Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > inne > Marcin Prus: Idę do przodu, nie chcę wracać do przeszłości

Marcin Prus: Idę do przodu, nie chcę wracać do przeszłości

fot. archiwum

Był gwiazdą siatkarskiej reprezentacji Polski, ulubieńcem publiczności. W Nowym Sączu Marcin Prus pożegnał się z zawodowym sportem. - Nie chcę wracać do przeszłości, nie mam wrogów i ich nie szukam. Chcę iść do przodu - mówi Prus.

Od wielkiego sportu do świata codziennych problemów jest niedaleka droga. Chwila nieuwagi, pech i wszystko się wali. Przekonałem się o tym ja, jeszcze tragiczniej Arek Gołaś – mówił Marcin Prus.Miałem pecha, bo doznałem kontuzji w czasach, gdy reprezentacja nie miała takiej opieki medycznej jak teraz, nie było odpowiednich ubezpieczeń, kontrakty także były mniej korzystne dla zawodników. Dlatego gdy pojawiły się kłopoty, mimo że byłem reprezentantem kraju, to sobie mnie zwyczajnie działacze odpuścili, teraz to już historia – nie mam do nikogo żalu – wspomina Marcin. A był on jednym ze złotych chłopców Ireneusza Mazura, reprezentacji juniorów, która zdobyła mistrzostwo świata, gwiazdą Mostostalu Kędzierzyn-Koźle, gdy klub ten dominował w polskiej lidze, zdobył z nim cztery mistrzostwa Polski, był filarem polskiej reprezentacji. Mimo zaledwie 198 cm – to nie jest imponujący wzrost jak na środkowego – był bardzo skuteczny. Jego dynamiczne ataki i perfekcyjne bloki wprawiały w szał radości kibiców, z którymi miał bardzo dobry kontakt, często zwracał się do kibiców, zachęcał do dopingu, był swoistym wodzirejem. Wielu zapamiętało go z oryginalnych kolorowych fryzur. – Podpatrzyłem to u Denisa Rodmana, to było takie młodzieńcze szaleństwo – mówi Prus.

Nie wszystkim się to podobało, Hubert Wagner w jednym z wywiadów powiedział wprost: "Krew mnie zalewa, kiedy kreowany na gwiazdę Marcin Prus zachęca widzów do dopingu, a powinien patrzeć głęboko w oczy rywalom, obserwować każde ich drgnienie, żeby możliwie najszybciej wiedzieć, jak ustawić blok". – Zawsze odnosiłem się z szacunkiem do Wagnera, bo w siatkarskim światku to był ktoś. W rozmowie wytłumaczyłem mu, że ja taki po prostu jestem, z tą fryzurą i w kontakcie z kibicami jestem po prostu sobą, dobrze się z tym czuję. Chyba to zrozumiał – opowiada Prus. – Byłem na fali, wydawało mi się, że kariera dopiero się zaczyna i czeka mnie wiele lat sportowych zmagań nie tylko w Polsce, ale także na europejskich arenach.

I nagle zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Najpierw było zapalenie żył, potem kłopoty z lewym kolanem. U Prusa stwierdzono ubytki chrząstki w stawie rzepkowo-udowym lewej nogi, próbowano bezskutecznie przeszczepów. – Przeszedłem dziewięć operacji w kraju i za granicą – opowiada Prus. Po pierwszych wciąż wierzył w powrót na parkiety. Po kilku latach walki w końcu się poddał i ogłosił definitywne zakończenie kariery.



Przestał występować w światłach reflektorów, zaczęła się codzienność. Zniknęli nie tylko fani, lecz także koledzy. O tym, co czuje człowiek, gdy leży sam na operacyjnym stole, wie tylko osoba, która przez coś takiego przechodzi. – Wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, jakie odczucia w takiej chwili się pojawiają. Strach, niepewność jutra. Wiele z nich można by wymieniać, bo w tym momencie jesteś zdany na własną psychikę. Gdy przestałem grać, ubyła większość kolegów, znajomych, skończyły się telefony i spotkania. Takie jest życie i nie mam do nikogo pretensji, choć jest mi trochę przykro – mówił po zakończeniu kariery Prus. Z klubem także rozstał się w nie najlepszej atmosferze, skończyło się sprawami sądowymi, oczywiście chodziło o pieniądze. – Teraz moje stosunki z prezesem Kazimierzem Pietrzykiem określam jako dobre, rokujące nadzieje na przyszłość. Rzeczywiście na początku było nieciekawie. Prezes po prostu bronił wówczas interesu zespołu i klubu, a ja swojego. Sprawy w sądzie zakończyły się dla mnie pozytywnie. Po wyjściu z sądu sprawę uznałem za zamkniętą. Nie mam wrogów i ich nie szukam – podkreśla Prus, który od kilkunastu lat mieszka w Kędzierzynie-Koźlu.

Przez chwilę był bezrobotnym, ale postanowił się nie poddawać. Po drodze przeszedł kolejne dwie operacje. Przez pewien czas współpracował z Telewizją Polską, potem dwa lata z Polsatem. Wówczas łyknął bakcyla dziennikarskiego. Ostatnio skończył kurs trenerski i może prowadzić zespoły PlusLigi – zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Prowadzi działalność gospodarczą, komentuje mecze dla Radia Park, chce założyć w Kędzierzynie-Koźlu szkółkę siatkarską. – Z perspektywy czasu widzę, że i tak miałem szczęście. Siatkarze czasami narzekają, jednak mają dużo lepiej niż my jeszcze 10 lat temu. Ja nie mam zamiaru narzekać, gdyż roczniki jeszcze wcześniejsze, z czasów PRL-u, miały dużo gorzej od nas. Przekonałem się, że jeśli masz pomysł na życie, dążysz do celu, to sobie poradzisz. Idę do przodu i do przeszłości nie chcę wracać. Nie powiem, że życie jest dla mnie usłane różami, ale zwyczajnie sobie radzę, raz lepiej, raz gorzej, jak to w biznesie i w życiu. Nie bez znaczenia dla mnie jest to, że po chwilach słabości w pierwszych latach potrafiłem się podnieść i sobie poradzić. Dzisiaj pracuję z naprawdę interesującymi ciekawymi ludźmi oraz zostałem przy tym co kocham, czyli przy siatkówce – podkreśla Prus.

Autor: Arkadiusz Kuglarz
Więcej w serwisie gazeta.pl

źródło: gazeta.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
inne

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-11-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved