Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Grzegorz Silczuk: To zespół, który powinien grać i wygrywać

Grzegorz Silczuk: To zespół, który powinien grać i wygrywać

fot. archiwum

Drużyna Wandy początku sezonu nie może zaliczyć do udanych. Po 8 kolejkach zajmuje ostatnie miejsce w I lidze. - Nie ma takiej możliwości, żeby zespół Wandy Kraków był czerwoną latarnią - przyznał Grzegorz Silczuk. Czy pod Wawelem szykują się zmiany?

Krakowianie w dotychczas rozegranych 8 kolejkach zdobyli 7 punktów, co sprawiło, że zajmują ostatnią pozycję w ligowej tabeli. W tym roku jednak rozgrywki są bardzo wyrównane i dwunasta w klasyfikacji Wanda do będącego na szóstej pozycji Będzina traci zaledwie 4 punkty. Krakowianie w swoich szeregach mają zawodników z doświadczeniem zdobytym w ekstraklasie, jak chociażby Damiana Domonika, Bartłomieja Sorokę, Jarosława Teplinga czy Łukasza Szablewskiego. Wydawać mogłoby się zatem, że beniaminka stać na coś więcej, niż zamykanie ligowej tabeli. Takiego zdania są także najwyraźniej działacze krakowskiego klubu. – Przeprowadziliśmy męskie rozmowy, najpierw z całą grupą, a później indywidualnie. Zostały podjęte decyzje, które niestety są objęte tajemnicą. Żaden z zawodników nie ma prawa powiedzieć o czym były te rozmowy, tak samo ja, jako trener, nie mam prawa nic powiedzieć. Jest nas na tą chwilę 10 – przyznał Grzegorz Silczuk.

W rozegranym w środę meczu III rundy Pucharu Polski krakowianie na własnym parkiecie pokonali BBTS Bielsko-Biała, który w tym momencie jest liderem pierwszoligowych rozgrywek. – Oddałby je za dwa punkty w jednym z tych meczów wyjazdowych – powiedział szkoleniowiec Wandy. – Cieszy jednak to, że udało się wygrać jak najmniejszym nakładem siły, czyli 3:0. Nie przeceniałbym jednak tego zwycięstwa bo to jest tylko Puchar Polski. Nie ukrywam, że jako zespół beniaminka, każdy mecz jest dla nas nauką, bo musimy czerpać zyski z każdego pojedynku. To, że akurat dziś udało nam się wygrać z liderem, chwała za to zawodnikom, którzy byli na boisku. Potrzebujemy grać, grać i grać, najlepiej o stawkę, chociażby pucharową – wyjaśnił Silczuk, który już po meczu poprzedniej rundy zapowiadał, że jego podopieczni bardzo poważnie traktują te rozgrywki i nie zamierzają odpuścić żadnego meczu.

W spotkaniu z BBTS Wanda wystąpiła w dziesięcioosobowym składzie. W kadrze meczowej zabrakło środkowego, Jakuba Blachury oraz przyjmującego Bartłomieja Mischke. Do gry po kontuzji powraca natomiast Bartłomiej Soroka. – Gramy przez ostatnie 5-6 meczów bez dwóch kół. Przez 2-3 miesiące przygotowywaliśmy się z Bartkiem Mischke i Bartkiem Soroką. Bartek (Soroka – przyp. red.) wyleciał po trzecim meczu, Mysza (Mischke – przyp. red) po czwartym, chociaż i on był grany na siłę, bo chłopak fajnie przyjmuje. Ciężko jest nam ciągnąć ten wózek. Chwała, że mamy takich ludzi jak Jacek Pić i Adaś Łukasik, którzy są w stanie nam pomóc.



Silczuk nie chce jednak zdradzić jaki jest powód nieobecności Blachury i Mischke. – Jesteśmy po pewnych zawieruchach w zespole, po tym, co ostatnio nie do końca nam wychodziło. Wrócił do nas Bartek Soroka i pokazuje, jaką jest siłą tego zespołu. Niestety nie mogę komentować krótszej ławki, bo to są sprawy wewnątrz zespołu. Nie będę też komentował, czy to są kwestie zdrowotne czy nie. Gramy teraz w dziesięcioosobowym składzie, każdy z tych zawodników wie o co i dla kogo gra – powiedział Silczuk. – Były męskie rozmowy, czego dotyczyły nie powiem, ale może lepiej grać w dziesiątkę, skoro wygrywamy?

Szkoleniowiec beniaminka jednocześnie zaprzeczył, jakoby wobec tych zawodników zostały wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne. – Nie doszukiwałbym się żadnych przyczyn zdrowotnych, czy nie daj Boże odsunięcia od zespołu. Dalej jesteśmy w 12, ale dzisiaj na boisku było 10 osób – powiedział. – Nikomu nie obniżyliśmy kontraktów. Mamy takie prawo, ale karanie zawodników obniżką kontraktów – każdy kij ma dwa końce. Możemy ich zdołować tym, że nie będą mieć pieniędzy. Nasi zawodnicy, w trzech czwartych są studentami, a tylko 4 osoby pracują, więc pozbawilibyśmy ich środków do życia – wyjaśnił Silczuk.

Przed sezonem ambicje krakowian były znacznie wyższe. Chociaż pierwsza runda dobiega końca, a Wanda zajmuje ostatnie miejsce, nie oznacza to, że podopieczni Silczuka są skazani wyłącznie na walkę o utrzymanie. Niewielka różnica punktowa drużyn ze środka tabeli sprawia, że nawet krótka seria zwycięstw może pozwolić na znaczącą poprawę lokaty. Działacze krakowskiego klubu wydają się zdawać sobie z tego sprawę i dlatego zostały podjęte pewne kroki, które mają doprowadzić do zmiany postawy zespołu. – Nie ma takiej możliwości, żeby zespół Wandy Kraków, z takimi sponsorami, z takimi ludźmi w to zaangażowanymi, był czerwoną latarnią – jasno postawił sprawę Silczuk. – To jest zespół, który powinien grać i wygrywać. Nie wygrywa, ale nie robimy z tego powodu dramatycznych ruchów. Oczywiście nie jestem zadowolony z miejsca, w którym teraz jesteśmy, ale nie chce wybiegać za daleko w przyszłość. Każdy może wygrać z każdym.

Czy w związku z tym w drużynie szykują się zmiany kadrowe? Czy pod Wawel wkrótce zawitają nowi zawodnicy, a dwaj nieobecni w ostatnim spotkaniu pożegnają się z Krakowem? Także i tego nie chce zdradzić Silczuk. – Po prostu nie ma ich w tym momencie – krótko uciął. – Nie są podjęte żadne decyzje, które wykluczałyby któregoś z tych zawodników z gry, gdyż na tym etapie rozgrywek takie decyzje nam zupełnie nie pomogą. Nie wykluczam, że ktoś może do nas przyjść. Rozmawiamy z zawodnikami, sondujemy czy grają, czekamy aż podejmą decyzję czy wracają z Grecji, czy wybierają się do Turcji. Nie ma takiej pozycji, gdzie nie przydałoby się wzmocnienie.

Wydaje się jednak, że wobec nieobecności Blachury i Mischke, priorytetem w poszukiwaniach beniaminka są właśnie zawodnicy na pozycje zajmowane przez tych dwóch siatkarzy – środek i przyjęcie. Grzegorz Silczuk nie chce jednak potwierdzić tych informacji. – Jeśli pozbywam się któregoś zawodnika, to najpierw on musi się o tym dowiedzieć, a dopiero później możemy o tym rozmawiać – wyjaśnił.

– Bywają zespoły po 16, 18 zawodników, a bywają i takie, bo sam w takim grałem, że są siedmioosobowe. Walczyliśmy dla Krakowa o I ligę przez 5 lat, udało nam się. Priorytetem są zwycięstwa i dobra gra. Nie interesują mnie już takie mecze jak w Będzinie, gdzie gramy ładnie, a przegrywamy albo jak w Jaworznie, gdzie gramy fajnie pierwszego i drugiego seta, po czym przeciwnik wygrywa. W siatkówce nie liczy się styl, kto gra, liczy się zwycięstwo. Jeśli byśmy do końca rundy wygrywali wszystkie mecze po 3:2, to byłoby fajnie, miło i przyjemnie, aczkolwiek cały czas zbieramy doświadczenie – przyznał.

– Kraków nie toleruje miernoty, zespół z Krakowa nie może być ostatni. Zespołów pierwszoligowych w Krakowie jest kilkanaście. Albo się jest dobrym, albo nie i wtedy ma się problem. A my problemu nie chcemy mieć – zakończył szkoleniowiec krakowian.

Już dziś zmierzą się oni z wiceliderem I ligi, Pekpolem Ostrołęka. Czy „męskie rozmowy", które zostały przeprowadzone przyniosą skutek? Jakich dalszych kroków możemy spodziewać się w Krakowie?

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-11-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved