Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Słowacki diament odkryty w Polsce

Słowacki diament odkryty w Polsce

fot. Cezary Makarewicz

Michał Masny jest zawodnikiem, którego nie można określić mianem turysty. Pojawił się w Polsce cztery sezony temu i reprezentował już barwy trzech klubów PlusLigi. Co sprawiło, że sympatyczny Słowak zadomowił się na parkietach naszej ekstraklasy?

Śląsk i Zagłębie to krainy dobrze znane z dóbr naturalnych w postaci złóż węgla. W PlusLidze mężczyzn pojawiały się na dłużej bądź krócej drużyny z tego właśnie regionu. W sezonie 2007/2008 do najwyższej ligi rozgrywek wkroczył zespół z Sosnowca, tym razem pod nazwą „Płomień”. Co ówczesny beniaminek ma wspólnego z „czarnym złotem”? Otóż węgiel, jako pierwiastek, w zależności od oddziaływań międzycząsteczkowych i struktury może tworzyć różne materiały. Ekipa z Sosnowca miała szczęście natrafić na węgiel o strukturze diamentu- słowackiego rozgrywającego Michała Masnego. Mimo spadku Płomienia z ekstraklasy spowodowanego kłopotami finansowymi działacze pozostałych klubów nie pozwolili temu zawodnikowi na opuszczenie kraju. Zabawę w poszukiwaczy skarbów wygrała drużyna ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, w której barwach Masny występował przez dwa sezony. Po odejściu z zespołu Krzysztofa Stelmacha charyzmatyczny rozgrywający przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie nadal doprowadza do frustracji blokujących drużyny przeciwnej. W grodzie nad Brdą zasilił „słowacką kolonię”, w której skład wchodzili także Martin Sopko i Michal Cerven, w sezonie 2011/2012 prezentuje się ona skromniej, za sprawą odejścia Martina Sopko. Przed przybyciem do Polski Michał Masny grał w zespołach słowackich, austriackich i czeskich.

Czego spodziewałeś się po przybyciu do naszego kraju?

Michał Masny: – Chciałem po czterech latach w Czechach spróbować czegoś innego – gry w innej lidze, zacząć od zera, być nieznany i sprawdzić, czy jestem w stanie coś osiągnąć. Na początku wszystko trochę inaczej się potoczyło – myślałem, że uda mi się podpisać kontrakt trochę prędzej, niestety, dopiero we wrześniu pojawiła się oferta z Sosnowca. Nikogo z chłopaków nie znałem. Podpisałem kontrakt i pomyślałem sobie, że jeżeli sezon nie będzie dobry, to po prostu wytrzymam i zobaczymy, co dalej… Martwiłem się niepotrzebnie, bo było niesamowicie – fajny trener, super atmosfera, mili koledzy w zespole, po prostu wszystko wyszło na plus. W trakcie gry w Kędzierzynie słowacki rozgrywający miał okazję pokazania się w Europie za sprawą występów w klubowych pucharach.



Czy spowodowało to zainteresowanie twoją osobą w ligach z innych krajów?

– Tak, w czasie gry w Plus Lidze otrzymałem ofertę z Francji.

Gra w innej lidze to bardzo poważna zmiana i diametralna zmiana otoczenia-nowi ludzie, język, kultura i zwyczaje. Jak na wieść o przenosinach do Polski zareagowała twoja rodzina?

– Moja żona zawsze jest szczęśliwa, kiedy i ja jestem. Mogę liczyć na bezwarunkowe wsparcie rodziny- żona i starsza córka nauczyły się mówić po polsku.

W czasie gry w zespole z Kędzierzyna zostałeś jedynym kapitanem-obcokrajowcem. Jakie to uczucie występować z belką o wymiarach 8×2 cm pod numerem poza granicami kraju?

Dla mnie mianowanie mnie kapitanem zawsze było wyróżnieniem to, że zostałem nim poza ojczyzną na pewno potęguje to uczucie.

Polska i Słowacja są sąsiednimi krajami. Czy wpłynęło to jakoś na decyzję, kiedy wybierałeś ofertę Sosnowca i czy ułatwiło naukę języka?

– Na moją decyzję nie wpłynęła odległość, jaka dzieli Polskę od Słowacji, kierowałem się wysokim poziomem PlusLigi. Nauka języka przyszła mi bez większych problemów, lecz nie wiem, czym było to spowodowane.

Przed sezonem 2010/2011 zawitałeś do Bydgoszczy, gdzie spotkałeś się z dwoma kolegami z reprezentacji. Czy miało to jakiś wpływ na decyzję o podpisaniu kontraktu z Delectą?

-Nie, nie to mnie zachęciło, po prostu przyszła oferta z Bydgoszczy, więc ją rozpatrzyłem. To, że byli tam już Martin i Michał, było tylko małym plusem przemawiającym za moim przejściem do Delecty.

Czy po drugiej stronie Karpat siatkówka jest równie popularna, co w Polsce?

Nie, na Słowacji siatkówka nie cieszy się taką popularnością, liga stoi na niższym poziomie, na siatkówkę jest mniej funduszy niż w Polsce, więc każdy młody chłopak, który ma talent, stara się wyjechać za granicę.

Co w takim razie sądzisz o kibicach w naszym kraju?

-Kibice są naprawdę niesamowici, poza Polską z podobnym dopingiem można się spotkać chyba tylko w Brazylii.

Czy wiąże się to z rozpoznawalnością?

-Tak, poza halą sportową jestem rozpoznawany, kojarzony z siatkówką na ulicach miast.

Czy któryś z trzech polskich klubów wspominasz szczególnie dobrze?

-Nie, nie mogę powiedzieć, że jeden z tych klubów wspominam najlepiej. W każdym z nich było coś, co lubię wspominać, nie da się powiedzieć tak po prostu, że w jednym miejscu było fajnie, a w drugim nie.

Słowacki rozgrywający na pytanie, czego brakowałoby mu, gdyby miał opuścić Polskę odpowiedział po prostu:

-Siatkówki by mi brakowało…

Michał Masny jest przykładem charyzmatycznego i utalentowanego zawodnika z kraju, w którym siatkówka z pewnością nie jest sportem narodowym. Pojawienie się takiego zawodnika w PlusLidze jest transakcją obustronnie korzystną – Słowak znalazł miejsce dla siebie, a rozgrywki dzięki niemu i jemu podobnym podwyższyły swój poziom. Miejmy nadzieję, że już zawsze nasza ekstraklasa będzie ligą, do której zawodnicy będą chcieli przyjeżdżać, a nie taką, z której będą emigrowali.

* rozmawiał Cezary Makarewicz (Strefa Siatkówki)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-11-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved