Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > I liga M: Zwykła ligowa młócka w 4. kolejce

I liga M: Zwykła ligowa młócka w 4. kolejce

fot. archiwum

W zmaganiach 4. kolejki I ligi mężczyzn tym razem obyło się bez większych emocji. Faworyci z pierwszej czwórki spokojnie dopisali do swego dorobku komplety punktów. W najciekawszym spotkaniu Siatkarz Wieluń bez straty seta pokonał suwalski Ślepsk.

Mecze bez faworytów czyli ciekawie w środku tabeli

Zwycięstwo siatkarzy z Wielunia nad podopiecznymi Adama Aleksandrowicza nie budzi większego zdziwienia. W pojedynku 5. i 6. drużyny I ligi trudno było wytypować faworyta. Znacznie większe zaskoczenie stanowi fakt, że zespół Ślepska nie zdołał ugrać nawet seta. Na własne życzenie, bowiem zwłaszcza w drugim i trzecim secie suwalczanie niejednokrotnie obejmowali kilkupunktowe prowadzenie, jednak za każdym razem proste błędy własne czy przestoje w grze udaremniały im rozstrzygnięcie partii na swą korzyść. Postawa Ślepska w kilku poprzednich spotkaniach sugerowała, że zawodnicy z Podlasia są w stanie zachować ciągłość gry, pozwalającą unikać korzystnych dla rywali przestojów. Mecz z wieluńskim zespołem pokazał, że do osiągnięcia tego celu sporo jeszcze brakuje. W konsekwencji porażki zespół Ślepska odnotował spadek z 5. pozycji na 7. w tabeli. Z kolei ekipa Siatkarza, prezentując skuteczną grę w decydujących, nerwowych momentach spotkania, udowodniła, że potrafi radzić sobie z presją wyniku, a co za tym idzie, że wyciągnięto wnioski z porażki w tie-breaku w poprzedniej kolejce. Oceniając ich grę, można stwierdzić, że tendencja zwyżkowa utrzymuje się nadal. Dzięki kompletowi punktów wielunianie „podskoczyli" o jedno oczko w tabeli, na 5. miejsce.

– Przegraliśmy we frajerski sposób, (…), po indywidualnych pomyłkach. (…) Jeżeli jeden element „zaskakuje", to drugi przestaje – te mocne słowa trenera Macieja Nowaka najlepiej oddają formę ekipy Jadaru Siedlce. Mecz siedlczan z GTPS-em Gorzów Wlkp. to czterosetowy festiwal błędów, przeplatany udanymi akcjami obu zespołów w bloku. Konsekwencje dużej ilości pomyłek najdotkliwiej dały się we znaki w trzeciej odsłonie, gdzie siatkarze Jadaru „już byli w ogródku, już witali się z gąską", a mimo tego zmuszeni byli uznać wyższość rywala i – jak się później okazało – pożegnać, ze wizją podziału punktów. To już drugi z rzędu niezbyt udany mecz w wykonaniu siedleckiego zespołu, co wskazuje, że beniaminek obecnie notuje wyraźny i trwały spadek formy, gra nerwowo i w krytycznych sytuacjach nie potrafi zachować zimnej krwi. Natomiast zespół z Gorzowa Wlkp. ma powody do świętowania. Zwycięstwo z Jadarem dało zawodnikom Andrzeja Stanulewicza pierwszy komplet punktów w tym sezonie. Co prawda trochę późno jak na zespół z ambicjami do zdobywania najwyższych miejsc w lidze… Gorzowianie śmiało mogą określić początek sezonu jako nieudany i mieć nadzieję, że to tylko „miłe złego początki". Dwa ostatnie mecze pokazują, że ekipa GTPS-u czyni, co prawda niewielkie, ale jednak stałe, kroki ku stabilnej grze. Jak trafnie określił kapitan gorzowskiego zespołu, Paweł Maciejewicz: Im więcej gramy razem, tym lepiej to wygląda. Dzięki zdobyczy punktowej siatkarze z województwa lubuskiego awansowali z 7. na 6. pozycje w tabeli. Sytuacja Jadaru pozostała niezmienna – zachowali 8. miejsce.



(Prawie) Wszystko pod kontrolą

O udanym „wejściu" w sezon 2011/12 mogą mówić siatkarze Pekpolu Ostrołęka, którzy do tej pory nie ponieśli porażki. Za sprawą zwycięstwa nad beniaminkiem z Lubina udało się im zachować fotel lidera tabeli. Wciąż jednak postawa podopiecznych Andrzeja Dudźca nie powala na kolana. Ostrołęczanie nie potrafią utrzymać stałego poziomu gry przez całe spotkanie. Nie inaczej było w konfrontacji z zespołem z Dolnego Śląska. W trzecim i czwartym secie w grze Pekpolu pojawiły się przestoje i błędy, co skwapliwie wykorzystali zawodnicy Dominika Fristera, o mało nie doprowadzając do tie-breaku. Ekipa z Lubina jak dotąd ma na swym koncie jedno zwycięstwo w tie-breaku i 9. miejsce w tabeli. Jako beniaminek, który musi zapłacić „frycowe" w I lidze, początek sezonu może oceniać pozytywnie. Swą postawą nie odstaje od innych drużyn z dolnych części tabeli. Jednak póki lubinianie nie będą potrafili opanować nerwów w decydujących dla losów spotkania akcjach, póty nie mogą liczyć na nic więcej niż szary koniec tabeli.

Pozycję wicelidera tabeli zachowali akademicy z Nysy, którzy z kwitkiem odprawili krakowską Wandę. Krótko i celnie grę swojego zespołu opisał nyski rozgrywający, Maciej Fijałek. Początek był nerwowy, bo nie mieliśmy przyjęcia. Potem, w trzecim i czwartym widać było, że gramy to co chcemy…. Póki beniaminek ryzykował w polu zagrywki, był w stanie dotrzymać kroku faworyzowanym rywalom. Formy starczyło jednak tylko na dwie partie. Po zwycięstwie w drugiej odsłonie ekipa trenera Silczuka najwyraźniej za bardzo chciała rozstrzygnąć na swą korzyść kolejnego seta. Efekt był wręcz odwrotny: mnóstwo błędów, w konsekwencji czego łatwa wygrana nyskiego zespołu. Potem był już tylko tzw. „efekt domina" – gra zespołu z Małopolski zupełnie się rozsypała. Zamykających zestawienie zespołów I ligi krakowian również dotknął tzw. „syndrom" beniaminka: kiedy zespół gra dobrze, wszystkie elementy funkcjonują należycie, kiedy notuje kilka nieudanych akcji, „wali się" wszystko. W związku z tym Wanda swój początek sezonu może podsumować słowami „pierwsze koty za płoty". Z kolei akademicy z Nysy, jak pokazało kilka ostatnich spotkań, wciąż borykają się ze zbyt dużą ilością błędów własnych. Atutem ich gry jest mocna zagrywka i blok – tymi elementami na pewno postraszą rywali.

Plasujący się na 3. pozycji w tabeli siatkarze BBTS-u Bielsko-Biała wprawdzie „zakasowali" komplet oczek w starciu z MKS-e MOS Będzin, jednakże swą postawą nie zachwycili. Proste błędy, szczególnie w polu zagrywki, oraz przestoje w grze uniemożliwiły teoretycznie silniejszemu zespołowi z Podbeskidzia spodziewane łatwe zwycięstwo nad przedostatnim zespołem ligi. Po dwóch ostatnich spotkaniach można wnioskować, że podopieczni Przemysława Michalczyka po udanym początku, obecnie odnotowali mały „dołek" w swej grze. Poprawa niestabilnej formy, a zwłaszcza wyeliminowanie będących wodą na młyn rywali przestojów, z pewnością są głównym celem bielskiego zespołu, mającego dopiero przed sobą pojedynki z głównymi rywalami do czołowych miejsc w lidze. Będzinianie mogą już śmiało mówić o rozczarowującym początku sezonu. Mizerne trzy punkty na koncie nie mogą zadowalać zespołu o sporych ambicjach na sezon 2011/12. Nadzieję może budzić trochę bardziej stabilna, pozbawiona dużych wahań poziomu, gra w meczu w Bielsku-Białej.

Zawsze mogło być gorzej – tak swój początek sezonu mogą określić siatkarze Energetyka Jaworzno. Podopieczni Sławomira Gerymskiego zajmują obecnie 4. miejsce w lidze, jednak nie mogą być zadowoleni ze prezentowanego stylu. Jak widać w ostatnich kilku spotkaniach „Energetycy" nie potrafią całego spotkania zagrać na równym, dobrym poziomie. Podobnie było w konfrontacji z Jokerem Piła. Przez trzy partie spotkania to jaworznianie nadawali ton grze. Trzeci set, gdzie jaworznianie byli zaledwie tłem dla rywala, przekreślił nieco korzystne wrażenia z ich gry. Najbliższe kolejki i mecze z czołówka ligi będą dla zespołu z Górnego Śląska prawdziwym sprawdzianem. Wówczas gwałtowne obniżenie formy, nawet tylko w jednej partii, może okazać się zgubne. Po udanej ostatniej kolejce można było powiedzieć, że 10. w tabeli Joker Piła powoli zaczyna budować formę. Jednak po meczu z Energetykiem wydaje się, że był to tylko chwilowy błysk. Bezbarwna gra i mnóstwo błędów nie wróży najlepiej na przyszłość pilskiego zespołu.

Zobacz również:
Wyniki 4. kolejki oraz tabela I ligi mężczyzn

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2011-10-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved