Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka plażowa > G. Fijałek: Fakt olimpijskiego awansu jeszcze do nas nie dotarł

G. Fijałek: Fakt olimpijskiego awansu jeszcze do nas nie dotarł

fot. archiwum

Był to najlepszy sezon w historii polskiej siatkówki plażowej. Zawodniczki i zawodnicy w biało-czerwonych strojach zdobyli 16 medali dużych międzynarodowych imprez, a Grzegorz Fijałek i Mariusz Prudel mogą już zamawiać u krawca olimpijskie stroje.

Dwa drugie miejsca w cyklu turniejów Swatch World Tour oraz ćwierćfinał w mistrzostwach świata są to najlepsze wyniki pary Grzegorz Fijałek-Mariusz Prudel w 2011 roku. Polacy mają już w kieszeni olimpijski awans i w okresie przygotowawczym oraz w startach w pierwszej połowie 2012 roku mogą już myśleć tylko o grze na piasku przed Pałacem Buckingham.

– Dobre wyniki w 2011 roku sygnalizowała już wysoka forma w okresie przygotowawczym. Trenowaliśmy zimą i wczesną wiosną w różnych miejscach świata z czołowymi parami świata. Graliśmy z nimi sparingi i na podstawie tych sprawdzianów mogliśmy wnioskować, że powinno być dobrze – powiedział Mariusz Prudel.

Pierwsze starty obaj reprezentanci Polski i trener Sławomir Robert oceniają jako średnie. W trzecim występie w Pradze były na początku dwie porażki, ale trzeba pamiętać, że zarówno z Rosjanami Koshkarevem-Likhotovem i Chińczykami Xu-Wu walka toczyła się do ostatniej piłki, o czym najlepiej świadczy wynik tie breaka z tymi pierwszymi – 23:25.



Następnym startem był Beijing Grand Slam. Polacy dali popis gry, zajęli czwarte miejsce i zebrali do światowego rankingu 560 pkt. – Był to ważny występ. Forma jaką zaprezentowaliśmy wskazywała, że idziemy dobrym szlakiem i prognozy z okresu przygotowawczego powinny sprawdzać – powiedział Grzegorz Fijałek. Na konferencji prasowej w Centrum Olimpijskim w Warszawie mówiono o dwóch szczytach formy – na mistrzostwa świata w Rzymie i turniej w Starych Jabłonkach.

Uczestnicy turnieju w Pekinie na przelot do Rzymu nie mieli zbyt dużo czasu. Niektórzy prosto z samolotu udawali się na boiska treningowe. Fijałek i Prudel lecieli z nadziejami. W stolicy Włoch zapisał się kolejny historyczny rozdział polskiej siatkówki plażowej. W czempionacie globu miały prawo zagrać dwie polskie pary. Poza Fijałkiem i Prudlem do walki o medale zakwalifikowani zostali Michał Kądzioła i Jakub Szałankiewicz.

– Przed sezonem miejsce w ćwierćfinale pewnie przyjęlibyśmy w ciemno. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nasza gra była dobra. Szkoda tego ćwierćfinału, ale trzeba przyznać, że Brink z Reckermannem byli tego dnia po prostu od nas lepsi – mówi Mariusz Prudel. Drugi polski duet uplasował się na miejscach 17-32.

Po mistrzostwach świata był turniej w Stavanger i pierwszy w historii finał World Touru polskiej pary. Jeszcze nie tak dawno w naszym środowisku marzono o przebiciu się biało-czerwonych graczy przez pierwszą rundę turnieju głównego.

W Starych Jabłonkach była kolejna świetna gra. Fijałek i Prudel zakwalifikowali się do finału i tam musieli uznać wyższość innych światowych gwiazd Amerykanów Rogersa i Dalhaussera. Były gratulacje, brawa wspaniałej publiczności i coraz częściej zaczął pojawiać się wątek olimpijski.

– Fakt olimpijskiego awansu jeszcze do nas nie dotarł. Jak zaczniemy przygotowania, to chyba będziemy częściej myśleć o Londynie – mówi Grzegorz Fijałek.

W tym sezonie polskie pary odnosiły liczne sukcesy w kategoriach młodzieżowych. – W World Tourach jest inne granie. Nie jest łatwo przebić się. Na pewno utalentowanych zawodniczek i zawodników w Polsce nie brakuje. W minionych latach dużo zrobiono dla rozwoju siatkówki plażowej w Polsce – mówią obaj nasi znakomici zawodnicy.

 

źródło: pzps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
siatkówka plażowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2011-10-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved