Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Puchar Świata > PŚ, gr. B: Rosjanie nie dali szans Serbom, wygrana Brazylii i Kuby

PŚ, gr. B: Rosjanie nie dali szans Serbom, wygrana Brazylii i Kuby

fot. archiwum

Słabo grająca w Pucharze Świata reprezentacja Serbii kolejny raz poniosła porażkę. Tym razem pogromcami mistrzów Europy byli Rosjanie. Cieszyć ze zwycięstwa mogli się również Brazylijczycy, którzy pokonali Argentynę 3:0 oraz Kubańczycy.

Mecz rozpoczął się od punktowego bloku oraz skutecznej kontry Rosjan. Chwilę później przytrafiły im się dwa proste błędy, które dały prowadzenie Serbom (3:2). Radość podopiecznych Igora Kolakovica była jednak bardzo krótka, bo następne akcje zostały w pełni zdominowane przez świetną grę Siergieja Tietiuchina oraz Maxima Michajłowa (5:8). Zaraz po pierwszej przerwie technicznej, swojej akcji w ataku nie skończył Chtiej, ale w następnym ustawieniu Wołkow asem serwisowym przywrócił trzypunktowe prowadzenie (7:10). Środkowa faza seta była popisem gry rosyjskich skrzydłowych, natomiast jedynym punktującym graczem serbskiej drużyny okazał się osiemnastoletni Uros Kovacević (9:16). W końcówce seta obraz gry nie uległ zmianie, a przewaga podopiecznych trenera Alekny wciąż rosła. Partię skutecznym atakiem zakończył Dmitrij Musersjkij (16:25).

Kolejna odsłona pojedynku rozpoczęła się od serii bloków reprezentantów Rosji (3:8). Sborna dominowała we wszystkich siatkarskich elementach, coraz częściej punktować zaczął Chtiej (8:16). Set zakończył się wynikiem 16:25, a ostatnie słowo w nim ponownie należało do Muserkiego.

Trzecia partia meczu rozpoczęła się od mocnej wymiany ciosów z obu stron (4:4). W tym momencie kontrę na punkt zamienił jednak Chtiej i znów to Rosjanie zaczęli kontrolować przebieg gry (5:8). Sytuację próbował ratować jeszcze Vemić, ale jego pojedyncze skuteczne akcje nie mogły zagrozić siatkarzom trenera Alekny (10:16). W końcówce seta najczęściej atakującym graczem był Roman Jakowlew, a cały mecz asem serwisowym zakończył Birjukow (15:25).



Pojedynek ten był niewątpliwie najlepszym w wykonaniu Rosjan od początku całego turnieju. Przez wszystkie trzy sety doskonale funkcjonowała u nich zagrywka oraz relacja blok-obrona. Na kontrach wciąż rzadko wykorzystywani byli środkowi, jednak skuteczność wszystkich skrzydłowych była imponująca. O świetnej postawie zwycięzców tegorocznej Ligi Światowej najlepiej świadczy chyba bardzo mała ilość błędów własnych, których popełnili zaledwie pięć. Trener Alekno pozwolił zaprezentować się prawie wszystkim swoim zawodnikom (oprócz Pawła Krugłowa) i żaden z nich nie zawiódł. Najlepiej punktującym graczem okazał się Taras Chtiej (13 pkt.), a tuż za nim uplasowali się Maxim Michajłow (11) oraz Dmitrij Muserskij (10).

Po stronie serbskiej na pochwały zasługuje przede wszystkim bardzo młody Uros Kovacević. Chwilami ciężar gry brali na siebie także Milos Vemić oraz Aleksandar Atanasijević.

Serbia – Rosja 0:3
(16:25, 16:25, 15:25)

Składy zespołów:
Serbia: Kovacević U. (11), Vemić (9), Mitić (2), Rasić (3), Atanasijević (10), Petrović (6), Rosić (libero)
Rosja: Chtiej (13), Tietiuchin (6), Butko (1), Muserskij (10), Michajłow (11), Wołkow (5), Obmoczajew (libero) oraz Birjukow (4), Apalikow (4), Makarow (2) i Jakowlew (9)


Pierwsze dwa punkty w pojedynku zdobył skutecznymi atakami Giustiniano. Brazylijczycy szybko jednak odrobili niewielką stratę i gra toczyła się punkt za punkt (8:7). Po pierwszej przerwie technicznej w ataku pomylił się Vissotto, dzięki czemu Argentyńczycy znów osiągnęli dwupunktowe prowadzenie. W kolejnych akcjach błąd przytrafił się Luciano De Cecco, a swoje kontry skończyli Giba oraz Murilo (14:16). Od tego momentu podopieczni trenera Webera za wszelką cenę próbowali odrobić stratę. Udało im się to dopiero pod koniec partii, kiedy to parę błędów własnych przytrafiło się Canarinhos (22:22). W następnej akcji skutecznie zaatakował jednak Giba, chwilę później pomylił się Quiroga , a seta ze środka zakończył Lucas (22:25).

Druga odsłona meczu rozpoczęła się znacznie lepiej dla aktualnych mistrzów świata, którzy po kontrze Giby objęli trzypunktowe prowadzenie (1:4). Chwilę później Argentyńczycy odpowiedzieli skutecznym blokiem, a w aut zaatakował Sidao i na tablicy wyników widniał remis (4:4). W momencie ogłoszenia pierwszej przerwy technicznej prowadzili jednak znów Brazylijczycy, głównie dzięki punktowej zagrywce Vissotto (6:8). W środkowej fazie seta oba zespoły popełniły sporo błędów własnych, co negatywnie odbiło się na poziomie pojedynku (13:16). Javier Weber wprowadzał na boisko coraz to nowych graczy, jednak żaden z nich nie był w stanie odmienić obrazu gry. Ostatnie dwa punkty w drugiej partii zdobył Giba (20:25).

Na początku trzeciego seta Argentyna wypracowała sobie niewielką przewagę (3:1), jednak już po chwili sytuacja wróciła do normy i to Canarinhos przejęli inicjatywę. Dobrze w tym fragmencie meczu spisywał się Murilo, ale dużo punktów padało także po prostych błędach (6:8). Przewaga siatkarzy trenera Rezende stopniowo rosła, a jedyny przestój przytrafił im się przy stanie 14:21. Argentyńczycy byli wówczas bliscy dogonienia rywali, jednak dwa błędy w kluczowych momentach popełnił Ivan Castellani (20:23). Cały pojedynek skutecznym blokiem zakończył Sidao.

Mecz dwóch przedstawicieli Ameryki Południowej nie zaspokoił oczekiwań większości widzów. Drużyny te potrafią grać bardzo widowiskową siatkówkę i wiele osób traktowało to spotkanie jako ozdobnik dzisiejszego dnia rozgrywek, jednak było ono momentami wręcz trudne do oglądania. Argentyńczycy nie wystawili w pierwszym składzie paru swoich kluczowych zawodników (Facundo Conte, Pablo Crer), a kolejni z nich opuścili boisko w czasie trwania spotkania (Luciano De Cecco, Federico Pereyra). Właściwie w żadnym momencie nie udało im się poważniej zagrozić rywalom, a obie drużyny popełniły w sumie aż 43 błędy własne.

Argentyna – Brazylia 0:3
(22:25, 20:25, 21:25)

Składy zespołów:
Argentyna: Quiroga (3), Sole (2), Pereyra (5), De Cecco (1), Giustiniano (7), Gauna (5), Lopez (libero) oraz Castellani (7), Cavanna (1), Bruno (1), Poglajen (4), Crer (3)
Brazylia: Santos (8), Vissotto (17), Giba (12), Endres (10), Saatkamp (6), Muraguti (1), Sergio (libero) oraz Rezende, Lopes (2), Bravo


Pojedynek Kubańczyków z Włochami rozpoczął się od wyrównanej gry z obu stron (8:7). Zaraz po pierwszej przerwie technicznej, skutecznie z kontry zaatakował Hernandez, co dało jego drużynie dwupunktowe prowadzenie. Nie była ona jednak w stanie dłużej go utrzymać, bo już po chwili mocnymi atakami odpowiedzieli Zaytsev oraz Łasko (9:10). W środkowej fazie seta nadal żadna z ekip nie zwolniła tempa, ale po bloku na Michale Łasko to siatkarze z Ameryki Środkowej prowadzili 16:14. Reprezentacja Azzurrich natychmiastowo odrobiła tę stratę, jednak dobra gra Bella i Leon a dała podopiecznym Samuellsa Blackwooda wygraną w całej partii 25:21.

Początek drugiej odsłony meczu został zdominowany przed skuteczne akcje Cristiana Savaniego i Michała Łasko (5:8). Chwilę później dwie świetne zagrywki dołożył jeszcze Dragan Travica i przewaga Włochów wynosiła już aż pięć punktów. Za sprawą dobrej gry Hernandeza, Kubańczycy zdołali zniwelować stratę do zaledwie jednego „oczka", jednak w kolejnych akcjach dwukrotnie w aut atakował Henry Bell, a po raz kolejny skuteczny na kontrze okazał się włoski atakujący (11:16). W końcówce Kubańczycy podejmowali jeszcze próby dogonienia rywali, ale mocna zagrywka Azzurrich pozwoliła im dość spokojnie zwyciężyć 25:19.

Kolejnego seta znacznie lepiej rozpoczęli wicemistrzowie świata, którym udało się już przed pierwszą przerwą techniczną wypracować znaczącą przewagę (8:3). Włosi nie zamierzali jednak się poddać i stopniowo odrabiali straty. Doprowadzili nawet do remisu, ale w momencie ogłoszenia drugiej przerwy technicznej, znów górą byli siatkarze z Kuby (16:14). Ostatnia faza partii dała podopiecznym trenera Berruto jeszcze parę okazji do przejęcia inicjatywy na boisku, jednak kluczowych piłek nie skończył Łasko. Ostatnia akcja w tym secie została skończona przez Hernandeza (25:20).

Czwarta odsłona pojedynku okazała się jedynie formalnością. Włosi dotrzymywali kroku swoim rywalom jedynie do stanu po 5. Później siatkarze zza oceanu zdołali wyprowadzić wiele skutecznych kontr, które automatycznie przełożyły się na ich całkowitą dominację (8:5, 16:10). Coraz słabiej zaczęła wyglądać także gra Cristiana Savaniego i zawodnicy z Półwyspu Apenińskiego nie mieli po swojej stronie już żadnych atutów. W ostatniej akcji meczu zablokowany został Michał Łasko.

Ostatni dzisiejszy pojedynek rozgrywany w Hamamatsu pozwolił kibicom obejrzeć trochę twardej, męskiej gry. Obie strony potężnie uderzały zagrywką, a swoją skuteczność w ofensywie opierały na pojedynczych liderach. Konfrontację na skrzydłach wygrali zdecydowanie Kubańczycy, których do zwycięstwa pociągnęli Leon (21 pkt.) oraz Hernandez (18). Wynik ten daje siatkarzom trenera Blackwooda awans na czwarte miejsce w tabeli, z czterema punktami straty do prowadzących Polaków oraz jednym przewagi nad następnymi Włochami.

Kuba – Włochy 3:1
(25:21, 19:25, 25:20, 25:17)

Składy zespołów:
Kuba: Leon (21), Perdomo (7), Bell (10), Mesa (10), Diaz (3), Hernandez (18), Gutierrez (libero) oraz Estrada, Bisset, Capeda
Włochy: Mastrangelo (6), Łasko (20), Zaytsev (7), Savani (16), Travica (3), Birarelli (5), Giovi (libero) oraz Parodi (3), Boninfante, Fei

Zobacz również:
Wyniki 6. kolejki oraz tabela Pucharu Świata

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Puchar Świata

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-11-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved