Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Piotr Pykel, członek zarządu PZPS o liście Wlazłego

Piotr Pykel, członek zarządu PZPS o liście Wlazłego

fot. archiwum

- Dla Wlazłego gra w Skrze jest szczytem marzeń, a ta sytuacja szkodzi wszystkim - dyscyplinie, kibicom i samemu siatkarzowi - mówi Piotr Pykel, członek zarządu PZPS. - Dziwi mnie, że argumenty stawiane przez siatkarza stawiają sprawę na ostrzu noża.

Dlaczego PZPS nie zareagował na list, w którym Mariusz Wlazły tłumaczy, dlaczego nie gra w kadrze, wytyka niekompetencję związkowi i prezesowi Mirosławowi Przedpełskiemu?

Piotr Pykel:Jestem członkiem zarządu, a nie prezydium. Oświadczenie może wydać prezes, ale jeśli zostanę poproszony o opinię, chętnie się ustosunkuję.

List Wlazłego nie ma polskiej siatkówce precedensu. Nikt dotąd nie atakował związku tak otwarcie, personalnie, podpisując zarzuty nazwiskiem.



Jestem bardzo zdziwiony, bo środowisko uważane było dotąd za bardzo lojalne, gdzie dyplomacja odgrywała dużą rolę i nigdy nie było starć znanych chociażby z gabinetów piłkarskich. Od kilkunastu lat zajmuję się sportem jako menedżer i nie pamiętam, by zawodnik zwracałby się z tak długim listem otwartym, o którym do końca nie wiadomo, kto jest jego głównym adresatem. Precedensem była historia z lat 80. we Włoszech, gdzie piłkarze Juventusu chcieli uniknąć odpowiedzialności zbiorowej w aferze totonero i w liście do mediów sprzeciwili się karze. To była jednak sytuacja dramatyczna, życiowa, do której sprawy Wlazłego nie da się nijak porównać.

Co mogło go skłonić do napisania listu? Mecz w Rzeszowie, gdzie kibice gwizdali na niego po wypowiedziach prezesa Przedpełskiego, który zdradził, dlaczego Wlazły nie chce grać w kadrze?

Sportowcy na tym poziomie, reprezentujący dyscypliny bardzo medialne, spotykają się i z sympatią, i antypatią tłumu. Powinni być na to przygotowani i odporni. Trudno mi sobie wyobrazić, by gwizdy wywołały u Wlazłego aż taką reakcję, nie rozumiem też, dlaczego całą winą za to został obarczony PZPS i prezes Przedpełski.

Kibice potępiają Wlazłego od lat, bo ich zdaniem symuluje kłopoty zdrowotne, bo nie chce grać w kadrze.

U mnie jako fana i Polaka, koszulka z orłem wywołuje dreszczyk. We wszystkich krajach reprezentacja to największy zaszczyt, nobilitacja i trampolina do tego, by zaistnieć w sporcie klubowym.

Wlazły ma ciepłą posadę w Skrze, poza Polskę wyjechać nie chce…

I to kolejny problem, bo dla tego zawodnika gra w Skrze jest szczytem marzeń. Gdyby przeprowadzić sondaż, jestem przekonany, że dla większości sportowców największą ambicją okazałoby się gra w reprezentacji, a nie przebywanie ciągle w tym samym klubie. Ta sytuacja szkodzi wszystkim – dyscyplinie, kibicom i samemu Wlazłemu. Koniunktura na siatkówkę została zbudowana poprzez kadrę i jej sukcesy. Łatwo o tym zapominamy. I o tym, że deprecjonowanie reprezentacji osłabia także kluby.

Przyjmuje pan argumenty Wlazłego, którymi tłumaczy swoją nieobecność w kadrze?

W świecie ludzi dorosłych i demokracji każdy ma prawo do swoich wyborów życiowych. Jeśli Wlazły porozmawiałby szczerze z prezesem i wyjaśnił, że w jego stanie zdrowia nie będzie dla kadry wartością dodaną, rozwiązałby sprawę. Dziwi mnie próba rozniecania jej poprzez list do mediów, w którym tylko oskarża się drugą stronę. Znane nam informacje nie wyjaśniają, czy cała ta historia ma drugie dno. Ale powtórzę: dziwi mnie, że argumenty stawiane przez siatkarza stawiają sprawę na ostrzu noża, budują kontrast między PZPS, który zajmuje się reprezentacjami i wielokrotnie wyciągał do Wlazłego rękę, a jego klubem. Taka polaryzacja jest bardzo niebezpieczna. Klub to część systemu, która korzysta z sukcesów kadry, ale i na te sukcesy się składa. To system naczyń połączonych, więc ta gra w listy jest dziwna i niebezpieczna. Każe zastanowić się, czy wymyślił ją sam Wlazły i czy powodowało nim tylko rozgoryczenie. Ja nie wierzę w opozycję: fantastyczny, rajski klub, który daje siatkarzowi wszystko, kontra piekło, czyli reprezentacja.

Może to początek przedwyborczej rozgrywki? Za Wlazłym stoi klub z potężnym sponsorem PGE, którego działaczom może zależeć na zwiększenie wpływów w polskiej siatkówce.

Przed igrzyskami w Londynie życzyłbym sobie, by ludzie siatkówki zajmowali się tylko sportem, to powinno być sensem ich pracy. Kto kreuje konflikty, jest w wielkim błędzie. Bardzo łatwo zmarnować to, co zostało zbudowane. Przypadek koszykówki powinien być dobrą przestrogą.

Rozmawiał Przemysław Iwańczyk – więcej w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-10-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved