tegorocznym pucharze świata, była Brazylia. Owszem, podopieczni Bernardo Rezende wywalczyli kwalifikację olimpijską, zajmując trzecią pozycję, ale musieli drżeć aż do ostatniego meczu, czy aby na pewno uda im się wyprzedzić reprezentację Włoch. To już nie była ta sama ekipa, która w imponującym stylu wygrywała poprzednie dwie edycje Pucharu Świata. Brazylia doznała w tym turnieju trzech porażek, z dwiema ekipami wygrała dopiero po tie-breaku, a przy gorszych wynikach niż dotychczas, pojawiły się w zespole animozje. Słynny filmik, na którym widać jak Sergio kłóci się z trenerem Rezende i rozdziela ich dopiero Giba, obiegł cały świat. Czy to oznacza, że nadchodzi koniec epoki dominacji Canarinhos? Zobaczymy.

Na koniec jeszcze parę słów o otoczce organizacyjnej wokół całego turnieju. Niestety znów widzowie przed telewizorami mogli oglądać puste hale, a podczas większości spotkań było tak cicho, że siatkarze słyszeli nie tylko własne myśli, ale zapewne też to, co myśleli sobie rywale po drugiej stronie siatki. Wyjątkiem były oczywiście mecze reprezentacji Japonii, bo wtedy ogromne hale zapełniały się. Nie oczekujmy jednak, że za cztery lata będzie inaczej. Puchar Świata zadomowił się w Kraju Kwitnącej Wiśni na dobre i raczej szybko to się nie zmieni.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Świata, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-12-05

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved